Reklama

Talibowie szukają perfum

Talibowie szukają perfum

z Kabulu
22.09.2021
Czyta się kilka minut
Nowe władze jeszcze nie stworzyły aparatu państwowego z prawdziwego zdarzenia. Na razie korzystają z tego, że ze strachu przed nimi Afgańczycy sami się ograniczają.
18-letnia Mariam Ibrahimi, Kabul, wrzesień 2021 r. / FOT. PAWEŁ PIENIĄŻEK
O

Oto elegancka perfumeria w jednym z centrów handlowych w sześciomilionowym Kabulu. Opakowania i flakony ustawiono w specjalnie zaprojektowanych wnękach, a także na szklanych półkach. Sprzedawane są tu perfumy zagranicznych marek, m.in. włoskich, francuskich i tureckich. Kosztują od kilkudziesięciu do kilkuset dolarów.

Odkąd 15 sierpnia władzę przejęli talibowie, słabo działająca gospodarka tąpnęła i 18-letnia Mariam Ibrahimi oraz dwóch jej kolegów nie mają zbyt wiele do roboty. Klienci przestali się pojawiać. Czasami do perfumerii zajrzą talibowie. Takie sporadyczne wizyty nie wzbudzają obaw Ibrahimi, szczególnie że to nie są kontrole, a po prostu chęć znalezienia zapachu dla siebie.

Strach na ulicy

Zazwyczaj to talibowie wydają się bardziej onieśmieleni obecnością kobiety niż odwrotnie. Uciekają wzrokiem, by przypadkiem ich spojrzenia się nie przecięły. Nie odzywają się do Ibrahimi. Udają, że nie widzą pewnej siebie nastolatki, której spod nonszalancko założonej chusty wystają włosy.

– Zwracają się tylko do moich kolegów. To nie ja się ich boję, tylko oni mnie. Moja obecność wzbudza ich dyskomfort – śmieje się Ibrahimi.

Sytuacja zmienia się jednak, gdy wychodzi z perfumerii. Wówczas to ona czuje dyskomfort. Na ulicy już nie ma miejsca na pewność siebie.

Ibrahimi jeździ do pracy taksówką dzieloną z innymi pasażerami, bo nie chce przemieszczać się pieszo. Unika wychodzenia z domu, a jeśli już się na to decyduje, to zawsze towarzyszy jej mężczyzna z rodziny, mahram.

– To dlatego, że obawiam się talibów – mówi Ibrahimi. – Mahram nie jest konieczny, ale nie zdziwię się, jeśli wkrótce się to zmieni.


CZYTAJ WIĘCEJ KORESPONDENCJI PAWŁA PIENIĄŻKA >>>


Choć w tym roku mogłaby rozpocząć studia na uniwersytecie, nie zamierza tego robić. Obawia się, że talibowie nie dadzą jej skończyć nauki. Spotkało to jej młodszą siostrę. Talibowie zakazali dziewczynom nauki w szkołach średnich. Przez to siostra Ibrahimi nie chodzi na lekcje, tylko siedzi w domu.

Przyszłość uniwersytetów nie jest jasna. Te państwowe są zamknięte, a prywatne oddzieliły studentów od studentek. Czasami w bardzo prowizoryczny sposób, czyli po prostu rozwieszając kotary przez środek sal. To jednak tymczasowe.

Marzenie o wyjeździe

Nowe władze jeszcze nie stworzyły aparatu państwowego z prawdziwego zdarzenia, a tym samym nie zaczęły na dobre wprowadzać zmian. Na razie korzystają z tego, że ze strachu Afgańczycy, jak Ibrahimi, sami się ograniczają.

Przykładem tego też jest ubiór. Ibrahimi preferuje spodnie i tuniki, w których kilka tygodni temu swobodnie chodziła po ulicy. Teraz musiała zrezygnować z takiej odzieży na rzecz abaji, okrycia wierzchniego zasłaniającego całe ciało z wyjątkiem dłoni i głowy.

– Tamte ubrania, które nosiłam, też były konserwatywne, ale nowe są jeszcze bardziej – mówi Ibrahimi. Odgraża się, że jeśli talibowie będą wprowadzać kolejne restrykcyjne prawa, to kobiety wyjdą na ulice. – Nie zaakceptują kolejnych ograniczeń – mówi.

Jak do tej pory, górą są jednak talibowie. Gdy po przejęciu władzy w afgańskich miastach rozpoczęły się demonstracje, na czele których stały kobiety, nowe władze szybko je stłumiły za pomocą pałek, biczy, strzałów w powietrze, aresztów i pobić.

Ibrahimi ma jeszcze jeden pomysł, co zrobić, jeśli sytuacja w kraju będzie się pogarszać. To nic oryginalnego, bo mówi o tym niemal każdy napotkany mieszkaniec Kabulu: wyjechać, gdy tylko nadarzy się okazja.

Tuż po przyjściu talibów Ibrahimi bała się, że fundamentaliści zabronią jej chodzić do pracy. Dotychczas tak się nie stało. Większym zagrożeniem niż pomysły nowych władz jest obecnie kryzys gospodarczy. Jeśli handel nie ruszy, to może stracić pracę. A kobietom coraz trudniej ją znaleźć, szczególnie teraz, gdy rządzący krajem talibowie uważają, że najlepsze miejsce dla nich to dom.

Na razie Ibrahimi spokojnie stoi za ladą i obserwuje talibów wypytujących o perfumy. Ci zawsze wychodzą z perfumerii z pustymi rękami. Szukają arabskich perfum, bo te – w przeciwieństwie do europejskich – nie zawierają alkoholu.

Współpraca Sadam Zadran

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego". Relacjonował wydarzenia m.in. z Afganistanu, Górskiego Karabachu, Iraku, Syrii i Ukrainy. Autor książek „Po kalifacie. Nowa wojna...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]