Śpiewanie powraca

W okolicy 11 listopada pojawiło się w lokalnych tytułach sporo informacji i anonsów o wieczorach pieśni patriotycznych czy piosenek takich czy innych - kresowych chociażby czy wojskowych. Nawet znane i niby snobistyczne kabarety takie inicjatywy tu i tam podjęły. I jak się zdaje - z powodzeniem, mimo że w szkołach od tak dawna nie ma przedmiotu, który by się nazywał, jak niegdyś, śpiew. Nie bywam w gronach młodzieżowych, to oczywiste, ale w niejednym prawicowo-katolickim piśmie natrafiam na rubrykę poświęconą dawnym tekstom i nutom. Widocznie jest potrzebna. A nadto budzi wspomnienia i odczucia złożone i niejednoznaczne.
Czyta się kilka minut

Czasem po prostu się dziwię. Że piosenki, które, by tak rzec, “oblały" swój egzamin, mogą jeszcze wracać. Te tuż przedwojenne na przykład, z aspiracjami do mocarstwowości, którą usiłowały wmawiać. “Nikt nam nie zrobi nic, nikt nam nie ruszy nic/ bo z nami Śmigły,Śmigły, Śmigły Rydz!" Albo : “Żadna siła, żadna burza/ nie odbierze Gdyni nam!" I jeszcze :“Znów pełny gaz/ to cóż, że spadła któraś z gwiazd/ gdy pełna bomb eskadra pomknie na szlak..." Wysłuchiwane setki razy z naiwną dziecinną nadzieją w sierpniu ’39, rychło pozostawiły nieodwracalną gorycz i poczucie szyderstwa. Bałwochwalcze uwielbienie “Komendanta", pośmiertny sztuczny patos: “To nieprawda, że Ciebie już nie ma/ to nieprawda, że jesteś już w grobie(...) W naszych sercach jak żyłeś, tak żyjesz,/ ukochany wodzu nieśmiertelny..." Dlaczego mamy to śpiewać, gdy już wtedy, w momencie powstawania piosenka dźwięczała sztucznością?

Są także wspomnienia inne. Teksty, które - dziś odczytywane - porażają grafomaństwem i patosem tak nieczytelnym, że zbliżonym do bełkotu, a wtedy, gdy śpiewało się je podczas tajnych zbiorek harcerskich, brzmiały zupełnie inaczej... Nie tylko wspaniała melodia porywała, ale odnajdywalo się sens w słowach przecież tego sensu pozbawionych. Tak się rzecz ma z hymnem chorągwi lwowskiej z 1928 roku, napisanym zresztą przez zasłużoną potem Marię Winowską, a przypomnianym niedawno. “Iż będziem trwać po życia skon / u świętej sprawy złotych bron/ iż pojmiem ducha prawd więcierze/ miłością silni, ufni w wierze/ ślubujem dziś!" Na miłość boską, co to właściwie znaczyło? Co to za język i obrazowanie? A wtedy nam nie przeszkadzało, wtedy było dla nas piekne i zrozumiałe. Kilkunastoletnie smarkate sposobiące się do służby sanitarnej w nadciągającej “Burzy", jeszcze względnie bezpieczne, jeszcze przed prawdziwymi egzaminami życiowymi, ale naprawdę wzruszone, naprawdę mające zaciśnięte gardła, umacniały swoją dziecinną ale prawdziwą determinację także w tamtym patosie nadętych słów i porywającej muzyki. W tych wspomnieniach wszystko brzmi autentycznie, do samego spodu.

Analogiczny jest pod tym względem okres stanu wojennego - inna epoka a doświadczenie równoległe. Wtedy też różne pieśni śpiewało się jak świadectwo, także te najbardziej nieudane literacko bywały czymś jak wyznanie wiary. Ale i wtedy tuż obok leżało ryzyko samooszukiwania się: bo i wtedy prawda leżała poza faktem śpiewania, poza tekstem i melodią. A jeśli jej braknie, kiedyś trzeba to będzie wyznać z pokorą.

Dzisiejszym “nauczycielom" śpiewów patriotycznych ten sam niepokój i to samo poczucie ryzyka powinny towarzyszyć w całym ich godnym szacunku i tak potrzebnym staraniu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2003