Reklama

Słowo przeciw słowu i wyrok bez wyroku

Słowo przeciw słowu i wyrok bez wyroku

26.07.2021
Czyta się kilka minut
Nuncjatura: wina bp. Jana Szkodonia nie została udowodniona. Czy w takim razie sprawa jest zamknięta?
Fot. MAREK LASYK/REPORTER
D

Długo czekaliśmy na orzeczenie sądu kościelnego w sprawie stawianych pomocniczemu biskupowi krakowskiemu Janowi Szkodoniowi zarzutów o molestowanie seksualne w minionych latach osoby małoletniej. Jak na standardy, do których przyzwyczaiła nas nuncjatura, uzasadnienie tym razem nie było lakoniczne. Nikt chyba się jednak nie spodziewał, że będzie to wyrok bez wyroku.

Jak czytamy w komunikacie nuncjatury: „po dokładnej analizie zebranych materiałów dowodowych i po przesłuchaniu powołanych świadków wina bp. Jana Szkodonia nie została udowodniona (non constat)”. Równocześnie „w toku postępowania stwierdzono natomiast nierozważne zachowanie biskupa wobec małoletniej, polegające na przyjmowaniu jej w prywatnym mieszkaniu bez obecności jej rodziców, pozostających od lat w znajomości z biskupem” – podano w komunikacie.

Czy w takim razie biskup został zniesławiony? Tego z orzeczenia się nie dowiemy. Czy jest niewinny? Tego również. Czy nam się to podoba, czy nie, proces karno-administracyjny oparty był na argumentacji „słowo przeciw słowu”. Wiemy jednak, że w sądach kościelnych słowa nie mają takiej samej rangi. Czy w takim razie sprawa jest zamknięta? Tylko w sądzie kościelnym, bo w sądzie cywilnym toczy się ona niezależnie.

W tym przypadku nie ma dwóch ofiar. Jest tylko jedna. Ktoś więc kłamie, a prawo jak dotąd sobie z tym nie radzi. To, co się działo za zamkniętym drzwiami w mieszkaniu biskupa, trudno teraz udowodnić, ale wiemy, że jego „nierozważne zachowanie” zostawiło w kimś trwałe ślady i zranienia. Tego nawet sąd kościelny nie był w stanie podważyć.

Chociaż oskarżenie biskupa bez świadków przestępstwa może wyglądać jak „misja samobójcza”, trudno orzeczenie nuncjatury uznać za moralne zwycięstwo krakowskiego biskupa. Historia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.


Tomasz P. Terlikowski: Ezopowy język dokumentów informujących o karach nakładanych na kolejnych polskich biskupów wiele mówi o mentalności decydentów Kościoła. Do głębokiej zmiany bardzo nam daleko.


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wyrok nie mówi, kto miał rację, tylko kto miał mocniejsze dowody i wypadł bardziej wiarygodnie. Czasem dowodów nie ma, a oceny wiarygodności, odnoszącej się zawsze do osób uczestników procesu, a nie do jego istoty, sąd nie ma jak ugruntować w społecznych wartościach, normach i przekonaniach. Trzydzieści lat temu uwierzono by bez zastrzeżeń szanowanemu i lubianemu biskupowi, trzy lata temu - być może jego oskarżycielce, ale dzisiaj jest dzisiaj. Przypomnę sprawę kard. Pella, skazanego - jak uznał sąd najwyższy australijskiego stanu Wiktoria - w atmosferze medialnej nagonki na podstawie nieweryfikowalnych oskarżeń jednej, niezbyt wiarygodnej osoby, z tendencyjnym pominięciem wszystkiego, co te oskarżenia podważało. Całkiem niedawno ten sam sąd wlepił ponad milion dolarów kary mediom, które uniewinniający wyrok kwestionowały. Widać klimat mimo wszystko się ochłodził i mniej sprzyja medialnym linczom. Zaskoczeni? Nie wszyscy. https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/38457#comment-38457

"Je suis Monika"? A może już tkalnia przyjęła hurtowe zamówienie, wszak "wszyscy" czekali długo i "nikt" nie spodziewał się tego wyroku. "Widzę mój klub tygodnika ogromny"...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]