Reklama

Słowa Stalina w ustach Putina

Słowa Stalina w ustach Putina

28.12.2019
Czyta się kilka minut
Putin postanowił pokazać, że ma własną, lepszą wersję historii: stalinizmu będzie bronić, a na dodatek udowodni, że Polska, czyli państwo, które uważa się za najbardziej pokrzywdzone w wojnie, w istocie jest współwinne wywołaniu światowego konfliktu.
Władimir Putin przemawia podczas noworocznej gali w Teatrze Bolszoj w Moskwie, 26 grudnia 2019 r. / FOT. Mikhail Metzel/SPUTNIK Russia/East News
I

Ironiczny sowiecki bard Juz Aleszkowski w piosence „Товарищ Сталин, вы большой ученый” (Towarzyszu Stalinie, wielki z was uczony) kpił z zapędów dyktatora do bycia znawcą w każdej dziedzinie, w tym w językoznawstwie. W 1950 roku Stalin wydał pod swoim nazwiskiem pracę naukową „Marksizm a zagadnienia językoznawstwa”; broszura ta stała się obowiązkową wykładnią dla wszystkich, którzy w ZSRR mieli do czynienia z badaniami nad językiem i nie tylko. Słowa pieśni, spopularyzowanej później przez Władimira Wysockiego, nieoczekiwanie znów nabrały aktualności w świetle ostatnich wystąpień Władimira Putina na tematy historyczne. Prezydent prezentuje się jako ekspert ds. historii XX wieku. Dodatkowo zapowiedział, że napisze obszerny artykuł poświęcony okolicznościom wybuchu II wojny światowej. Kilka tez swego przyszłego artykułu Putin przedstawił w serii wystąpień: winę za rozpętanie wojny ponosi bratający się z Hitlerem Zachód, a przede wszystkim Polska, współautorka rozbioru Czechosłowacji w 1938 roku; pakt Ribbentrop-Mołotow był tylko prostą konsekwencją przymilnej wobec Hitlera polityki ówczesnych antykomunistycznych i antysemickich reżimów, a Stalin jako jedyny przywódca nie splamił się osobistymi kontaktami z Führerem; Armia Czerwona nie zagarnęła polskiego terytorium, a po prostu weszła i wzięła to, co było ustalone z Niemcami.

Polityka historyczna jest jednym z ważnych narzędzi używanych przez Rosję w rozgrywkach wewnętrznych i zewnętrznych. Już w 2009 roku, powołując komisję prezydencką „do walki z fałszowaniem historii”, Moskwa powiedziała, że nie zgadza się z tezami zachodniej historiografii na temat przebiegu II wojny światowej i roli w niej ZSRR (w tym m.in. z postrzeganiem Armii Czerwonej jako okupanta, a nie wyzwoliciela). Powołano jeszcze inne ciała, mające za zadanie lansować rosyjską wersję historii i uzasadniać legendę o „niepokalanym poczęciu” Pobiedy – wielkiego zwycięstwa, którego ZSRR jest jedynym autorem. Ta narracja nie zyskała w Europie zbyt wielu zwolenników. Co więcej, we wrześniu br. Parlament Europejski przyjął rezolucję „w sprawie znaczenia europejskiej pamięci historycznej dla przyszłości Europy”. Jest w niej mowa o sprzeciwie wobec przeinaczania historii i o tym, że II wojnę wywołały dwa totalitaryzmy: nazizm i stalinizm.

Minęły trzy miesiące i oto na Kremlu odezwały się nożyce: Putin postanowił się odwinąć i pokazać, że ma własną, lepszą wersję historii, stalinizmu będzie bronić („stawianie Związku Sowieckiego i Niemiec hitlerowskich w jednym szeregu jest szczytem cynizmu”), a na dodatek pokaże, że państwo, które uważa się za najbardziej pokrzywdzone w wojnie: Polska, w istocie jest współwinne wywołaniu światowego konfliktu. Niektórzy rosyjscy komentatorzy spekulują, że Kreml zaatakował właśnie Polskę, gdyż uważa ją za inicjatora rezolucji PE. Ale zamysł wykorzystania narracji historycznej do współczesnych rozgrywek ma szerszy kontekst i kilka innych zadań.

Obserwowane w Rosji od dawna zabiegi wybielenia Stalina (podkreślanie jego zasług jako „zdolnego menedżera”, nieomylnego zwycięzcy w konflikcie z Hitlerem, umniejszanie bezmiaru zbrodni na własnych obywatelach i obywatelach krajów podbitych itd.) ostatnio przybrały na wadze. Rosyjskie władze zaczynają wprost sięgać po tezy stalinowskiej propagandy, uzasadniając konieczność zawarcia paktu z Hitlerem. Stosuje się przy tym sprawdzoną metodę wybiórczego traktowania faktów, naginania ich dla potrzeb aktualnej linii politycznej. Putin w swoich ostatnich wypowiedziach uznał pakt Ribbentrop-Mołotow za konieczność historyczną („ZSRR jako ostatnie państwo w Europie zawarło z Niemcami pakt o nieagresji. A co mieliśmy zrobić? Zostać sam na sam [z Hitlerem]?”). Nie wspomniał natomiast o konsekwencjach paktu: rozbiorze Polski we wrześniu 1939 roku (nawet podkreślał: „jednostki Armii Czerwonej nie zajmowały tych terytoriów Polski. Niemieckie wojska tam weszły, potem się wycofały, a weszły wojska sowieckie”), napaści na Finlandię (wojna zimowa rozpoczęta 30 listopada 1939 roku, przegrana przez Stalina podwójnie: militarnie i dyplomatycznie; za agresję ZSRR został wykluczony z Ligi Narodów, Finlandia nie utraciła niepodległości), o aneksji i okupacji trzech państw bałtyckich, oderwaniu Besarabii i Bukowiny od Rumunii, zbrodni katyńskiej.

Po co ta krucjata historyczna teraz? Rosja gra na kilku fortepianach i ma do upieczenia kilka pieczeni. Za miesiąc będzie rocznica wyzwolenia obozu w Auschwitz. Putin nie przyjedzie do Polski, a zamierza udać się na uroczystości do Jerozolimy, aby obchodzić tę rocznicę wspólnie z władzami Izraela. W tym kontekście używa argumentu o antysemityzmie Polski (temat na oddzielny tekst). Zbliża się 75. rocznica zakończenia II wojny. Putin planuje z tej okazji wielką defiladę. Światowi przywódcy nie kwapią się z przyjmowaniem zaproszenia na tę fetę, a Putinowi bardzo zależy na ich obecności w Moskwie. Ale jak tu świętować „niepokalaną Pobiedę”, skoro jest ona skażona „grzechem pierworodnym” paktu Ribbentrop-Mołotow? Więc i paktu trzeba bronić. Pobieda jest fundamentem putinizmu, podważanie odgórnie podanej wersji jedynie słusznej linii historycznej (my wygraliśmy sami, byliśmy wyzwolicielami, bezgrzesznymi) może prowadzić do podważenia samego putinizmu. W „wykładzie” dla kolegów prezydentów z WNP Putin poruszył jeszcze jeden ciekawy wątek: próbując sformułować przyczyny II wojny, wskazał na „niesprawiedliwy pokój wersalski”, w jego wyniku Niemcy czuły się zmarginalizowane, upokorzone. Szukały możliwości zmiany statusu pokrzywdzonego.

Zacytuję Kiriłła Rogowa: „II wojna światowa była projektem Hitlera, Stalin marzył o innej wojnie. Jednak w latach 1939-1941 stalinowski ZSRR niewątpliwie był agresorem wobec [państw] Europy Wschodniej, działającym w sojuszu z Hitlerem. I to fundamentalny fakt najnowszej historii Europy. Dlaczego Putin wkłada tyle emocji w tę polemikę? Warto zwrócić uwagę, z jakim współczuciem Putin mówi o niesprawiedliwości traktatu wersalskiego i dążeniu Niemiec do przełamania tej upokarzającej sytuacji. Oto silne, ale upokorzone państwo, starające się przywrócić historyczne/narodowe granice, jest pokrzywdzonym bohaterem putinowskich wynurzeń, natomiast faryzejski Zachód sam sobie przyznający prawo do określania tych granic w swoich interesach jest [w oczach Putina] antybohaterem. Główna idea Putina polega na negowaniu prawa Zachodu do określania, gdzie owo pokrzywdzone państwo ma granice”. Aneksja Krymu, agresja na Donbas – Rosja sama określa swoje granice. A Putin widzi się nawet jako lider antyzachodniej koalicji.

Gdy kończyłam pisać ten tekst, nadeszła wiadomość, że ambasador Rosji został wezwany w trybie pilnym do polskiego MSZ. A zatem ciąg dalszy niebawem nastąpi.


TEKST POCHODZI Z BLOGA ANNY ŁABUSZEWSKIEJ "17 MGNIEŃ ROSJI" >>>
 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Spokojna głowa, na świętowanie 75 rocznicy zakończenia wojny przybędzie pierwsza liga światowej dyplomacji, My tymczasem dalej będziemy tropić Bolka, promować Martyniuka i ubolewać nad własną niedolą, tą historyczną i teraźniejszą. W międzyczasie strzelimy focha albo nawet kilka. Bo lubimy się droczyć i przekomarzać, Doprawdy nie mam solidnej wykładni tego czy Wałęsa skakał przez płot, czy go dowieźli, tak jest ze wszystkim, im dalej w las tym więcej drzew. Rosjanie nie mają dylematu, są dumni z Matuszki Rosji, jaka by ona nie była. Spróbuj przy nich złe słowo na nią powiedzieć, a w ryj masz jak nic. U nas tak tylko zadziała kibol na haju w eskorcie współwyznawców i to pod warunkiem, że trafi na pedała, albo małolata, wtedy tak mu przychrzani, że kredki z tornistra wylatają.

Takie teksty polityków fałszujące rzeczywistość sa ostatnio na topie nie tylko w Rosji. W Polsce tez, a nawet za oceanem. Nazywa się to "dog-whistle politics". https://en.wikipedia.org/wiki/Dog-whistle_politics

@kalina16 w poniedziałek, 30.12.2019, 08:45. Zawsze dobrze jest dowiedzieć się czegoś nowego, chociaż wystąpienia Putina nie wydają mi się przesadnie subtelną manipulacją. Ot, zwykłe oszczerstwo, wprost wyrażające zarzut wobec pomówionego. Interesującego przykładu dostarcza natomiast nowe słowo "wypierpol", które pojawiło się w innym wątku w tym wydaniu TP. Przy okazji, dzięki tobie i Robertowi F. za oświecenie mnie, że nie jest to spontaniczny bluzg tzw. dołowego aktywu, za jaki początkowo je wziąłem. Otóż wcześniej był podobnie manipulacyjny Polexit, na pierwszy rzut oka podobny do Brexitu, ale przecież nie mający związku z programem partii politycznej, do której usiłowano to pojęcie dokleić. Brexit był wprost deklarowanym, pozytywnym elementem programu torysów. Nasi spece od komunikacji, niby to używając pojęcia Polexit opisowo (obiektywny proces polityczny z nieuchronnym skutkiem w postaci wyjścia), zamierzali przemycić do świadomości prounijnych, ale nie antypisowskich odbiorców przekaz: PiS bez względu na swoje deklaracje s͟k͟r͟y͟c͟i͟e͟ ͟i͟ ͟ś͟w͟i͟a͟d͟o͟m͟i͟e͟ ͟d͟ą͟ż͟y do wyprowadzenia Polski z UE. No i zonk, bo target haczyka nie połknął. Teraz ktoś doszedł do wniosku, że skuteczniej zadziała przekaz "chcą czy nie chcą i tak ich, a was razem z nimi wyrzucą". Nie podejmuję się zgadnąć, czy przetarty na europejskich salonach mąż stanu na poczekaniu. z dna duszy ukuł nowy schlagwort z "wdzięcznego, choć trochę (?) knajackiego” synonimu słowa "wyrzucić" (jakbym widział ten inteligencki uśmiech zażenowania zmieszanego z satysfakcją na twarzy red. Baczyńskiego), czy też naprawdę zainspirowało go coś, co gdzieś zasłyszał. A może na chłodno skalkulowano, że chamy będą chętniej powtarzać komunikat wyrażony prostym, męskim językiem, a jak powtórzą ileś tam razy, to im się w łepetyny wdrukuje to, o co naprawdę chodzi. Mnie się te kalkulacje wydają nietrafne i to nie dlatego, żebym przeceniał gust szerokiej publiczności, tylko tym razem przestrzelono z drugiej strony tarczy. Słowa mają wielką, ale nie nieskończoną moc. Obiektywnie natomiast trzeba powiedzieć, że "wypierpol", gdyby ktoś o nim realnie myślał, byłby prawnie, proceduralnie, politycznie i gospodarczo tysiąc razy trudniejszy do zrealizowania niż zatrzymanie Wielkiej Brytanii na siłę albo wykolegowanie Brytyjczyków w taki sposób, jaki wydawał się realny jeszcze kilka miesięcy temu. Proszę przyjąć serdeczne życzenia wszystkiego dobrego (choć niekoniecznie wymarzonego) w nowym 2020 roku.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]