Składki na ZUS. Rząd się zmienił, ale nie zmieniło się rządzenie

Gdybyśmy chcieli mierzyć poziom hipokryzji w polityce, jednostką miary mógłby być 1 zus. Tak jak 1 pascal to ciśnienie działające z siłą 1 niutona na powierzchnię 1 m kw, tak 1 zus to jeden polityczny problem, na który można mieć dwie, całkowicie sprzeczne recepty.
Czyta się kilka minut
Przed Zakładem Ubezpieczeń Spolecznych w Olsztynie. / Fot. Fot. Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl
Przed Zakładem Ubezpieczeń Spolecznych w Olsztynie. / Fot. Fot. Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl

Mój zusometr zajazgotał niczym czarnobylski dozymetr, gdy w mediach społecznościowych polały się ostatnio krokodyle łzy polityków PiS, których za serce chwycił dramat polskich mikroprzedsiębiorców, skazanych rzekomo przez nowy rząd na wyższe składki na ZUS. Od lutego każdy samozatrudniony rzeczywiście odda państwowemu ubezpieczycielowi o jakieś 200 zł więcej, ale nie wskutek błyskawicznych decyzji rządu Tuska, lecz za sprawą podwyżki pensji minimalnej, którą zaordynował, z pełną świadomością konsekwencji, gabinet Mateusza Morawieckiego. Politycy PiS wolą, rzecz jasna, trzymać się zasady, że prawda nie może psuć piękna politycznej opowieści, dlatego ani myślą przyznawać się do ojcostwa tego sukcesu. Wolą krzyczeć, że podwyżki parafuje ekipa, która do władzy doszła, mamiąc wyborców wizją ulg dla przedsiębiorców, a nawet – w końcu papier wyborczych manifestów przyjmie wszystko – dobrowolnego ubezpieczenia w ZUS. I zaiste, rzadki to moment, kiedy ludzie obozu do niedawna rządzącego wyjątkowo nie mijają się z prawdą.
 

Gdy wyborczy młyn jeszcze mielił wynik, a ludziom Tuska po nocach śnił się Sławomir Mentzen w fotelu ministra finansów w kolejnym rządzie Morawieckiego, nikt po ostatecznie zwycięskiej stronie nie miał faktycznie odwagi przyznać, że zabawy z ZUS-em to hazard losem milionów przyszłych emerytów, czyli coś, czego żadnemu odpowiedzialnemu politykowi robić nie wolno. Więcej, to także zapowiedź bez pokrycia, zwłaszcza w wersji sugerującej jakąś formę dobrowolności ubezpieczeń. System ubezpieczeń społecznych musi pozostać powszechny, jeśli ma przetrwać. Idę o zakład, że ludzie z rządu Tuska wiedzieli to w zeszłym roku, kiedy puszczali oko do wyborców Konfederacji. Wiedzą to także ludzie Kaczyńskiego, których teraz naszedł nagły sentyment do mikroprzedsiębiorców, a nie odczuwali go, kiedy podpisywali się za wzlotem płacy minimalnej, który automatycznie wywindował także składki na ZUS.
Dla nas płynie z tego jeden wniosek: żeby jak najszybciej zaopatrzyć się w zusometry. Rząd się zmienił, ale to nie znaczy, że zmieni się rządzenie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kupmy sobie zusometry