Scena i kulisy

Dwaj nieprzejednani wrogowie zawierają chwilowy sojusz, by podłożyć nogę trzeciemu; ambitna żona rujnuje karierę męża, przechodząc do obozu jego przeciwników; partia rządząca wystawia w wyborach jednego z założycieli partii opozycyjnej, za to niedawny premier wspiera polityków opozycji, a niedawny minister startuje w jej barwach...
Czyta się kilka minut

Zaiste, początek kampanii wyborczej wypadł dosyć żywo. Jeżeli polityka stanowi rodzaj teatru, to w naszym wydaniu przypomina ona trochę komedię salonową, w której o sprawach istotnych tak naprawdę się nie dyskutuje, ważne są raczej wyraziste charaktery i skomplikowana intryga. Ta komedia nie jest jednak za bardzo do śmiechu. Rozpaczliwe, dokonywane w ostatniej chwili roszady na listach wyborczych pokazują z jednej strony, jak mało znaczące okazują się różnice programowe między największymi partiami, z drugiej zaś - jak niewiele zostało dziś na scenie politycznej postaci, które dzięki połączeniu dobrego życiorysu, wyrazistości i pewnej niezależności mogą stanowić wyborcze lokomotywy. Dlatego Bogdan Borusewicz, Maciej Płażyński czy Radek Sikorski są tak cennym trofeum. Dlatego poparcie Kazimierza Marcinkiewicza ma dla kandydatów Platformy Obywatelskiej takie znaczenie, choć fenomen popularności tego polityka opiera się bardziej na tym, czego n i e robił, niż na tym, co naprawdę zrobił. Dlatego wreszcie zejście ze sceny - może jednak chwilowe - Jana Rokity stało się tematem dnia.

Niespodziewana kariera polityczna Nelly Rokity to z kolei wątek nieco farsowy. Oto prezydent zatrudnia ją w swej kancelarii, krytykowany zaś, że biorąc ją w podróż do USA włącza się w kampanię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości (jako że doradczyni prezydenta stała się tymczasem kandydatką numer dwa na warszawskiej liście partii), tłumaczy rozbrajająco, że w samolocie będzie miał sposobność... poznać poglądy nowej współpracownicy. Zaraz zresztą owe poglądy, choć niezbyt jasno artykułowane, sprawiają, że nowy nabytek zaczyna przysparzać PiS-owi kłopotów.

Dodajmy do tego obrazu nieoczekiwany sojusz taktyczny między sztabami PiS-u oraz Lewicy i Demokratów, którego wynikiem jest telewizyjna debata Kaczyński-Kwaśniewski; by pognębić Donalda Tuska, można nawet debatować z postkomunistą, który zbyt często zagląda do kieliszka. Wszystko może się jednak wydarzyć, skoro Leszek Miller, symbol patologii trawiących Trzecią Rzeczpospolitą, jest teraz czołowym kandydatem partii, która do niedawna wraz z PiS-em budowała Rzeczpospolitą Czwartą.

Kampanijny tydzień zakończył się mocnym akcentem - emocjonalnym wystąpieniem Władysława Bartoszewskiego podczas konwencji Platformy w Krakowie. "Dewianci polityczni", "dyplomatołki" - tak ostre słowa pod adresem obecnej ekipy rządzącej, i to z takich ust, były jednak zaskoczeniem, zaskoczyły chyba także premiera Kaczyńskiego, który w pierwszym odruchu zareagował dość blado (co zrobi dalej - zobaczymy). Słuchałem słów byłego ministra spraw zagranicznych nie bez satysfakcji, pamiętając zwłaszcza o ostatnich osiągnięciach rządu (ze szczególnym uwzględnieniem minister Anny Fotygi) na arenie międzynarodowej. Potem jednak przyszła refleksja niewesoła.

Jarosław Gowin, który jako krakowski kandydat PO numer jeden był gospodarzem tego spotkania, należał dwa lata temu do zdecydowanych zwolenników koalicji PO z PiS-em. Te dwie partie na pewno znajdą się w nowym Sejmie, zapewne ze zbliżoną liczbą posłów. Możliwe, że prócz nich próg wyborczy przekroczy tylko LiD. Politycy PiS-u i PO twierdzą, że LiD jest im ideowo obcy - pozostaje więc współpraca. Bo jeśli do żadnej koalicji nie dojdzie, za pół roku trzeba będzie pisać kolejny dziennik kampanii. A to już jest perspektywa zupełnie ponura.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2007