Sami, upokorzenie, odruch

Wtydzień po wielkich obchodach 1 sierpnia byłam w Warszawie na Placu Krasińskich. Było wczesne popołudnie, plac niemal pusty, ot, zwyczajny weekend i kto mógł, wyjechał z miasta. Słońce, równie jaskrawe jak to z tamtych dni sprzed sześćdziesięciu lat, odbijało się od zwalistych postaci pomnika, którego nie lubię, ale który w tej chwili mnie wzruszył.
Czyta się kilka minut

Mam swój własny sposób przeżywania rocznic tych wydarzeń, które mają dla mnie wyjątkowe znaczenie. Chronię je od zgiełku przemówień, okrzyków, orkiestry i śpiewów. Chronię je od tłumu, choćby w tym tłumie byli ludzie bardzo mi bliscy. Chcę, żebyśmy byli sami - ja i moje wspomnienia.

Upokorzenie

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zostawienie odcisku palca przy wjeździe do USA miałoby być dla mnie upokorzeniem. Jeżeli jakiś kraj jest w niebezpieczeństwie (a jest), to ma prawo stosować procedury, które mogą to niebezpieczeństwo zmniejszyć.

Przyznam jednak, że kiedy słyszę wiadomości o szturmie polskich autokarów na Londyn i o tym, że później rodacy śpią na dworcach, na ulicach i stają w kolejkach po darmową zupę - to czuję coś w rodzaju upokorzenia...

Odruch

To dobrze, że telewizje mówiąc o wielkich trzęsieniach ziemi, powodziach, a nawet o wyrzucaniu na ulice domowych zwierząt przed wakacjami - podają czasem numer konta, na które można wpłacić datek. U niektórych wywołuje to natychmiastowy odruch pomocy. Jest on ważny dla potrzebujących i ważny dla człowieka, który taki odruch poczuje.

Byłoby jednak lepiej, gdyby telewizje potrzymały taki numer na ekranie trochę dłużej. Jeżeli nie ma mowy o chwyceniu jakiejś kartki i zapisaniu - jest to tylko gest pro forma. Odruch jest ulotny. Mało kto zdobędzie się potem na wykonanie paru telefonów czy szperanie po gazetach, żeby numer jednak odnaleźć.

A że mógłby się zniecierpliwić? Nadając idiotyczne i wlokące się w nieskończoność reklamy - nikt się jakoś tego nie boi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2004