Reklama

Rachunki sumienia

Rachunki sumienia

29.02.2008
Czyta się kilka minut
Niezmienne i zmienne "prawdy wiary"
A

Artykuł ks. Henryka Pietrasa "Poza Kościołem nie ma zbawienia... na ziemi" ("TP" 2/2008) przypomniał mi o wydanej przez poznańskich dominikanów książce poświęconej owej formule, pióra jednego z najznakomitszych dziś znawców historii doktryny Kościoła, Bernarda Sesboüé. Urodzony w 1929 r. jezuita, emerytowany profesor wydziału teologicznego w paryskim Centre-S?vres, konsultor watykańskiego Sekretariatu Jedności Chrześcijan, o. Sesboüé jest autorem wielu znakomitych prac teologicznych. Z tych, które się ukazały w polskim tłumaczeniu, warto wspomnieć czterotomową "Historię dogmatów" i fascynująca książkę "Władza w Kościele" (obie w wydawnictwie M).

Autor nie jest samotną wyspą, jego prace są, przynajmniej pośrednio, owocem poszukiwań środowiska teologicznego związanego z Grupą z Dombes (Groupe des Dombes). W 1937 r., z inicjatywy pioniera ekumenizmu ks. Pawła Couturiera, lioński kapłan ks. Laurent Remilleux wraz z berneńskim pastorem ks. Baümlinem zorganizowali pierwsze spotkanie teologów katolickich i protestanckich w celu nieformalnego dialogu ekumenicznego. Od tej pory, co roku we wrześniu, spotykali się w opactwie trapistów w Dombes. Po wojennej przerwie spotkania od 1948 r. kontynuowano - i trwają do dziś. Gromadzą ok. 40 teologów, księży i pastorów luterańskich ze Szwajcarii i Francji; uczestniczy w nich też kilka kobiet. Spotkania (teraz w klasztorze benedyktynek w Allier) mają charakter swobodnej debaty teologicznej, której towarzyszy wspólna modlitwa. Członkowie Grupy z Dombes (o. Sesboüé należy do niej od 1967 r.) nie są oficjalnie delegowani przez ich wspólnoty. Wydali szereg ważnych opracowań. Unikają pośpiechu, rozgłosu, prasy, telewizji. Cenią spokój.

Wracam do książki. Obecność w katolickim nauczaniu wywodzącej się z pism Orygenesa formuły "Poza Kościołem nie ma zbawienia" ("fałszywie jasny aksjomat" - napisze o niej Yves Congar) stała się dla o. Sesboüé materią do studium, które skupia się nie tyle na pytaniu, kto i gdzie może osiągnąć zbawienie, co na kwestii "doktrynalnej ciągłości nauczania Kościoła w kwestii, której nikt nie może uznać za drugorzędną". Na pierwszych stronach zestawia dwa dokumenty: fragment bulli Soboru we Florencji "Cantate Domino" (1442) i fragmenty dokumentów II Soboru Watykańskiego.

Pierwszy kategorycznie stwierdza, że "Święty Kościół rzymski mocno wierzy, wyznaje i głosi, że nikt z tych, co są poza Kościołem katolickim, nie tylko poganie, ale i Żydzi, heretycy i schizmatycy, nie mogą się stać uczestnikami życia wiecznego, ale pójdą w ogień wieczny (...). Nikt - jakichkolwiek by jałmużn udzielał, nawet gdyby dla imienia Chrystusa przelał swą krew - nie może być zbawiony, jeśli nie pozostaje w łonie Kościoła katolickiego". Tymczasem nieco ponad 500 lat później Konstytucja Dogmatyczna o Kościele "Lumen gentium" głosi: "Ci bowiem, którzy bez własnej winy, nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną, starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie. Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie". A  w  Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym "Gaudium et spes" czytamy: "Odnosi się to nie tylko do chrześcijan, lecz także do wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu w niewidzialny sposób działa łaska. Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno, mianowicie Boskie, powinniśmy utrzymywać, że Duch Święty wszystkim daje możliwość uczestniczenia w tym misterium paschalnym w tylko Bogu znany sposób".

Sesboüé przeprowadza rzetelne studium ewolucji myślenia Kościoła o sobie samym i zbawieniu, implicite więc myślenia Kościoła o stosunku Boga do człowieka. Prowadzi czytelnika przez kolejne etapy tej myśli. I trudno się oprzeć poczuciu zerwania dziś przez Magisterium z doktryną głoszoną w przeszłości. Autor doskonale rozumie nasze wątpliwości: "U kresu tych badań w myśli czytelnika z pewnością pozostaje jedno pytanie. Dlaczego trzeba rozwijać tyle różnych subtelności, wprowadzać tyle różnych czynników, żeby zrozumieć formułę z pozoru tak prostą, która mimo wszystko nadal nas szokuje? Czy wobec niekwestionowanych zerwań troska o uzasadnienie ciągłości nie jest przesadzona? Czy w końcu nie byłoby prościej i uczciwiej powiedzieć: przez wieleset lat Kościół się mylił, nie­słusznie uogólniając zasięg swojej formuły. Czy jednak naprawił swój błąd?".

Odpowiedź jest dość obszerna. Pierwsza jej część to wskazanie na ułomność ludzkiego słowa. "Tak, jak Słowo Boże przyjęło kondycję historyczną, tak samo Jego słowo dociera do nas w sposób historyczny"... Druga to przypomnienie, że słowo Boga zostało powierzone grzesznym ludziom. Różne przejawy niewiedzy i grzesznej mentalności z różnych epok wymagają korekt "nie tylko w sferze słownictwa, ale by precyzować, uzupełniać i włączać do całości nieprecyzyjną jeszcze treść niektórych twierdzeń".

Teza, że poza Kościołem nie ma zbawienia, tak bardzo i na tak długo w Kościele się rozprzestrzeniała, że stwierdzenie, iż nigdy, nawet na Soborze Florenckim, nie była formalnie podana jako nieomylne nauczanie, nie bardzo ułatwia uporanie się z pytaniem o ciągłość. Pomocą mogą być dopiero podane przez o. Sesboüé zasady hermeneutyki Magisterium Kościoła.

Coraz łatwiej dostępne, także w Polsce, badania nad ewolucją samoświadomości Kościoła, poznawanie dróg, którymi podążało artykułowanie wyznawanych dziś przez nas prawd wiary to ratunek przed jej powierzchownością, przed magicznym traktowaniem Magisterium. Ludzkie słowa zawsze będą nieadekwatne do Boskich treści i zawsze będą wymagały jasnych zasad hermeneutyki. Książki Sesboüé pozwalają zasmakować w docieraniu do korzeni tego, co wyznajemy. Ta nie jest łatwa, wymaga uwagi, ale nie specjalistycznego przygotowania w zakresie teologii czy historii, bo podejmuje pytania, które każdy z nas sobie stawia. W każdym razie stawiać sobie powinien.

Z zasadami czy bez zasad?

Ważny jest autor: Jan Pleszczyński, dziennikarz (współpracujący m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym"), absolwent biologii (UMCS), doktor filozofii (KUL), adiunkt w Zakładzie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Wydziału Humanistycznego UMCS. Jest ważny, bo w przeciwieństwie do autorów niektórych kodeksów, kart czy innych zestawień zasad etyki dziennikarskiej doskonale wie, o czym pisze: "Jestem pewien, że człowiek, który nie przepracował w mediach co najmniej kilku lat, nie jest w stanie ich zrozumieć".

Ważny jest temat. Zainteresowanie etycznym aspektem profesji dziennikarskiej staje się coraz mniejsze. Może jeszcze interesujemy się zasadami prawa prasowego - ryzykując naruszenie przepisów, warto wiedzieć, co się ryzykuje... Zresztą etycznych dziennikarzy nie tworzy się przez prawo prasowe (w Polsce, stwierdza autor, "zupełnie oderwane od rzeczywistych warunków, w jakich działają media i dziennikarze") ani przez - skądinąd pożyteczne - kodeksy zasad etyki dziennikarskiej. Życie jest bardziej złożone, niż to są w stanie opisać jakiekolwiek kodeksy. One zaś mogą w nas zabić umiejętność wyborów. Od stawianego sobie czasem w bardzo trudnej i wymagającej natychmiastowej decyzji sytuacji pytania o dobro i zło łatwiej ograniczyć się do pytania, czy coś jest zgodne z prawem albo gotowym kodeksem zasad.

Nie brak głosów, że "w tym zawodzie liczyć się powinien przede wszystkim profesjonalizm, a nie dążenie do osiągania nawet najbardziej szczytnych czy społecznie użytecznych celów". Sytuacja dziennikarza, który jednak ceni w swej pracy wartości, nie jest łatwa. Szefowie mediów, którzy często o dziennikarstwie nie mają pojęcia, stawiają atrakcyjność ponad prawdą. Cytowany przez autora Ryszard Kapuściński ubolewał, że informacja z rąk ludzi, którzy walczyli o prawdę, przeszła w ręce biznesmenów: "Szef nie pyta, czy to prawda, ale czy to się da sprzedać, czy przyjdzie za tym reklama, bo on z tego żyje". Tymczasem - ostrzega Pleszczyński - media wymagają refleksji etycznej, bo "swym istnieniem i działaniem wywołują istotne skutki w życiu jednostek i społeczeństw". Wiedza zdobyta z mediów decyduje czasem o podejmowaniu doniosłych życiowo decyzji.

Poza przypomnieniem elementarnych wartości, jak stawianie na pierwszym planie dobra odbiorcy, szacunek dla prawdy, zasada wyraźnego oddzielania informacji od komentarza - choć i one, mimo że elementarne, w praktyce mogą rodzić trudne dylematy etyczne - książka prowadzi nas przez skomplikowany świat mediów z jego problemami. Nie apodyktyczne sądy, ale filozoficzny wywód dobrze osadzony w rzeczywistości, bogato ilustrowany przykładami z polskiej prasy ostatnich lat uświadamia konieczność dokonywania etycznych wyborów i w tym pomaga. Tę fascynującą dla każdego dziennikarza książkę zamyka refleksja niepozbawiona lekkiej ironii: "(...) nie można oczekiwać jakichkolwiek gratyfikacji za etyczną postawę. Przeciwnie, bywa, że się przegrywa, nawet odchodzi z zawodu. W dziennikarstwie jest jak w życiu: cnota nie zawsze bywa nagrodzona. Ale przecież ani w życiu, ani w dziennikarstwie nie o to chodzi. A przynajmniej nie tylko o to". Lektura obowiązkowa dla wszystkich dziennikarzy. To - jak wszystko w tej książce - nie odgórny nakaz, lecz zachęta.

PS. Z tego, że o książce Jana Pleszczyńskiego piszę w tej właśnie rubryce, nie należy wnioskować, że jest to "lektura pobożna" w potocznym tego słowa rozumieniu. To wykład etyki, nic więcej i nic mniej.

Małe lektury na Wielki Post

Czy Jerozolimska Bazylika Grobu Świętego jest rzeczywiście miejscem autentycznym? Właściwie nigdy nie będziemy mieć pewności stuprocentowej (...)". Wydana w serii "Archeolog czyta Biblię" niewielka książeczka z wielkim znawstwem i zarazem bardzo jasno przybliża nam tajemnicę miejsca, w którym został pochowany Jezus. Cesarz Hadrian postawił w tym miejscu świątynię Wenus. Pamięć topografii zachowała grupa nawróconych z pogaństwa chrześcijan. Śladów kultu nie ma aż do czasów Konstantyna Wielkiego - faktem jest jednak, że żadnego innego, lepiej położonego miejsca nigdy nie wskazywano jako Jego grób.

"Kościół zakazywał spożywania w jakikolwiek dzień przez cały Wielki Post zabronionych pokarmów. Wyjątek stanowił kieliszek wina i kropla oleju w niedzielę (albo i w sobotę), by symbolicznie podkreślić świąteczny charakter tego dnia". Czy jeszcze mają jakiś sens te nasze szczątkowe, obowiązujące chrześcijan dziś, przepisy postne? Mieszkający w Grecji młody historyk Dag Tessore pokazuje nam, że post w Kościele ma historię tak dawną jak sam Kościół.

Jako że Wielki Post jest czasem medytowania Drogi Krzyżowej, chcę zwrócić uwagę na medytacje autorstwa człowieka niezwykłego, brata Efraima (Gérard Croissant), założyciela Wspólnoty Błogosławieństw. Medytacje ukazały się we francuskim wydawnictwie Éditions des Béatitudes w roku 2006.

W tym właśnie roku usiłowałem do autora dotrzeć telefonicznie. Ktoś z jego wspólnoty poinformował mnie, że brat Efraim prowadzi życie pustelnicze, bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Wtedy powstał ten piękny tekst, który jest dojrzałym owocem kontemplacji Pisma Świętego. Nie będę cytował, bo zbyt wiele musiałbym tu wpisywać. Chciałbym przepisać w całości przynajmniej medytację o spotkaniu Matki i Syna, stację z Cyrenejczykiem i obnażenie z szat. Teksty te są tak wymowne i przejmujące, bo zawierają dyskretny zapis własnych duchowych doświadczeń autora, człowieka, wierzcie mi, niezwykłego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Grupa skupia nie tylko pastorów luterańskich, ale też reformowanych. W Polsce protestanci kojarzą się główne z luteranami, ale na obszarze francuskojęzycznym jest zazwyczaj odwrotnie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]