Reklama

Przeczytane

Przeczytane

26.01.2003
Czyta się kilka minut
M

Maria Poprzęcka
O tomiku Julii Hartwig, zawierającym „ślady codziennej krzątaniny umysłu” pisał już z entuzjazmem Czesław Miłosz. Wśród owych „śladów” najbardziej poruszają mnie te, z największą dyskrecją i powściągliwością mówiące o utracie. O bólu utraty. I tu myśl o Eurydyce: „Ta najbardziej może tajemnicza i uczłowieczona bohaterka, wcielenie bólu miłosnej utraty, zrównana w miłości ze śmiercią, nie poddaje się ujęciu w żadną poetycką anegdotę. Trwa w czystej postaci bólu nieukojonego, płynącego stąd, że musiała dwukrotnie wrócić”. Przez wieki współczuliśmy z Orfeuszem. Tylko kobieta mogła odczuć cierpienie Eurydyki.

JULIA HARTWIG, „BŁYSKI”, wydawnictwo Sic!, Warszawa 2002

Marek Zaleski „Przegrany” austriackiego pisarza i dramaturga Thomasa Bernharda (niedawno adaptacji scenicznej jego powieści „Wymazywanie” dokonał Krystian Lupa), to proza, która powoduje, że czytającemu cierpnie skóra. Bernhard zmusza do stawiania pytań, których na co dzień lepiej sobie nie zadawać, bowiem odpowiedzi stają się wyrokami bez apelacji. Jak żyć z wiedzą, która jest trucizną, która czyni nas wrogiem samego siebie?

Oto narrator i jego przyjaciel, dwaj młodzi studenci Horowitza, znakomicie zapowiadający się „artyści fortepianu”, pewnego deszczowego lata w Salzburgu słuchają równie młodego jak oni Kanadyjczyka Glenna Goulda, grającego „Wariacje Gold-bergowskie”. Porażeni jego geniuszem, rezygnują z kariery pianistycznej. Odtąd zaczyna się dla nich „okres marnienia i więdnięcia”. W swoim życiu, które prowadzą w cichej rozpaczy, zamieniają się w biografów sztuki Goulda, ale żaden z nich nie jest w stanie napisać o niej książki. „Przegrany” jest historią życia w cieniu klęski.

Bernhard opowiada o spotkaniu z nieludzkim pięknem, krąży wokół zagadki nieprzyjaznej życiu zimnej perfekcyjności, która zdaje się tu być ostatecznym wymogiem artyzmu, która uzależnia i wtrąca w nieszczęście, dla innych zazwyczaj niedostrzegalne. To studium rozpaczy i pychy, mizantropii i samonienawiści, rozpisane na sto osiemdziesiąt osiem stron wariacje na temat znanego powiedzenia filozofa o udręczeniu, które jeśli nas nie zabija, to rzekomo wzmacnia. Tak, wzmacnia, zdaje się powiadać Bernhard, ale do czego? Życie zamienia się tu w „z wyrachowaniem planowane samobójstwo” (popełnia je przyjaciel narratora, w istocie jego alter ego, dwadzieścia osiem lat po pamiętnym spotkaniu, wkrótce po śmierci Goulda).

Maniacka, natarczywa, znaczona obsesyjnymi powtórzeniami opowieść Bernharda jest przykładem rzadkiej dziś literatury, w której gra się o wszystko i w której nie ma usprawiedliwienia dla przegranej.

THOMAS BERNHARD, „PRZEGRANY”, przekład [wspaniały] i posłowie: Marek Kędzierski. Wydawnictwo „Czytelnik”, Warszawa 2002.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]