Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Promujmy życie, które tworzy więzi

Promujmy życie, które tworzy więzi

26.10.2010
Czyta się kilka minut
Prof. Stanisława Golinowska: Potrzebna nam edukacja bardziej społeczna: ucząca wrażliwości na potrzeby słabszych i umiejętności współdziałania oraz pomagania. Rozmawiała Katarzyna Tracz
K

Katarzyna Tracz: Jak wyobraża sobie Pani miasto idealne dla osoby starszej?

Stanisława Golinowska: Myślę, że jako senior nie chciałabym żyć w takim mieście. Są miasta, np. w USA, specjalnie projektowane do zamieszkania wyłącznie przez starych ludzi. Wydaje mi się, że idealnym rozwiązaniem byłoby miasto przyjazne dla wszystkich, także dla osób młodych. Szczególną jego cechą byłaby większa przyjazność dla osób słabszych, ze specjalnie do tego przystosowaną przestrzenią publiczną, dostosowaną infrastrukturą z odpowiednimi usługami. Nie byłoby to miasto, w którym wszyscy pędzą. Rytm życia musiałby być nieco wolniejszy. W żadnym razie wielka metropolia ani miasto przemysłowe, ani też miasto biurowców zatłoczone samochodami, gdzie nie ma chodników, a jeśli już są, to zastawione. Byłoby to miasto przyjazne dla wszystkich pokoleń, nie tylko seniorów, ale i dla młodych rodziców, wychodzących z małymi dziećmi na spacer, do czego też potrzebna jest przestrzeń podobnie zorganizowana jak dla osób starszych.

To znaczy miasto, które stawia na jakość życia?

Tak, z akcentem na zdrowie: czyste powietrze, dużo zieleni, wiele miejsc chwilowego odpoczynku, gdzie można zjeść także zdrowy posiłek. Zauważmy, że powszechna dzisiaj moda na brukowanie miast, kosztem nawet skrawka zieleni, zwiększa zagrożenie powodzią, gdy opady są nadmierne. Do tego potrzeba świadomej polityki samorządu, preferującej działania na rzecz zdrowego stylu życia i ekologicznego rozwoju. Rzecz w tym, by rozwiązania urbanistyczne i inwestycje uwzględniały w pierwszym rzędzie potrzebę rozwoju dostępnej komunikacji publicznej, ciągi piesze i rowerowe oraz to, by miejsca do parkowania samochodów były sytuowane w miejscach raczej oddalonych czy schowanych pod ziemią.

Trzeba tworzyć infrastrukturę, której standardy respektowałyby potrzeby i wymagania różnych grup ludności z granicznym kryterium - dostępności i bezpieczeństwa dla mobilnie słabszych, czyli nie tylko starszych, ale także niepełnosprawnych oraz małych dzieci.

Jak powstrzymać samowykluczanie się ludzi starszych z coraz szybszego, stechnicyzowanego społeczeństwa?

Do tego właśnie potrzebujemy świadomej polityki opartej na strategicznych koncepcjach dłuższego okresu. Ponadto potrzebne jest nam promowanie takiego życia, które tworzy więzi. Żyjemy w początkowej fazie rozwoju gospodarki rynkowej, która ze swej natury indywidualizuje, wprowadza rywalizację także tam, gdzie potrzebne jest współdziałanie. Więzi zaś wymagają osłabienia tego indywidualizmu. Kraje mające za sobą kilkusetletnie doświadczenia kapitalizmu od najmłodszych lat uczą swych obywateli tworzenia kapitału społecznego: współpracy, wrażliwości na potrzeby słabszych, budowania podstaw zaufania, organizowania się, np. w ramach NGO. W szkołach są programy wymagające aktywności socjalnych, np. praktyki w domach opieki, zaangażowania się w wolontariat. My tego jeszcze powszechnie nie robimy, ponieważ ciągle uczymy się gospodarki rynkowej. Ale coraz częściej jesteśmy świadomi, że potrzebna jest nam edukacja bardziej społeczna; uczą­ca wrażliwości na potrzeby słabszych i umiejętności współdziałania oraz pomagania.

Nadal kształci się hurtowo pediatrów, zaś na specjalizację geriatryczną w ciągu roku przyjmuje się raptem kilkanaście osób w całym kraju.

To znów sprawa planistycznych zaniedbań. Kształcenie w sektorze publicznym powinno być odpowiedzią na trendy przyszłości, które są już oczywiste. Starzenie się zmienia epidemiologię chorób. Mamy do czynienia z chorobami przewlekłymi, z wielochorobowością, z urazami, a także ze specyficzną dla starszego wieku reakcją na leczenie, a to wymaga od lekarzy posiadania wiedzy geriatrycznej. By kształcić więcej geriatrów, potrzebne są określone decyzje i to zarówno ze strony władz centralnych, jak i uczelni; więcej miejsc specjalizacyjnych, zmiany programowe w kształceniu lekarzy stykających się później ze starszymi pacjentami, a także miejsca dydaktyczne w szpitalach. Szacujemy, że na potrzeby regionu w zakresie zaspokojenia potrzeb kształcenia geriatrycznego przydałyby się w Krakowie dwa szpitale. To mogłoby się dokonać np. przez dokonanie restrukturyzacji posiadanych już zasobów szpitalnych.

Kolejny problem to kształcenie do zawodów opiekuńczych - są tu braki, ale równocześnie zawody te nie cieszą się prestiżem, a zarobki w nich są niskie.

To faktycznie bardzo trudny problem. Niedocenianie zawodu pielęgniarki, niskie wynagrodzenia, złe traktowanie, a dodatkowo nowe wymagania dotyczące kształcenia na poziomie wyższym (minimum licencjackim) wywoływały frustrację i nierzadko emigrację. Od pewnego czasu pielęgniarki skutecznie się organizują i wypowiadają publicznie, walcząc o swoje zawodowe prawa; tu sytuacja powoli się rozwiązuje. Gorzej wygląda sytuacja tzw. zawodów opiekuńczych, które nie wymagają wykształcenia na poziomie wyższym. Kształcenie w nowo wprowadzonych zawodach opiekuna medycznego czy asystenta seniora jest jeszcze w powijakach. Popyt na usługi opiekuńcze będzie wzrastał, zwiększać się więc będą płace wykonujących te zawody i w konsekwencji zwiększy się dla nich szacunek. To oczywiście będzie wymagało pewnych zmian systemowych, np. utworzenia specjalnego źródła finansowania opieki długoterminowej (nowego ubezpieczenia).

Tymczasem dziś kontrola nad opieką długoterminową nie zawsze funkcjonuje, tak jak powinna, albo i nie ma jej wcale. Jak ucywilizować tę sferę działalności?

Część opieki długoterminowej pozostaje pod kontrolą sektora zdrowotnego: są to tzw. zakłady opiekuńczo-lecznicze i pielęgnacyjno-opiekuńcze. W nich przebywają pacjenci, których wyleczyć się już nie da, ale żyją z chorobami, wymagając stałej opieki medycznej. Tu trafia się na podstawie tzw. testu funkcjonalności: w większości są to osoby prawie całkowicie niesamodzielne. Takich zakładów nie jest wiele. Druga grupa zakładów znajduje się w sektorze pomocy społecznej, gdzie obowiązuje test dochodowy. Tam trafiają osoby biedne, samotne. Istnieją też domy opieki prowadzone przez organizacje społeczne i religijne. W Małopolsce jest ich nawet więcej niż w innych regionach. Jednak dla coraz większej rzeszy starszych osób, wymaga-

jących opieki osoby trzeciej, rozwiązań brakuje. Powstają więc ośrodki prywatne, funkcjonujące na zasadach komercyjnych.

Czyli reguluje tę niszę dziki wolny rynek...

W Polsce w przeszło 80 proc. przypadków opieki nad osobami niesamodzielnymi sprawuje rodzina. Ten zakres będzie się zmniejszać. Co do dzikiego rynku... Dobrze, że tego typu placówki się rozwijają, ale powinny być tworzone w oparciu o zdefiniowane standardy opieki, podlegając przy tym kontroli ich przestrzegania. Naczelną zasadą ich funkcjonowania powinno być dbanie o dobro starszego pensjonariusza: jego godność, poczucie bezpieczeństwa i nieizolowanie od świata zewnętrznego. Ważne jest jednak przy tym, aby sfery tej nie przeregulować, nie zdusić prywatnych inicjatyw przez nadmierną biurokrację.

Modelem pożądanym opieki długoterminowej jest jednak tzw. opieka domowa, gdzie osoba starsza nadal przebywa w swoim mieszkaniu, uzyskując profesjonalną pomoc z odpowiednich instytucji z zewnątrz. Ten model wymaga jednak dostosowanych mieszkań i budynków oraz rozwoju licznej kadry opiekuńczej i pielęgnacyjnej. Okazuje się, że w rozwoju tego modelu istotnie pomocne są nowe technologie, specjalne połączenia telefoniczne i elektroniczne monitorowanie podopiecznego. Powinniśmy być na to coraz bardziej otwarci.

PROF. STANISŁAWA GOLINOWSKA jest profesorem nauk ekonomicznych, pracuje w Instytucie Zdrowia Publicznego Collegium Medicum UJ, którym kierowała w latach 2002-08. Od 1996 r. jest członkiem Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy kolejnych rządach RP.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]