Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Prawie wszystko zgodnie z planem

Prawie wszystko zgodnie z planem

w cyklu STRONA ŚWIATA
14.06.2019
Czyta się kilka minut
Postawieni przed zadaniem wyboru nowego przywódcy, Kazachowie wybrali w zeszłą niedzielę tego, którego na swojego następcę namaścił jego poprzednik – Nursułtan Nazarbajew, pierwszy prezydent i ojciec założyciel stepowej republiki.
Prezydent-elekt Kasym Tokajew podczas składania przysięgi w Nur-Sułtanie, stolicy Kazachstanu, 12 czerwca 2019 r. / Fot. Alexei Filippov / AP/Associated Press/East News
Prezydent-elekt Kasym Tokajew podczas składania przysięgi w Nur-Sułtanie, stolicy Kazachstanu, 12 czerwca 2019 r. / Fot. Alexei Filippov / AP/Associated Press/East News
N

Nazarbajew tak właśnie to sobie zaplanował, gdy w marcu ustępował ze sprawowanego od ponad ćwierćwiecza prezydenckiego urzędu. Świadomy, że lat mu nie ubywa, a sił nie przybywa, długo przymierzał się do sukcesji, która nie zburzyłaby zaprowadzonych przez niego porządków, nie zagroziła bezpieczeństwu i dobrobytowi jego rodziny ani władzy politycznej elicie, którą wychował. Plotkowano w Kazachstanie, że na dziedziczkę stary władca wychowuje najstarszą z trzech córek, Darigę, ale gdy w końcu, w marcu, dobiegający osiemdziesiątki Nazarbajew ogłosił, że ustępuje, na swojego następcę i tymczasowego prezydenta wyznaczył – zgodnie z konstytucją – przewodniczącego Senatu, 66-letniego Kasyma-Żomarta Tokajewa.

Ten, nie czekając do końca upływającej dopiero za rok kadencji Nazarbajewa, już w kwietniu wyznaczył nowe wybory z terminem na początek czerwca. Tłumaczył, że chce w ten sposób uprawomocnić swoje panowanie, ale przyspieszając wybory odebrał przy okazji opozycji czas na przygotowanie się do elekcji.

Maskarada z delfinem

W ubiegłotygodniową wyborczą niedzielę Tokajew zwyciężył, zdobywając niespełna 71 proc. głosów. W porównaniu z Nazarbajewem, wygrywającym niemal jednogłośnie, osiągnięcie Tokajewa sprawia mizerne wrażenie (niższa, bo około 80-procentowa, była też frekwencja). Z drugiej strony, gdyby wyrównał, albo choć zbliżył się do wyniku Nazarbajewa, uwłaczałoby to wielkości starego władcy, uchodzącego za dyktatora oświeconego, niecierpiącego opozycji, ale nieprzesadzającego z represjami czy kultem jednostki, jak jego sąsiedzi z Uzbekistanu, Tadżykistanu czy Turkmenistanu.

Sukcesyjne plany zakładały także, że za panowania nowego prezydenta 20-milionowy Kazachstan, bogaty w ropę naftową, gaz ziemny i wszelkie mineralne skarby, nadal rządzony będzie przez wychowanków Nazarbajewa, według wzorów raczej chińskich niż zachodnich. Ale by pielęgnować na Zachodzie reputację najbardziej oświeconej ze środkowoazjatyckich satrapii, nowi kazachscy przywódcy bardziej dbać będą o pozory demokracji czy wolności słowa. Do elekcji, mającej uprawomocnić władzę Tokajewa, dopuszczono sześciu innych konkurentów, w tym po raz pierwszy kobietę, ale niemal nieznanych kazachskim wyborcom, żeby w żaden sposób nie zagrozili delfinowi. Najbardziej znany z nich, były dziennikarz Amirżan Kosanow, zdobył w wyborach nieco ponad 16 proc. głosów. Kazachska opozycja, która wzywała do bojkotu niedzielnych wyborów, oskarżyła zresztą Kosanowa, że startując w wyborach, uwiarygodnił tylko maskaradę urządzoną dla intronizacji Tokajewa.


CZYTAJ WIĘCEJ:

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Zachodni obserwatorzy nie dali się nabrać i znów nie uznali kazachskich wyborów za uczciwe ani wolne. Odkąd po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 r. Kazachstan pojawił się na mapie świata jako niepodległe państwo, żadnej z tamtejszych elekcji nie uznano na Zachodzie za uczciwą ani wolną. Podobnie zresztą nie uznano za takie żadnych wyborów całej poradzieckiej Azji Środkowej.

Tokajew, zawodowy dyplomata i człowiek światowy, na użytek rodaków próbował robić dobrą minę do złej gry. Powiedział, że Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która wydała tak surowy wyrok na kazachskie wybory, jest jedynie „jedną z wielu międzynarodowych organizacji, które przysłały do Kazachstanu obserwatorów” i że „nie ma potrzeby skupiać uwagi tylko na jej ocenie”. „Znam ja tych obserwatorów, wiem jak w zależności od tego, skąd pochodzą, potrafią być uprzedzeni, w jak stronniczy sposób piszą te ich raporty” – powiedział Tokajew, który służył u Nazarbajewa za premiera i ministra dyplomacji, a kilka lat przepracował także w genewskiej kwaterze ONZ. „Ludzie w Kazachstanie mają prawo wolnego wyboru, ale nie powinno się chyba robić z elekcji pola bitwy” – mówił.

Obudź się

Wybory, które wyniosły Tokajewa do władzy, zapamiętane zostaną bowiem jako pierwsze w Kazachstanie, którym towarzyszyły tak masowe antyrządowe demonstracje i zamieszki. W dzień elekcji w stołecznym Nur-Sułtanie (tak na wniosek Tokajewa, aby uczcić odchodzącego władcę, przezwano dotychczasową stolicę, Astanę), Ałma-Acie, największym mieście kraju, a także w Szymkencie na południu, doszło do wielotysięcznych wystąpień zwolenników nielegalnej partii Demokratycznego Wyboru Kazachstanu, a przede wszystkim młodzieżowego ruchu Ojan Kazachstan! (Obudź się, Kazachstanie!).

Demokratycznemu Wyborowi Kazachstanu szefuje od lat z Paryża Muchtar Abliazow, oligarcha i były nazarbajewowski dygnitarz. Inny dysydent, były premier Äkeżan Każygeldin, mieszka w Londynie. Obaj wyjechali z kraju, żeby uniknąć procesów i więzienia. Młodzi Kazachowie odnoszą się do nich ze sporą nieufnością. Pokłócili się z Nazarbajewem nie o sposób sprawowania władzy, ale o wpływy, interesy i o to, że i jeden, i drugi chcieli zająć jego miejsce w piramidzie władzy, jaką zbudował.

Odkąd w marcu Nazarbajew ogłosił, że ustępuje ze stanowiska prezydenta i przekazuje je Tokajewowi, w Kazachstanie wyrósł nieznany tu dotąd młodzieżowy ruch, sprzeciwiający się oligarchicznym porządkom i korupcji. Ośmieleni rezygnacją jedynego władcy, jakiego znali, i wzburzeni wyreżyserowaną przezeń sukcesją, młodzi Kazachowie, porozumiewając się za pomocą internetowych portali i serwisów społecznościowych, skrzyknęli się w ruch Obudź się, Kazachstanie!

W kwietniu, podczas ulicznego maratonu w Ałma Acie rozwiesili wzdłuż trasy biegu transparent „Nie uciekniesz przed prawdą”. W Ałma-Acie i Nur-Sułtanie co chwila dochodziło do wieców, demonstracji, akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego i happeningów krytykujących satrapię i żądających wolnych wyborów. W serwisach społecznościowych wielką popularność zyskały akcje „Kazachska wiosna”, „Mam wybór” i „Obudziłem się w kraju, w którym…”.

Tego Nazarbajew ani Tokajew się nie spodziewali ani nie przewidzieli. Wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów coraz więcej działaczy ruchu Obudź się, Kazachstanie! było zatrzymywanych przez policję i służbę bezpieczeństwa, karanych grzywnami, wielu trafiło do aresztu. Kilku, uznanych przez władze za najbardziej wywrotowych, zostało pilnie powołanych do wojska.

Wódz patrzy

Represje mające zastraszyć młodzież na nic się zdały i w wyborczą niedzielę oraz powyborczy poniedziałek na centralnych placach i w parkach doszło do wielotysięcznych, antyrządowych wieców i demonstracji. Do jednego z najliczniejszych i najgłośniejszych doszło w Ałma-Acie przed komisariatem policji, w którym osadzono w areszcie zatrzymanego podczas antyrządowej demonstracji znanego kazachskiego poetę i pieśniarza Rinata Zaitowa. Tłum rozszedł się dopiero wieczorem, gdy pieśniarz został uwolniony. Na schodach przed komisariatem ogłosił, że zamierza utworzyć własną partię polityczną. Szacuje się, że w niedzielę i poniedziałek w Kazachstanie aresztowanych zostało prawie tysiąc osób.

Rządowa telewizja – jak to rządowe telewizje – oczywiście tego nie pokazała. Nie wspomniała słowem o protestach ani aresztowaniach. Pokazała za to, jak młode pary zaraz po ślubie głosują w lokalach wyborczych w Nur-Sułtanie i Szymkencie, oraz uradowane dzieci, które wyręczają rodziców i wrzucają do urn wypełnione przez dorosłych karty do głosowania.

Młodzi z ruchu Obudź się, Kazachstanie! zapowiadają, że nie przestaną protestować i domagać się zmian. Tokajew obiecał, że już w sierpniu powoła radę konsultacyjną, do której ze skargami będą mogli przychodzić wszyscy niezadowoleni i pokrzywdzeni. Rządom swojego następcy bacznie będzie się przyglądać Nazarbajew. Zanim zrzekł się prezydentury, tak pozmieniał konstytucję, by móc rządzić dalej, nawet nie sprawując najważniejszego w państwie stanowiska. Wciąż pozostaje jednak szefem rządzącej i wygrywającej wszystkie wybory partii Nur Otan, zasiada w radzie nadzorczej funduszu strategicznego zarządzającego petrodolarowymi dochodami kazachskiego państwa. Jest też dożywotnim przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa podejmującej najważniejsze dla państwa decyzje. I Wodzem Narodu, którym w 2010 r. ogłosił go parlament. Z tego tytułu przysługuje mu nie tylko dożywotni immunitet, ale też dożywotni przywilej wtrącania się we wszystkie sprawy państwa.

Gdyby uznał, że Tokajew nie radzi sobie z sukcesją, stary przywódca może zawsze wrócić do dawnego pomysłu intronizacji córki, Darigi. Jako przewodnicząca Senatu to ona zastąpi Tokajewa, gdyby ten nie mógł lub nie chciał dłużej rządzić jako prezydent.

Na razie jedyna polityczna dynastia na gruzach byłego Związku Radzieckiego wyrosła w Azerbejdżanie, gdzie po Hejdarze Alijewie (1969-82, 1993–2003) władzę przejął jego syn, miłościwie wciąż panujący Ilham. Dwa lata temu Ilham powierzył żonie Mehriban godność wiceprezydenta kraju, a na dziedzica dynastii wychowywany jest jedynym syn Ilhama, 22-letni Hejdar-junior. Także prezydent Tadżykistanu, panujący od 1992 r. Imam Ali Rahman, na swojego następcę szykuje najstarszego syna, Rustama, wprawiającego się we władzy jako burmistrz stołecznego Duszanbe i prezes tadżyckiego związku piłki nożnej. Rustam, były piłkarz, choć liczy sobie dopiero 32 lata, dosłużył się już stopnia generała.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]