Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pospieszalski w temacie klimatu

Pospieszalski w temacie klimatu

07.12.2018
Czyta się kilka minut
Z okazji szczytu COP24 w Katowicach do dyskusji o zmianie klimatu TVP zaprosiła siedmiu mężczyzn związanych z przemysłem węglowym. Trzech wystąpiło w górniczych mundurach.
Jan Pospieszalski i jego goście w programie "Warto rozmawiać", TVP Info, 3 grudnia 2018 r.
Jan Pospieszalski i jego goście w programie "Warto rozmawiać", TVP Info, 3 grudnia 2018 r.
R

Rząd i prezydent potraktowali szczyt klimatyczny w Katowicach jako wielką szansę. Szansę, by pokazać światu, że Polska jest w awangardzie zacofania. Jeszcze przed rozpoczęciem COP24 minister energii Krzysztof Tchórzewski zaprezentował projekt „Polityka energetyczna Polski do 2040”, w którym umieścił plan zezłomowania wszystkich działających nad Wisłą wiatraków. Gości zgromadzenia powitała orkiestra górnicza, a prezydent Andrzej Duda otworzył dyskusję tezą, że „użytkowanie własnych zasobów naturalnych, czyli w przypadku Polski węgla, i opieranie o te zasoby bezpieczeństwa energetycznego nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu”. Po czym wyjaśnił zagranicznym dziennikarzom, że „Polska ma zapasy węgla na jeszcze 200 lat”. Następnego dnia na Akademii Barbórkowej Grupy Tauron oznajmił, że „nie pozwoli zamordować polskiego górnictwa” i że na szczycie klimatycznym rolą Polski jest „mówić prawdę w sposób wolny od poprawności politycznej, dyktowanej bardzo często przez obce – nie nasze, nie polskie – interesy”.

Trzy stopnie byłoby fajnie

Poprawnością polityczną Andrzej Duda nazwał powszechne wśród klimatologów (w tym autorów ostatniego raportu ONZ) przekonanie, że odejście od gospodarki opartej na węglu jest konieczne, aby uchronić Ziemię przed rychłą katastrofą. Czyli gigantycznymi klęskami żywiołowymi, których efektem będą głód, migracje, wojny i kryzysy.

Możliwe, że prezydent nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo „poprawni politycznie” są polscy obywatele. Według komunikatu PAP z listopadowych badań CBOS, 72 proc. ankietowanych „wyraża poparcie dla odchodzenia od węgla jako źródła energii”. Ale to może się zmienić. Bo choć społeczną świadomość zwiększają media, podejmujące (wreszcie) szeroko i rzetelnie temat zmiany klimatu, istnieją jeszcze media publiczne.

Głośno było ostatnio o audycji Trójki, w której do skomentowania szczytu klimatycznego zaproszono Tomasza Sommera z dwutygodnika „Najwyższy Czas!”. Ów przez siedem minut przekonywał słuchaczy, że globalne ocieplenie to współczesna odmiana nazistowskich teorii o rasie panów. Czyli służący interesom Niemiec wymysł tamtejszych naukowców. Wtrącił też, że w Polsce „klimat mamy troszeczkę za zimny”, więc trzy stopnie ocieplenia „to już w ogóle byłoby fajnie”.


Czytaj także: Adam Robiński: COP24: Narada nad przyszłością


Bez echa przeszedł za to emitowany w dniu otwarcia COP24 program TVP Info, w którym zamiast dyskutować o tym, jak w sposób społecznie odpowiedzialny odejść od węgla, przez 48 minut przekonywano się wzajemnie, że odchodzić od węgla nie trzeba. A tezy te padały z ust nie redaktora niszowego pisma dla antysemitów, monarchistów i tropicieli masonerii, lecz ministrów polskiego rządu. Ludzi, którzy decydują o tym, czy Polska przyłączy się do ratowania ludzkości, czy będzie akcję ratunkową utrudniać.

Przekaz ze Spodka

Mowa o „Warto rozmawiać” – niepodrabialnej karykaturze programu publicystycznego. Tym razem jego temat brzmiał: „W jakim stopniu narzucana redukcja emisji CO2 powstrzymuje zmiany klimatu? Ile kosztuje nas polityka klimatyczna i kto na niej zyskuje, a kto traci?”. Do odpowiedzi na te pytania Jan Pospieszalski zaprosił szerokie grono ekspertów: siedmiu mężczyzn związanych z przemysłem węglowym. Trzech z nich wystąpiło w galowych górniczych mundurach, co prowadzący nagrodził komplementem.

Na wstępie Pospieszalski zaznaczył, że rozmowa toczy się „w wigilię świętej Barbary, patronki górników”, przypominając tym samym, że polskie przywiązanie do węgla ma wymiar religijny. Merytoryczną podbudowę zapewniła jedyna kobieta wypowiadająca się w programie, redaktorka „Dziennika Gazety Prawnej” Karolina Baca-Pogorzelska: odtworzono jej wypowiedź o obciążeniach budżetowych związanych z emisją CO2. Wprawdzie Baca-Pogorzelska postuluje dekarbonizację, ale w „Warto Rozmawiać” uznano jej poglądy za niewarte prezentacji: ekspertka była potrzebna wyłącznie do uświadomienia widzom, że Unia Europejska nakłada na Polskę horrendalne opłaty za węgiel.

Rola komentatora przypadła wiceministrowi energii i pełnomocnikowi rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego Grzegorzowi Tobiszowskiemu. Minister łączył się z Katowic, siedząc na tle spowitego burym smogiem Spodka i odpowiadając z dużym opóźnieniem – co wyraźnie sugerowało, że mamy do czynienia z przekazem z kosmosu. Mówił, że rygorystyczne wymogi ograniczania emisji CO2 nie mają sensu, jeśli nie stosują się do nich kraje spoza UE, bo „potrzeba globalnej walki z klimatem”. Sformułowanie „walka z klimatem” powtórzył czterokrotnie w ciągu 30 sekund i nie wiadomo, czy był to niefortunny skrót, freudowska pomyłka, czy może deklaracja programowa.

Bez koksu nie ma wiatraków

Jan Pospieszalski chciał jednak wiedzieć, czy na pewno „do tych rygorów musimy się stosować, czy to jest obowiązująca rzeczywistość”. O odpowiedź poprosił prof. Konrada Świrskiego, eksperta rynku energetycznego. „Tak, jesteśmy w Unii Europejskiej” – przypomniał gość i wytłumaczył, że „zaawansowane kraje Europy inwestują w rewolucję technologiczną, która sprawi, że staną się jeszcze bogatsze, a zbudują barierę dla krajów uboższych czy mniej zaawansowanych technologicznie”. „Ano właśnie! – ucieszył się prowadzący. – Czyli w sumie to, co ma chronić klimat, bardziej chroni kieszenie tych, którzy te decyzje podejmują”. W tym momencie do dyskusji włączył się górnik i poseł Kukiz’15 Krzysztof Sitarski, ignorując dotychczasowy wątek i zauważając, że śląskie kopalnie są dla Unii kluczowe, bo „bez koksu nie byłoby metalu na wiatraki”.

Pospieszalski jednak drążył: „Panie ministrze, co z tą dekarbonizacją? Czy rzeczywiście to jest taka rzeczywistość nieuchronna, od której nie ma odwrotu?”. Minister Tobiszowski przedstawił się jako optymista: „Dobrze by było, abyśmy mieli trochę więcej odwagi […] W Katowicach chcemy przypomnieć, że każdy kraj w UE ma prawo do swojej suwerennej decyzji o miksie energetycznym”.


Czytaj także: Adam Robiński: Humory dopisują, Titanic płynie dalej


Następnie postawił kwestię filozoficzną: „Dlaczego my musimy założyć, że będzie rewolucja naukowa, rewolucja techniczna w odnawialnych źródłach energii, a nie będzie np. rewolucji w konwencjonalnych źródłach energii? Dlaczego takie założenie? Ja myślę, że istotne jest to, żebyśmy walczyli z klimatem, ale też patrzyli racjonalnie”. I zaprezentował polski, suwerenny miks energetyczny: węgla tyle, ile do tej pory (jego procentowy udział sam spadnie, bo będzie rosło zapotrzebowanie energetyczne), a do tego odnawialne źródła energii na morzu, budowa „jądrówki” i rozbudowa elektrowni gazowych. Wyraźnie dumny, że w jego resorcie udało się wymyślić, jak zjeść ciastko i jednocześnie je zachować, pochwalił się, że „od roku zaczynają o tym mówić na salonach w Brukseli”, a „Polska idzie na tym COP pewną swoją drogą”. Dobry eufemizm.

Tobiszowski zakończył retorycznym pytaniem: „Bardzo rygorystyczne przyjmuje Unia założenia, a czy klimat jest w lepszym stanie niż rok, dwa, trzy lata temu?”. Tak jakby klimat miał się poprawić od samych założeń, a nie od ich realizacji.

Niemcy! Niemcy!

W odpowiedzi Konrad Świrski zauważył, że należy „odróżnić to, co jest fasadą i mówieniem o zmianach klimatu – co zresztą wielu klimatologów popiera i nakręca tę konieczność dekarbonizacji – od tego, co rzeczywiście to daje dla wszystkich systemów elektroenergetycznych”. Z całości wypowiedzi wynikało, że choć sam powątpiewa w nieuchronność zmian klimatu, nie wątpi w nieuchronność rewolucji technologicznej w polskiej energetyce.

Wobec tego Jan Pospieszalski musiał sięgnąć po niezawodny oręż retoryczny: „argument z Niemiec”. „Niemcy mają węgiel od lat na tym samym poziomie”. To uruchomiło ministra Tobiszowskiego, który zaczął wołać z telebimu: „Niemcy! Niemcy!”. Świrski próbował niuansować, ale minister stanowczo domagał się uwagi. „Panie redaktorze! Ja bym chciał tylko, jeśli mogę, jedno zdanie: a zwróćmy uwagę, co się dzieje w Niemczech. Przecież Niemcy zużywają dwa razy tyle węgla co my, czy nawet więcej!”.

Nie wiadomo, jaki węgiel i jakie zużycie minister miał na myśli – kamienny, brunatny, konsumpcję per capita czy w liczbach bezwzględnych. Jak podaje Ośrodek Studiów Wschodnich, „Niemcy są obecnie największym konsumentem i producentem węgla brunatnego w UE oraz drugim po Polsce konsumentem węgla kamiennego”, ale jednocześnie opracowują plan „wyjścia z węgla”, czyli wyłączenia wszystkich elektrowni i elektrociepłowni węglowych. Najbardziej prawdopodobny scenariusz mówi o 2040 r. – gdy tymczasem polski cel na 2040 r. to udział węgla w produkcji energii na poziomie 35 proc.

Podwojenie ekogroszku

Wreszcie nastąpił seans odbrązawiania węgla. Pospieszalski usiadł przy udekorowanym czarną górniczą figurką stole, za którym cierpliwie czekali kolejni eksperci. Postanowił się dowiedzieć, „jak węgiel można eksploatować czyściej”. Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla, w odpowiedzi snuł niezrozumiałe dla przeciętnego widza wizje o nowoczesnych blokach i zgazowaniu węgla, podając za przykład Chiny i Japonię. „Czyli można!” – cieszył się prowadzący. „Trzeba tylko mieć odwagę i zainwestować” – potwierdzał gość.

Z kolei Tomasz Huzarewicz z Polskiej Grupy Górniczej zapewniał, że w ciągu roku jego przedsiębiorstwo podwoiło ofertę ekogroszku, co zapewnia „gwarancje dostaw czystego paliwa dla odbiorców w całym kraju”. Z tezą o czystości ekogroszku mogliby polemizować aktywiści antysmogowi, ale nie zostali zaproszeni do studia.

Tu pojawił się krępujący wątek rosyjskiego węgla: dlaczego importujemy go w rekordowych ilościach, wyjaśnił wiceprezes Polskiej Grupy Górniczej Adam Hochuł. Wyraźnie zestresowany pytaniem, odpowiedzialnością obciążył prognozy cenowe oraz media, które podały informację o niewywiązywaniu się PGG z kontraktów. „I prywatni importerzy ściągnęli więcej, i zostali z tym na hałdach? No i dobrze, rosyjski węgiel niech sobie leży – ulżyło Pospieszalskiemu. – Ważne, żebyście wy swój sprzedali. Jak najtaniej dla polskich odbiorców”. Na wzmiankę nie zasłużyła kwestia podnoszona przez ekonomistów spoza kręgu znajomych Pospieszalskiego: węgiel z Rosji jest i będzie o wiele tańszy od polskiego, bo wydobywany łatwiejszą metodą odkrywkową.


Czytaj także: Adam Robiński: Zmierzch epoki człowieka


Dopiero teraz, w połowie programu, prowadzący podważył stan współczesnej wiedzy naukowej: „Jest takie twierdzenie, że emisja CO2, zawiniona przez węgiel, wpływa na zmianę klimatu, i to przyjęte zostało jako pewnik”. Następnie zaprezentował mapkę, z której wynikało, że w Europie i na świecie są więksi emitenci CO2 niż Polska – czyli Polacy nie mają się czego wstydzić.

Przepraszam, jestem ekspertem

Na chwilę w dyskusji pojawiły się „leśne gospodarstwa węglowe”. Poseł-górnik Sitarski zapewniał, że „nasadzanie odpowiednich gatunków drzew, które pochłaniają CO2, jest rozwiązaniem. Tylko Europa musi to przyjąć. Musimy mocniejszym głosem mówić”. Chodzi o lansowaną przez byłego ministra Jana Szyszkę i Lasy Państwowe karkołomną próbę zrobienia z lasu listka figowego. Jak policzył Marcin Popkiewicz, współautor portalu naukaoklimacie.pl, nawet zalesienie całej Polski nie zredukuje w znaczący sposób emisji CO2 – ale o tym widz nie miał szansy się dowiedzieć.

Mógł za to poznać „pewien kontrowersyjny pomysł brytyjskiego profesora na walkę z globalnym ociepleniem”. Pospieszalski odczytał obszerny i pełen luk tekst z planszy, kończąc: „mówi John... I tutaj bardzo trudne nazwisko, to przeczytajcie Państwo sami”. (Nazwisko – Guillebaud – nie było pierwszym, z którym miał w tym odcinku problem. Cytując wcześniej sekretarza ONZ António Guterresa, zastrzegł: „nie wiem, czy dobrze wymawiam to bardzo egzotyczne nazwisko”. Wymówił po polsku.)

Rzecz dotyczyła ekologicznej konieczności ograniczania przez Brytyjczyków prokreacji do dwójki potomstwa. Ostatnie zdanie brzmiało: „Wspierać należy wysokojakościowe usługi w zakresie antykoncepcji i sterylizacji”. W ten sposób Pospieszalski w temacie węgla dokopał się do swojej ulubionej kwestii: ataku na tradycyjną rodzinę.

Niestety, poproszony o komentarz Konrad Świrski nie miał ochoty odnosić się do wyrwanych z kontekstu słów specjalisty od wazektomii. Wyznał za to: „Nie chcę być odbierany jako antywęglowy, bo całe moje życie było związane z węglem, ale należy zauważyć, że zrobiła się pewnego rodzaju rewolucja”. I od razu wyraził skruchę: „Przepraszam, że mówię to jako ekspert... Eksperci jak lekarze, muszą podawać diagnozy, które czasami nawet mogą być dosyć bolesne”.

Prowadzącego rzeczywiście zabolało. Przeniósł się więc do Katowic, gdzie wciąż czuwał minister Tobiszowski. W reakcji na pytanie o plany polskiej delegacji na COP24 minister pochwalił kolegę z rządu: „Minister Kurtyka, który przygotowując się do objęcia prezydencji szczytu był na każdym kontynencie, odwiedził sto krajów i przedstawicieli rządów, i rozmawiał o tym, abyśmy powrócili do porozumienia paryskiego, mówił także o tym, aby to była solidarna transformacja, z dodaniem równości człowieka i klimatu”.

Czy coś z tego wynikło, poza ogromnym śladem węglowym po podróżach ministra dookoła świata, Tobiszowski nie ujawnił. Podzielił się za to postulatem: „Żeby nie było zwycięstwa klimatu nad człowiekiem. Kluczem jest człowiek i to jest istotne”. I mógł wreszcie triumfalnie wskazać na Zachód – Niemcy i Francję, gdzie „zaczyna być bariera wytrzymałości i akceptowalności społecznej na ten wielki, bym powiedział, eksperyment”. Jan Pospieszalski podsumował: „Ma pan piękną puentę: człowiek najważniejszy, nic kosztem człowieka”.

Precyzując: górnik najważniejszy, nic kosztem górnika. Reszta populacji może umrzeć od smogu, a Polska spustynnieć.

Człowieka już ni ma

Puenta padła jednak przedwcześnie. Z taśmy odtworzono bowiem słowa doradcy prezydenta ds. ochrony środowiska. Paweł Sałek oznajmił, że konwencje klimatyczne są tak naprawdę konwencjami gospodarczymi i „decydują o tym, jakie kraje będą się mogły rozwijać”. „Czy koszty, które zostały poniesione, naprawdę miały wpływ na to, że klimat nam się poprawił? Może chodzi tylko o to, żeby dokonywać na siłę w stosunku do innych krajów transferu technologii”. Tym samym wyjaśniło się, skąd cytowane na wstępie poglądy Andrzeja Dudy: po prostu na doradcę ds. ochrony środowiska wziął sobie wroga ekologów.

Ostatnim gościem programu był wiceminister środowiska i Główny Geolog Kraju, Mariusz Orion-Jędrysek. Człowiek wszechstronny: poseł PiS, profesor i płodny poeta. Na jego stronie internetowej, w zakładce „Grafomania”, można znaleźć liczne, wydawane własnym nakładem tomiki, w najnowszym zaś wiersz pt. „Władza: ekosekty”. Dziwnie bliski poglądom ministra Tobiszowskiego: „Dbają o środowisko, powietrze i klimat, / przetrwa więc środowisko – człowiek nie wytrzyma. Środowisko / nade wszystko! / Człowiek był w środowisku, ale już go ni ma”.

W rozmowie z Pospieszalskim Jędrysek nie rozwijał tej poetyckiej intuicji, powtórzył za to teorie poprzedników o spisku klimatycznym: „Nie do końca czasami chyba mówi się prawdę, prawdy tak jasno nie widać... [...] Te kraje, które rozwijają technologie, najwięcej na tym zarabiają”. „A ci, którzy mają zasoby, muszą za to zapłacić” – dopowiedział Pospieszalski. I płynnie przeszedł do... geotermii. Bo – nawet jeśli z pozoru wydaje się to sprzeczne – w programie należało wesprzeć nie tylko nieekologiczne górnictwo, ale też ekologiczne projekty toruńskiego redemptorysty.

Profesor Jędrysek to zaufany Tadeusza Rydzyka i Jana Szyszki. Ma zasługi jeszcze z poprzednich rządów PiS: jak ustaliło TVN24, w 2007 r. w ekspresowym trybie – żeby zdążyć przed oddaniem władzy Platformie – potwierdził obecność wód geotermalnych w okolicach Torunia. A jego podpis umożliwił przyznanie 27 mln zł państwowej dotacji. Choć podobno wyjątkowych gorących źródeł we wskazanym miejscu nie ma – „Dziennik” podawał, że profesor pomylił odwierty pod Toruniem z tymi pod Ciechocinkiem.


Czytaj także: Ewa Bińczyk: Planeta własnego wyrobu


Pospieszalski wybrał więc najodpowiedniejszą osobę do odpowiedzi na pytanie: „Czy to nie jest tak, że jest jakieś fatum nad tą geotermią? Fatum, które jest związane właśnie z polityką, z sojuszami, z międzynarodowymi układami... jak pan sądzi?”. „To nie tylko na geotermii takie elementy ciążą” – odparł Jędrysek, wskazując na inne niewykorzystane złoża: hydraty metanu. Nie wspomniał, że uwolnienie ich z dna oceanu w wyniku globalnego ocieplenia dramatycznie przyspieszy zmiany klimatu, i że m.in. ze względu na to zagrożenie naukowcy apelują o ograniczenie emisji CO2.

Ważniejsza była kwestia, czy projekty o. Rydzyka i Jana Szyszki mają zapewnione finansowanie. „Na program Czyste Powietrze przeznaczono 103 miliardy zł na 10 lat. To góra pieniędzy –zauważył Pospieszalski. – Ile z tej kwoty dostanie pan, żeby rozwijać geotermię, czyli najczystsze, najtańsze, najbardziej eleganckie źródło ogrzewania?”. Minister uspokoił, że „przygotowuje osobne pieniądze z Funduszu Ochrony Środowiska”. A dokładniej jakieś 500-600 mln zł, oprócz przeznaczonych do tej pory 200 mln. „Mój budżet jest skromny” – wyjaśnił.

Wszystkiego dobrego

Na koniec Pospieszalski ukłonił się i powiedział: „Branży górniczej życzymy wszystkiego dobrego w związku z barbórką”.

Można by uznać: nic nowego pod słońcem, swoją krucjatę przeciwko rozumowi i nauce Jan Pospieszalski prowadzi w TVP już 14 lat. Jednak to, co kiedyś było egzotycznym medialnym marginesem, dziś jest przedłużeniem oficjalnej polityki rządu. Polityki szkodliwej dla klimatu, czyli dla człowieka. Każdego.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

a Pospieszalski (jak go pamiętam sprzed lat, bo telewizora nie mam od dawna), to rzeczywiście kabaret i to amatorski, ale jeśli zakładamy, że szczyty klimatyczne mają służyć czemuś więcej niż pokazywaniu, kto ma więcej seksapilu, i przepalaniu przy okazji niewiarygodnych ilości lotniczej benzyny... Czy pani redaktor czyta czasem własne pismo? Na przykład ten artykuł chyba z poprzedniego numeru: https://www.tygodnikpowszechny.pl/humory-dopisuja-titanic-wciaz-plynie-156417 ? Kanada jest niewątpliwie sexy, jednak to kanadyjska ministra Catherine McKenna powinna stokroć bardziej niż nasi faceci w czerni i pióropuszach tłumaczyć się z zabijania planety nadmierną emisją CO2. I nic nie robienia, żeby ten stan zmienić! Tymczasem jak zwykle życzliwi komentatorzy skupili się bardziej na tym, że szczytu nie zaszczycił premier Trudeau, co jest kolejnym powodem do wstydu dla... organizatorów. Sam Trudeau oczywiście nie musi się wstydzić ani za politykę klimatyczną własnego kraju, z którym pod tym względem mogą konkurować tylko Rosja i Chiny, ani za planowaną przez siebie katastrofę ekologiczną (jak straszy Greenpeace i naukowcy) w związku z rozbudową świeżo nabytego przez państwo ropociągu Kinder Morgan. Można jeszcze czepiać się orkiestr górniczych i śmiesznych zmartwień polskich polityków o zabezpieczenie energetyczne własnego kraju i branie pod uwagę społeczno-ekonomicznych kosztów likwidacji energetyki węglowej, a z nią górnictwa itd. W ogóle ze wspomnianego wyżej artykułu (naprawdę polecam!) wynika, że liderami walki z ociepleniem klimatu są dziś najbiedniejsze kraje Afryki i najlepiej byłoby, gdyby takimi pozostały, bo każdy wzrost poziomu życia może być osiągnięty tylko kosztem dalszego globalnego ocieplenia. I jeszcze na marginesie: jak chce Pani wymawiać w dyskusji toczonej po polsku nazwisko Guterres, jeśli nie "po polsku"? ɡuˈtɛʁɨʃ? A Pani na pewno potrafi płynnie to wymówić, z prawdziwie portugalskim dźwięcznym języczkowym "r" i prawie (ale nie za bardzo) przymkniętą tylną niezaokrągloną samogłoską? ;)

Nie zgadzam się z panią w kwestii naturyzmu. Kolega właśnie wrócił z wakacji na Fuerteventura ( Wyspy Kanaryjskie ). Na plaży przyległej do jego hotelu wypoczywały setki niemieckich emerytów bez majtek. Koszmar. W kwestii zmian klimatycznych też mam coś do powiedzenia. Zgodnie z teorią ewolucji fauna i flora przystosowuje się do zmian klimatu. Zauważyłem, że ostatnio zaczęły mi wypadać włosy z klatki piersiowej. Jest więc spora szansa na to że przetrwam.

i wszystko jasne

Dygresja. Eksperci rządowi zajmujący się energetyką zauważyli - co nie było przesadnie odkrywcze - że elektrownie wiatrowe stawiane na morzu mają średnio dwukrotnie większą wydajność od tych stawianych na lądzie. Rząd Morawieckiego wyciągnął stąd logiczny wniosek, że warto zaprzestać rozbudowy sieci elektrowni wiatrowych na lądzie a w zamian za te same pieniądze stawiać wiatraki na morzu. Dobry gospodarz stara się tak inwestować aby jego działania przynosiły możliwie duże korzyści. Koniec dygresji. Wiele polskich pism w tym i Tygodnik Powszechny zamieszcza analizy, z których wynika, że tym co najbardziej boli Polaków jest łamanie Konstytucji RP a ich największą troską naprawa polskiej demokracji. Rzecz w tym, że kwestie ideologiczne i prawne zajmują Polaków w stopniu bardzo umiarkowanym a jeśli już to nie wszyscy podzielają zdanie profesora Matczaka. Zdecydowana większość naszych rodaków swój głos w wyborach oddaje na ludzi, w których dostrzega potencjał na dobrego gospodarza. Owszem, to fajne jest gdy politycy PO okazują "miłość" sędziom Sądu Najwyższego ( z wzajemnością zresztą ) ale z tego chleba nie będzie. Możecie się Państwo pokusić o analizę, która ukaże sposób myślenia ludzi prostych, kierujących się zdrowym rozsądkiem, szanujących dobrych, pracowitych gospodarzy. Tytuł roboczy Pani tekstu: "Dobry Gospodarz, który jak Trump będzie wizjonerski, jak Putin kochany i wieczny a Macron skuteczny". PS Ten Pani (mini) esej o Barcelonie ładny a nawet wzruszający.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]