Reklama

Półki spokojnej starości

Półki spokojnej starości

19.04.2007
Czyta się kilka minut
Przeglądanie książek we własnej bibliotece jest zawsze podróżą w przeszłość. Kiedy się jeszcze nad żywiołem panuje i tomy stoją na półkach wedle jakiejś, choćby coraz trudniejszej do pojęcia zasady, można przypomnieć sobie, jaka była ich historia. I z powodu jakich dziwactw i maniactw znalazły się w bibliotece. Bo nasze zainteresowania, zgodnie z cyklem rozwojowym ludzkiej tożsamości zmieniają się i dlatego przeglądając zawartość półek, patrzymy na mijające własne życie.
U

Używana biblioteka jest ciągle przebudowywana. Oznacza to różne typy działań. Heroicznie walcząc z kurczącą się przestrzenią, z bólem serca (z wiekiem niestety coraz silniejszym) pozbywamy się pewnych książek. Z różnych zresztą przyczyn. Jako twory materialne również one podlegają procesowi starzenia się. Druk kiepskiej jakości zanika, papier szarzeje, okładki niszczeją. I zanim się spostrzeżemy, nowe, piękne i dumne dzieło staje się biednym, szarym staruszkiem, dożywającym swoich dni w drugim rzędzie dolnej półki regału w kącie. Ludzie kochający książki nie pozbywają się ich jednak zbyt pochopnie. Wiedzą bowiem, że one też mają duszę chociaż inną niż nasza.

Dlatego w wielu prywatnych księgozbiorach tomy stare i rzadko już używane mają swoje półki spokojnej starości. Tam czekają na lepsze czasy, które najczęściej nigdy jednak nie nadchodzą. Często o takim przytułku dla książek zapominamy i potem przeżywamy szok, jak źle są one w nim traktowane. Zakurzone, z pomiętymi okładkami, błagają o chwilę uwagi i choć kilka dni ekspozycji w najważniejszej części biblioteki. Nie wiedzą, biedne, że czasy się zmieniły i tam pysznią się dzieła pięknie wydane w nowych kapitali­stycznych czasach, w twardych okładkach i na dobrym papierze.

Przyznam się, że takie chwile spotkań z zapomnianymi półkami bardzo przeżywam. Z kilku powodów, ale jeden jest najważniejszy. Siedząc na podłodze i oglądając rozpadające się, ale ciągle żywe tomy, przypominam sobie przeszłość. Bo każda z nich ma swoją indywidualną historię, która jest częścią życia jej właściciela.

Coraz łatwiej przyznaję się do tego, że nie rozumiem ludzi, którzy książek ani nie kupują, ani nie czytają. Nie jest to jeszcze niechęć, ale powoli się do niej zbliżam. Żyjemy w różnych światach i dlatego nie jestem w stanie im nigdy przekazać, co tracą, kiedy nie mogą spojrzeć na tom z serii "Nike", kupiony - na przykład - w roku 1965. Czasy były wprawdzie paskudne, ale książki cenne. Trzymając w ręce taką starą książkę, można, jak w wehikule czasu, wrócić do przeszłości. Nie trzeba operacji kosmetycznych i cudownych środków witaminowo-ziołowych, aby przeżyć wyprawę w lata minione. W dodatku całkowicie bezpieczną; wystarczy otworzyć oczy, czule pogładzić nadszarpniętą czasem okładkę i książkę odłożyć - mimo jej wyraźnych protestów - na półkę.

Ale stało się, jedno wspomnienie przywołuje następne. I siedzimy tak (jestem bowiem pewien, że podobnie robią tysiące bibliotecznych maniaków) godzinami, wyciągając tom za tomem, tonąc w kurzu, z błogim uśmiechem na twarzy. Dzięki książkom wróciła nasza młodość.

Przypominam sobie, z jaką rozkoszą czytałem kilka lat temu rewelacyjny tom Barbary N. Łopieńskiej "Książki i ludzie" zawierający rozmowy o domowych bibliotekach polskich intelektualistów. Kiedy jednak sięgnąłem w miejsce, gdzie kiedyś stał, okazało się, że nie ma go tam, gdzie powinien być. To najsmutniejsze chwile, które przeżywają osoby posiadające domowe biblioteki. Wojskowi mówią o stratach w ludziach i sprzęcie, my musimy liczyć się zawsze z zagubionymi książkami.

Wśród licznych zalet mam jedną wadę - pożyczam książki. I coraz częściej tego żałuję. Nienawidzę momentu, kiedy ręka, pewnie prowadzona pamięcią, sięga na półkę, by spotkać się z pustką. Reakcja jest zawsze taka sama: najpierw wściekłość, potem marzenie o mękach, którym powinni poddawani być ludzie kradnący książki. Tak bowiem należy to nazwać, bez zbędnych eufemizmów. Wydaje mi się wtedy, że obrazy piekła stworzone przez malarzy i pisarzy opisują kary wyjątkowo łagodne; w moich marzeniach pojawia się piekło prawdziwe. Cóż z tego, kiedy nie wiem, kogo poddać wyrafinowanym torturom. Prowadzone notatki wypożyczeń nie są zbyt rzetelne i wiele moich książek pyszni się teraz w innych księgozbiorach. Albo dogorywają porzucone w kącie, wykorzystane i już na zawsze opuszczone.

I to jest najtrudniejsze do zniesienia. Książka bez czułego spojrzenia i delikatnego dotyku, krótko mówiąc, bez miłości właściciela, umiera. Przyjrzyjcie się, jacy smutni są więźniowie antykwariatów i jak ich grzbiety rozpaczliwie wołają o pomoc. I dlatego tak często wyciągamy je z samotności i poniżenia.

Ostatnio udało mi się przenieść do innej, lepszej rzeczywistości, dwa tomy, które kiedyś straciłem. Oba są częścią znakomitej PIW-owskiej serii "Biblioteka Krytyki Współczesnej". Pierwszy to "Odpowiedzialność i styl" Rogera Caillois (rok wydania 1967), ze słynnym esejem "Modliszka", a drugi to "Estetyka twórczości słownej" Michała Bachtina (rok wydania 1986). Książki nie są w najlepszym stanie, ale widać, jak pod dobrą opieką szybko dochodzą do siebie.

I na koniec wyjaśnienie, skąd się wziął temat tego felietonu. Otóż przeczytałem ostatnio maleńką, ale ładnie wydaną książeczkę Umberto Eco "O bibliotece". I, psiakrew, wzruszyłem się.

Umberto Eco, "O bibliotece", tłum. Adam Szymanowski, Warszawa 2007, Świat Książki.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]