Pogrzebmy upiory przeszłości

Materiały pani Nawojki Cieślińskiej, dotyczące restytucji dóbr kultury (“TP" nr 38/03), skłaniają do kilku refleksji. Jako były pracownik Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, a także dyrektor Biblioteki Narodowej, z kwestiami tymi zetknąłem się bezpośrednio.
Czyta się kilka minut

Czy dobra kultury, które uległy przemieszczeniom, z różnych przyczyn, w trakcie i w wyniku II wojny światowej, winny wrócić do pierwotnych właścicieli? Powinny, ale de facto a nie de iure, jest to niemożliwe, a co najmniej - trudne. Osobną kwestię stanowią dobra kultury, które przed II wojną były skatalogowane, znani są ich ówcześni właściciele i wiadomo, że np. Niemcy (acz nie wyłącznie!) dzieła te ukradli. Wojna nie jest usprawiedliwieniem kradzieży i te dobra muszą wrócić do właścicieli lub ich następców. Zasadą tą objęto aliantów z ostatniej wojny.

Zbiory archiwalne, biblioteczne czy muzealne powinny zostać udostępnione publicznie i opracowane (przy ujawnieniu pochodzenia), a jeśli obecny posiadacz nie chce bądź nie umie tego zrobić - poprosić o opracowanie fachowców. Taka postawa od chwili poszerzenia UE wydaje się najrozsądniejsza. Skoro nie będzie granic, dotarcie do zbiorów z różnych miejsc przestanie być problemem politycznym. Jako obywatele jednej Europy po prostu będziemy więcej podróżować. Zastosujmy, zwłaszcza wobec zbiorów bibliotecznych, prawo, które sformułował Shiyali Ramamrita Ranganathan, hinduski matematyk i bibliotekarz: zbiory trzeba opracować i udostępnić, aby służyły czytelnikom. Kwestia, czy będą one fizycznie w Krakowie, Warszawie, Berlinie, Monachium czy Sankt Petersburgu, nie ma znaczenia. W ewentualnych przemieszczeniach zbiorów (proces dotyczyłby zresztą, in potentia, prawie wszystkich uczestników II wojny światowej) trzeba byłoby brać pod uwagę wartość naukową i materialną zbiorów oraz sensowność przemieszczeń. Problem nie powinien być elementem rozgrywki politycznej, ale wyłącznie kwestią naukową.

Pogrzebmy upiory przeszłości i nie wracajmy do wzajemnych oskarżeń, bo na niemieckie żądanie zwrotu “berlinki", jako były pracownik i dyrektor BN odpowiem - oddajcie najpierw zbiory Biblioteki Krasińskich. Taka dyskusja może się ciągnąć ad infinitum, czy wręcz ad mortem... Budowie zjednoczonej Europy bardziej posłuży zamknięcie tych kwestii i realizacja wspólnych przedsięwzięć badawczych opartych na katalogowaniu zbiorów oraz udostępnianiu ich, bez ograniczeń, dla celów naukowych. Pomyślmy też nad wspólnymi, np. polsko-niemieckimi (ale i ukraińskimi, białoruskimi czy rosyjskimi) wystawami, konferencjami i publikacjami ukazującymi naszą współpracę, a nie walkę. Dobrym przykładem jest opracowanie literatury kancjonałowej, szczególnie z Warmii i Mazur, gdzie Niemcy z początku XX stulecia położyli niezaprzeczalne zasługi dla ratowania polskiej tradycji kulturalnej.

JAKUB Z. LICHAŃSKI (Warszawa)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2003