Podwójne życie Petera G.

Peter Grubbe był postacią czcigodną. Szanowanypublicysta, guru młodych dziennikarzy. Aż wybuchła bomba.
Czyta się kilka minut

Pisać zaczął wkrótce po wojnie. Jego teksty ukazywały się w wiodących dziennikach i w tygodniku "Die Zeit", piśmie liberalno-lewicowej inteligencji z Niemiec Zachodnich. Jego niedzielne komentarze na antenie publicznego radia, przejmujące reportaże w magazynie "Stern", a także, last but not least, jego filmy dokumentalne o nędzy i ucisku w Trzecim Świecie uczyniły go znanym w kraju. Również książki umocniły jego wizerunek: czołowej postaci lewicowego dziennikarstwa, niemal instancji moralnej. W latach 70. i 80. wielu młodych dziennikarzy uważało go za wzór: chcieli być jak on. Tak to trwało, przez 50 lat.

Bomba wybuchła w 1995 r., gdy lewicowy dziennik "taz" opublikował wyniki dziennikarskiego śledztwa i ujawnił jego prawdziwą tożsamość. Naprawdę Grubbe nazywał się Klaus Volkmann, podczas wojny był nazistowskim starostą Kołomyi w Galicji i "ponosił współodpowiedzialność" za "śmierć ponad 30 tys. Żydów" - pisał "taz", powołując się na dokumenty z dopiero co otwartych archiwów. 81-letni Grubbe/Volkmann odrzucił zarzuty. W sposób typowy dla nazistowskich zbrodniarzy twierdził, że nie ponosi za nic winy.

Dokumenty i relacje dowodziły czegoś przeciwnego. Gdy w 1941 r. front przetoczył się przez Galicję, także Kołomyja stała się areną nieustającej masakry. Gdy niemieccy żołnierze mieli ochotę, strzelali do żydowskich przechodniów; czasem zganiali kilka tuzinów ludzi do żydowskiej rzeźni albo na ulicę Kopernika i mordowali. Gdy miała zginąć większa grupa, Żydów pędzono za miasto nad wykopane doły. Gdy w Kołomyi powstało getto i racje żywnościowe zredukowano do zera, codziennie umierało 50-60 Żydów. Z ostrożnych szacunków wynika, że zanim ruszył pierwszy transport do obozu zagłady w Bełżcu (kwiecień 1942 r.), zginęło tu 5 tys. Żydów.

Najwyższym rangą cywilnym urzędnikiem na tej arenie śmierci był okupacyjny starosta (Kreishauptmann): od sierpnia 1941 r. Klaus Volkmann, wówczas lat 27. Od 1933 r. członek NSDAP, żarliwy zwolennik Hitlera. Pochodził z pruskiej rodziny o tradycjach oficerskich; studiował prawo, a funkcja w Kołomyi była jego pierwszą "pracą". Miał duże kompetencje. Wydawał zarządzenia: o tym, że Żydzi mają nosić opaski, i o utworzeniu getta; on podpisywał zarządzenia o racjach żywnościowych (czego skutkiem była śmierć głodowa), zarządzał "pożydowskim mieniem", zwłaszcza pieniędzmi i wartościowymi przedmiotami.

Dla mieszkańców był jedną z czterech najważniejszych postaci władz okupacyjnych - obok szefów placówek SS, policji i gestapo. Ci Żydzi, którym udało się przeżyć, wspominali, że Volkmann miał pewną cechę charakteru, która mogła uratować życie: był przekupny. Fama głosiła, że za łapówkę u starosty można coś załatwić. Dlatego Judenrat dla niego rezerwował najcenniejsze kamienie szlachetne.

Gdy w 1944 r. do Kołomyi zbliżył się front, Volkmann uciekł. Po wojnie przyjął nową tożsamość: nazistowski starosta zamienił się w lewicowego dziennikarza i stworzył sobie nowe życie. W ciągu 50 lat raz tylko jego kariera zdawała się zagrożona: w latach 60. prokuratura podjęła przeciw niemu dochodzenie (zarzut: współudział w morderstwie). Ale śledztwo umorzono z braku dowodów. A może także z braku zainteresowania śledczych, spośród których wielu też miało brunatną przeszłość.

W 1995 r. Volkmann/Grubbe nie mógł już zostać pociągnięty do odpowiedzialności: był chory, prawie niewidomy. Zmarł w 2002 r., do końca zapewniając o swej niewinności.

Przełożył WP

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2010