Reklama

Ostatnia misja Soni

Ostatnia misja Soni

w cyklu STRONA ŚWIATA
31.08.2019
Czyta się kilka minut
Polityka odebrała jej wszystko, co uważała za najcenniejsze – miłość, rodzinę, pogodę życia. A jednak poświęciła się jej sama i na dodatek oddała jeszcze swoje dzieci. U kresu życia Sonia Gandhi, schorowana i słaba, wróciła do polityki, by walczyć o władzę.
Sonia Gandhi oddaje hołd byłej premier Indirze Gandhi w 34. rocznicę śmierci, New Delhi, 31 października 2018 r. / Fot. Raj K Raj/Hindustan Times/REX/Shutterstock / East News
7

72-letnia Sonia Gandhi niespodziewanie wróciła w sierpniu do wielkiej polityki. Zgodziła się znów objąć przywództwo Indyjskiej Partii Kongresowej, najstarszej partii politycznej kraju (powstała w 1885 r. jako ruch niepodległościowy w ówczesnych brytyjskich Indiach). Przewodząc jej, przybrana rodzina Nehru-Gandhich stała się najsławniejszą ze współczesnych politycznych dynastii. Sonia ma kierować partią tylko tymczasowo, aż na walnym zjeździe zostanie wybrany nowy przywódca. Terminu zjazdu jednak nie wyznaczono.

Miłość i polityka

Po raz pierwszy, ponad 20 lat temu, przejęła stery partii, gdy po śmierci męża, Rajiva, zamordowanego w samobójczym zamachu bombowym, rządzący Kongres słabł w oczach, wykrwawiał się w bratobójczych waśniach, groziły mu schizmy i zepchnięcie na polityczny margines. Teraz Sonia przejęła władzę w partii po synu, Rahulu, którego wychowała i namaściła na przywódcę, ale który z rządzeniem sobie nie poradził. Kongresowi znów grożą podziały, a po dwóch z rzędu wyborczych klęskach – również marginalizacja. Sonia znowu ma temu zaradzić.

Kiedy po raz pierwszy zaproponowano jej przywództwo Kongresu, kategorycznie odmówiła. Nie znosiła polityki i śmiertelnie się jej bała. Wiedziała, czym zajmuje się rodzina jej męża i do jakiego domu wchodzi. Pradziadek Rajiva, Motilal Nehru, należał do pierwszych przywódców ruchu niepodległościowego w Indiach i założycieli Kongresu. Dziadek, Jawaharlal, został pierwszym premierem niepodległych Indii i rządził nimi aż do śmierci w 1964 r., 17 lat – dłużej niż jakikolwiek jego następca. Matka Rajiva, Indira, uczyła się polityki od ojca, Jawaharlala. Kiedy Sonia spotkała Rajiva, Indira stała już na czele indyjskiego rządu. Rajiv, cichy i nieśmiały, zakochany w komputerach i samolotach, był jednak zwolniony z dynastycznych obowiązków. Na następcę tronu Indira wychowywała młodszego syna, Sanjaya.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Sonia, katoliczka, córka włoskiego faszysty i weterana wojennego z frontu wschodniego, poznała Rajiva w Cambridge, dokąd pojechała na stypendium uczyć się angielskiego. Z Rajivem, który studiował tam inżynierię, poznała się w restauracji, w której dorabiała jako kelnerka. Ona była 19-latką, on miał lat 21. Pobrali się w 1968 – roku młodzieżowej rebelii. Po ślubie, zgodnie z hinduskim zwyczajem, zamieszkali w domu teściowej w Delhi.

Wiedli spokojne, szczęśliwe życie. Rajiv był pilotem pasażerskich odrzutowców, Sonia zajmowała się domem. Udało się jej – co wcale nie jest częste, zwłaszcza w przypadku cudzoziemek wkraczających w indyjskie rodziny – ułożyć przyjazne stosunki z teściową, urodziła syna, Rahula, a dwa lata później córkę, Priyankę. 

Po latach tłustych przyszły jednak chude. W 1980 r. Sanjay, dziedzic tronu, zginął w katastrofie śmigłowca i spadkobiercą politycznego imperium Nehru-Gandhich został Rajiv. Sonia błagała go, by odmówił matce i trzymał się z dala od polityki. Rajiv nie ośmielił się jednak wystąpić przeciwko matce i w 1982 r. porzucił latanie i zajął się polityką. 

Dwa lata później Indira Gandhi zastała zamordowana w zamachu, niemal we własnym domu, a po niej premierem Indii został Rajiv. Stracił ten tytuł w 1989 r., po przegranych wyborach, a gdy dwa lata później w kolejnej elekcji zamierzał odzyskać władzę, został zabity w samobójczym zamachu bombowym.

Nauki teściowej

To wtedy kongresowi działacze zaproponowali Sonii, żeby jak Indira po ojcu, i Rajiv po matce, przejęła po zamordowanym mężu władzę w partii. Propozycję odrzuciła bez namysłu, a nawet jakby z odrazą. Wycofała się z dziećmi z życia publicznego, od którego i tak stroniła. Minęło jednak kilka lat i kiedy sprawy w Partii Kongresowej zaczęły iść źle, dziedzictwo męża i dynastii było zagrożone, Sonia dała się namówić i wstąpiła do partii, a rok później, w 1998 r., zgodziła się stanąć na jej czele.

Okazało się, że żyjąc w domu teściowej, nauczyła się od niej wiele także w sprawach polityki i władzy. W 2004 r. kierowany przez Sonię Kongres wygrał niespodziewanie wybory i odzyskał rządy. Sonia uznała jednak, że choć przeszła na hinduizm i przyjęła obywatelstwo Indii, jako Włoszka nie powinna nimi rządzić. Odsunęła się w cień, a na premiera wyznaczyła finansistę Manmohana Singha.

Dziesięć lat nieprzerwanych rządów i gospodarczych sukcesów sprawiło, że wśród kongresowych dygnitarzy zapanowały korupcja i pycha. Skandale i afery sprawiły, że w wyborach w 2014 r. Kongres poniósł najboleśniejszą jak dotąd porażkę – do liczącej ponad pół tysiąca osób niższej izby parlamentu wprowadził ledwie 44 posłów.

Do tamtych fatalnych dla Kongresu wyborów poprowadził partię syn Sonii, Rahul, wychowywany przez nią na następcę tronu i dziedzica dynastii. Stopniowo wprowadzała go w dorosłą politykę – najpierw był posłem, potem sekretarzem generalnym partii, szefem kampanii wyborczej. W końcu, w 2017 r. schorowana matka przekazała mu stery partii.

Gen władzy

Rahul nie odnalazł się jednak, przynajmniej na razie, w polityce. Nie stała się jego pasją. Pod tym względem przypomina raczej ojca niż babkę i – niespodziewanie – matkę. W starciach z pewnym siebie i żądnym władzy premierem Narendrą Modim był bezradny i bez szans. W kwietniu i maju kierowany przez niego Kongres poniósł kolejną, tylko nieco mniej dotkliwą porażkę – wprowadził do parlamentu 52 posłów (Modi – 303). 

W lipcu dobiegający pięćdziesiątki Rahul ogłosił, że dłużej szefem partii być nie chce i że w ogóle XXI wiek nie jest epoką staromodnych dynastii i feudalnej demokracji. Przekonywał, że jeśli Kongres, partia lewicowa i opowiadająca się za świeckością Indii, ma konkurować z hinduskimi nacjonalistami Modiego, musi przekształcić się w ruch nowoczesny i dynamiczny, odmłodzić kierownictwo i przestać wreszcie wybierać na przywódców wyłącznie Gandhich i Nehru.

Część kongresowych działaczy przyznała mu rację. Większość jednak uznała, że wobec kłopotów, w jakie znów popadli, nie czas na eksperymenty tak radykalne jak zerwanie z dynastią. Prosili Rahula, by się jeszcze zastanowił, zmienił zdanie. A kiedy uparł się, że przywódcą partii nie będzie, namówili Sonię, by tak jak zastąpiła na tym stanowisku kiedyś męża, dziś zastąpiła syna. Włoszka, choć niechętnie, zgodziła się, kierując się jak niegdyś troską o dziedzictwo męża i całej dynastii.


CZYTAJ TAKŻE

KONIEC DYNASTII?: Po druzgoczącej klęsce, jakiej doznał w majowych wyborach Rahul Gandhi, dziedzic najsławniejszej ze współczesnych dynastii politycznych, zrzekł się przywództwa w partii, którą jego rodzina zarządza od pięciu pokoleń.


Tym razem jednak wyciągnąć Kongres z tarapatów będzie jej dużo trudniej. Jest starsza, niedomaga na zdrowiu, nie ma tyle sił, co dawniej, a przeciwko sobie potężnego rywala, Narendrę Modiego, tryskającego energią, kroczącego od zwycięstwa do zwycięstwa, porywającego ludzi charyzmą, populizmem i niemodnym dotąd patriotyzmem, którym wytrąca swoim przeciwnikom wszelką broń. Odbierając autonomię Kaszmirowi doprowadził do rozłamów w opozycyjnych partiach, których działaczom trudno krytykować u Modiego coś, co zwykli wyborcy podziwiają najbardziej.

Kongres, a także inne opozycyjne partie tracą nie tylko wyborców, ale też działaczy, którzy nie wierzą, by w najbliższym czasie komukolwiek udało się pokonać Modiego i odebrać mu władzę. Przechodzą jeden po drugim do obozu obecnego premiera, licząc na posady i awanse. W lipcu ucieczka kongresowych dezerterów pozbawiła partię Nehru-Gandhich władzy w południowym stanie Karnataka. Jesienią i zimą Kongres czekają ważne wybory stanowe m.in. w Maharasztrze (Bombaj), podstołecznej Harianie i w samej stolicy. Kolejne porażki tylko pogrążą Kongres i nasilą dezercje.

Dla młodszego kongresowego pokolenia ponowny wybór Sonii na przywódczynię Kongresu jest tylko kolejnym dowodem na to, że najstarsza i najbardziej zasłużona partia w Indiach nie jest w stanie przystosować się do nowych czasów i jest całkowicie uzależniona od dworskiej, dynastycznej polityki. Kongresowi działacze starszego pokolenia nie widzą w tym jednak nic zdrożnego i już dziś planują, że jeśli Rahul nie zmieni zdania, a misja Soni się nie powiedzie, to do przejęcia sterów spróbują namówić Priyankę, o której mówi się, że wykazuje większe niż brat zamiłowanie do polityki, a z urody przypomina babkę, Indirę.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]