Ostatni świadkowie

Mam 64 lata. Miałem chyba 4-5, kiedy znalazłem się w Ciężkowicach, 30 km na południe od Tarnowa, na letnich wakacjach. Dom był blisko torów kolejowych. Kiedyś bawiłem się na łące blisko nich, gdy powoli przejeżdżający pociąg zatrzymał się ze zgrzytem. Były to drewniane wagony towarowe, zwane bydlęcymi. Na nasyp zeskoczyło kilku żołnierzy niemieckich. Zobaczyłem, że każdy wagon ma małe okienko (zakratowane kolczastym drutem?). Po chwili z każdego wydostało się zadziwiająco wiele rąk. Wzdłuż pociągu słychać było okrzyki, a raczej skowyty: wody, wody, wody. Pociąg stał chyba kilka minut. W niemilknącym głosie-skowycie stali Niemcy. Ja też stałem, jak wrośnięty w trawę. Nie powiedziałem o tym zdarzeniu nikomu, nawet Mamie.

Czasami myślę: zobaczyłem i uwierzyłem. Czy dlatego rozumiałem, gdy czytałem później artykuły i książki o Holokauście, i dlatego chciałem je czytać? Myślę często, z niepokojem, o jeszcze młodszych niż moje pokoleniach; o tym, że błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli; o tym, czy tacy błogosławieni znajdą się w każdym pokoleniu i ilu ich będzie?

Może to świadectwo jest istotne: nie bohatera ruchu oporu czy ofiary, złożone nie z okazji powstania w getcie czy innej - lecz świadectwo dziecka, zwykłego człowieka, tyle że z pokolenia już ostatnich świadków. Właśnie przez tę zwykłość jest chyba świadectwem, jaka była ówczesna powszechność. Czy obecnym i przyszłym pokoleniom wolno zapomnieć o tych doświadczeniach? “Ta wojna pokazała - pisał Stefan Jaracz w tekście “Mój testament" powstałym między wyzwoleniem z Oświęcimia a rychłą śmiercią - do jakiego stopnia upodlenia może dojść bydlę ludzkie, ale pokazała też na jaką wyżynę może wznieść się człowiek. Żądam od młodych (...) Żądam od starych (...)".

20. stycznia minęła 62. rocznica międzyministerialnej konferencji w Wannsee, podczas której naziści zatwierdzili plan “ostatecznego rozwiązania" kwestii żydowskiej. Niech choć część społeczeństwa przeczyta, co Jaracz i jemu podobni chcieli przekazać następcom.

TOMASZ PŁAZAK (Kraków)

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2004