Reklama

Odpowiedzi otwarte

Odpowiedzi otwarte

16.12.2013
Czyta się kilka minut
Przed przyszłorocznym Synodem o rodzinie Watykan poprosił świeckich o konsultacje – nasi czytelnicy odpowiedzieli. Ich głos trudno zlekceważyć.
Dzieci – z pomocą wolontariuszy – układają puzzle z wizerunkiem papieża Franciszka. Aula Pawła VI, Watykan, 14 grudnia 2013 r. Fot. Giampiero Sposito / REUTERS / FORUM
P

Po ujawnieniu 1 listopada w światowych mediach ankiety Franciszka „Tygodnik” jako jeden z pierwszych w Polsce zamieścił jej tłumaczenie na stronie internetowej. „Jak dotąd głos świeckich był w Watykanie słabo słyszalny. Teraz, dzięki bezprecedensowej papieskiej ankiecie, może się to zmienić” – pisał Michał Kuźmiński, zachęcając już 4 listopada do wypełnienia ankiety.
Że dobrze odczytaliśmy intencje autorów ankiety, potwierdzał potem kilkakrotnie sekretarz Synodu abp Lorenzo Baldisseri. Ostatnio w rozmowie z amerykańskim periodykiem „Nathional Catholic Reporter” watykański hierarcha mówił: celem konsultacji jest „zebranie informacji u samych podstaw, a nie ograniczenie się do poziomów kurii i innych instytucji”, zaś biskupi „choć włączeni są w ten proces, powinni współpracować przez zwrócenie się do wiernych, do wspólnot, stowarzyszeń i innych organizacji”.
Podobnie sens ankiety odczytał kard. Stanisław Dziwisz, organizując akcję zbierania opinii we wszystkich dekanatach archidiecezji krakowskiej, w „grupach religijnych, instytucjach i innych środowiskach osób świeckich”. Za pośrednictwem bp. Jana Szkodonia metropolita krakowski zwrócił się także do „Tygodnika Powszechnego”, z prośbą o opracowanie wyników z naszej strony internetowej. Ponieważ otrzymaliśmy czas do końca grudnia, a numer świąteczny jest ostatnim numerem w tym roku, niniejsze opracowanie musieliśmy ograniczyć tylko do postów zamieszczonych do 15 grudnia.
1. Rozpowszechnienie nauczania o rodzinie zawartego w Piśmie Świętym i Magisterium Kościoła
Autorzy ankiety pytają, jak współcześni ludzie rozumieją nauczanie dotyczące wartości rodziny zawarte w Biblii, „Gaudium et spes”, „Familiaris consortio” i innych posoborowych dokumentach Kościoła. To pytanie okazuje się zbyt optymistyczne. Prawie w każdej z piętnastu podanych na naszym forum odpowiedzi, jak refren powtarza się jedna: nie znam tych dokumentów i podejrzewam, że mało kto je zna. Jedna z osób dodaje, że także Biblii, choć powszechnej w domach, ludzie nie czytają. I rzeczywiście, odpowiadający nie potrafią streścić nauczania o rodzinie (jako instytucji Boskiego pochodzenia opartej na naturze ludzkiej, której fundament stanowi trwałe, wierne i otwarte na potomstwo małżeństwo, czyli głęboka wspólnota życia i miłości). Nauczanie o rodzinie kojarzy im się z zakazem seksu przed ślubem, potępieniem antykoncepcji i aborcji. Kilka osób wspomina o zbyt tradycyjnym czy patriarchalnym rozumieniu rodziny i niedocenianiu emancypacji kobiet.
Miejscem przekazu tej nauki – ich zdaniem – są przede wszystkim niedzielne homilie i kursy przedmałżeńskie. „Całe nauczanie Kościoła dotyczące rodziny to infantylne kursy przedmałżeńskie i kazania, równie infantylne. Nie słyszałam w kazaniach o wymienionych dokumentach” – pisze jeden z odpowiadających. Inna uczestniczka ankiety (25-letnia studentka) przyznaje, że oprócz kazań swoją wiedzę czerpie z prasy katolickiej (wymienia „Niedzielę” i „Tygodnik Powszechny”).
Odpowiadający na pytanie o trudnościach z akceptacją nauczania na temat rodziny mają na myśli w dalszym ciągu nie tyle owo nauczanie, co przede wszystkim normy dotyczące etyki seksualnej. Przeważa twierdzenie, że katolicy wiedzą, czego Kościół zabrania w sferze seksualnej, natomiast nie wiedzą – dlaczego tego zabrania. Brak umiejętności przekonania do zachowania czystości przedmałżeńskiej czy do niesięgania w małżeństwie po środki antykoncepcyjne jest dla respondentów oczywisty.
Reakcję na pytanie o rozpowszechnianie nauczania o rodzinie w programach duszpasterskich na różnych szczeblach najlepiej streszcza uwaga: „W jakich programach? To jakieś są? Bo niestety jako mieszkaniec średniego miasta, mąż i ojciec małych dzieci mam do czynienia wyłącznie z niedzielnymi homiliami, które nie wskazują na to, aby krył się za nimi jakiś program”. Co do nauczania katechetycznego zauważono, że w programie katechezy szkolnej tematyka związana z rodziną jest oderwana od realnego życia, a prowadzący nie chcą podejmować dyskusji na tematy, którymi młodzież jest zainteresowana.
W jakiej mierze świat akceptuje przesłanie Kościoła o rodzinie? Respondenci zauważają, że nie wszystko jest odrzucane. „W kręgach pozakościelnych akceptowany jest raczej moralny status rodziny, jej cel, wartość i godność” – pisze jeden z naszych czytelników. Inny dodaje: „nie neguje się trzonu chrześcijańskiego systemu wartości, traktowanego jako uniwersalny”. Jakie czynniki kulturowe utrudniają pełne przyjęcie nauczania? „Przede wszystkim dzisiejsza kultura masowa jest hedonistyczna i postrzega nauczanie Kościoła katolickiego jako skrajnie pruderyjne i godzące w wolność kobiety i mężczyzny” – brzmi jedna z odpowiedzi.
Pierwsze zagadnienie wymownie podsumowuje fragment jednej z wypowiedzi:
Ludzie pragną kontroli nad swoim życiem i nauczanie Kościoła daje im wrażenie, że ktoś tej kontroli chce ich pozbawić”.
2. Małżeństwo wedle prawa naturalnego
Odpowiedzi (w liczbie siedemnastu) zamieszczone na naszym forum na drugą grupę pytań pokazują, że ludzie nie rozumieją idei prawa naturalnego. „Większość osób, z którymi się stykam, raczej nie umiałoby odpowiedzieć na pytanie »Co to jest prawo naturalne?«” – pisze jedna z uczestniczek ankiety. I rzeczywiście respondenci mają z tym kłopot. Według nich prawo naturalne to „pewna oczywistość”, „polityczny slogan w walce z innością”, posiadane przez ludzi i zwierzęta naturalne „instynkty i odczucia”, „jakiś imperatyw, którego nikt nie kwestionuje”. Z trudem do świadomości współczesnych katolików przebija się idea wspólnych dla wszystkich ludzi, odkrywanych rozumem, nienaruszalnych wartości, stanowiących podstawę prawa stanowionego. Jedna osoba wprowadziła intuicyjne rozróżnienie: prawo naturalne jest „wykorzystywane w kontekście działań przeciw drugiemu człowiekowi (zabójstwa itp.), natomiast w kontekście działań między ludźmi, gdy oboje się na coś zgadzają, nie ma ono raczej zastosowania i nie jest promowane poza instytucjami Kościelnymi”.
Najbardziej trafnie problem z prawem naturalnym podsumowuje młoda uczestniczka ankiety: „Podejrzewam, że ok. 90 proc. polskich katolików nie wie, co oznacza pojęcie »prawo naturalne«, choć potocznie posługuje się argumentem »tak musi być, bo tak już to natura wymyśliła« w wielu światopoglądowych dyskusjach. W kręgach akademickich, humanistycznych, które mi są znane (Kraków, Bolonia), koncept prawa naturalnego jest uznawany zazwyczaj za konstrukt kulturowy, który próbuje swą kulturowość ukrywać. Jego przyjęcie w pewnych przypadkach może być uzasadnione (np. potrzebą ochrony pewnych wartości), co nie zmienia faktu, że należy traktować go z podejrzliwością, jak każdą ideę, która przedstawia wartości/poglądy danej kultury jako uniwersalne w celu narzucenia jej innym. Jeśli chodzi o edukację szkolną, nie pamiętam, żeby ten temat w ogóle był poruszany, na katechezie lub gdzie indziej”.
Ponieważ idea prawa naturalnego nie funkcjonuje w powszechnej świadomości, katolicy nie stosują jej do rozumienia małżeństwa i rodziny. Ankietowani zwracają uwagę, że w historii pojmowanie rodziny zmieniało się jako uwarunkowane kulturowo. Jedna z respondentek zauważa:
Związek kobiety i mężczyzny jest powszechnie uważany za efekt uwarunkowań naturalnych, biologiczno-psychologicznych, czasem także kulturowych. Pojęcie prawa naturalnego nie jest wiernym potrzebne do tłumaczenia tego”.
Uczestnicy ankiety przypominają, że pojęcie „prawa natury” pojawia się w listach biskupów i jest wykorzystywane po to, „aby sprzeciwiać się i potępiać zmiany kulturowo-obyczajowe, które spora część wiernych uważa za pozytywne (legalizacja związków homoseksualnych, zmiana pozycji kobiet w społeczeństwie itp.)”.
Co do pytania o praktykę duszpasterską względem osób niepraktykujących proszących o ślub kościelny, w powszechnej opinii uważa się, że takie śluby są bez przeszkód udzielane.
3. Troska duszpasterska o rodzinę w procesie ewangelizacji
Zagadnienie duszpasterstwa skierowanego do małżeństw i rodzin spotkało się z mniejszym zainteresowaniem. Tylko jedenaście osób wypowiedziało się na ten temat, w tym spora część młodych, którzy jeszcze nie założyli rodziny. Wśród dostępnych środków duszpasterskich wymieniano kursy przedmałżeńskie (dość powszechnie skrytykowane jako niewystarczające, zbyt formalistyczne i „odbębniane” zarówno przez prowadzących, jak i uczestników), bardziej ambitne „wieczory dla zakochanych” (cykl kilkumiesięcznego przygotowania do małżeństwa) oraz weekendy małżeńskie jako pomoc w kryzysie czy przy pragnieniu pogłębienia relacji małżeńskiej. Jednak oprócz masowych, bo obowiązkowych kursów przedmałżeńskich, pozostałe propozycje określono jako „niszowe”.
Wspólna modlitwa nie jest traktowana jako pomoc w przezwyciężaniu życiowych trudności, ale raczej z tego powodu, że trudno ją wprowadzić jako codzienny element życia rodzinnego. Ciekawe, że odnosząc się do pytania o międzypokoleniowy przekaz wiary, aż dwie osoby wspomniały dziadków. „Z problemami zawsze mogłem zwrócić się o wsparcie do dziadków” – pisze młody respondent. Z wypowiedzi uczestniczki ankiety o nicku „Francesca” wynika, że dziadkowie pełnili ważniejszą rolę niż rodzice: „Dla mnie najlepszym przykładem są moi śp. Dziadkowie, którzy mnie i brata wychowali... Wiedziałam, że nawet jak popełnię błąd, to mogę Babci powiedzieć i że ona mnie nie... potępi..., oni mnie nigdy nie okłamali”.
Jako przykład działań do szerszego rozpowszechnienia jedna z respondentek podała organizowane przez parafie festyny rodzinne czy wspólne akcje dobroczynne, w których wolontariuszami są całe rodziny. Inna wspominała o potrzebie organizowania w parafiach grup wsparcia i mniej sformalizowanych grup dyskusyjnych „przy kawie”.
Jako podsumowanie tego punktu można zacytować osobę przedstawiającą się jako „Z obrzeża”:
„Żeby sił starczyło na całe życie, trzeba iść z P. Bogiem. Wspierając się nawzajem. Trzeba rozumieć, wybaczać, starać się, wybaczać, kochać, wybaczać, koić rany, zaprzeć się siebie i jeszcze raz wybaczać. I patrzeć w niebo, i tam wskazywać. Czy w tym pomaga Kościół? Tak. Ale nie dzięki naukom przedmałżeńskim, tylko dzięki swojej, że tak powiem, głównej »działalności operacyjnej«. Dzięki temu, że jest, że pozwala modlić się we wspólnocie, dzięki księżom, którzy, choć nie mają pojęcia o życiu małżeńskim, zdają sobie sprawę, że dotykają tajemnicy jedności dwojga, włączają małżonków w modlitwę. Swoją i całego Kościoła”.
4. Opieka duszpasterska w trudnościach małżeńskich (zamieszkiwanie „na próbę”, nieuregulowane związki, nowe związki po rozwodzie)
W sprawie nieuregulowanych kościelnie sytuacji życiowych wypowiedziało się w ankiecie na forum trzynaście osób. Do „Tygodnika Powszechnego” dotarły ponadto dwa listy. Najbardziej skłaniający do refleksji głos publikowaliśmy w „TP” nr 49/13. Jest to zwierzenie kobiety, którą po dwunastu latach małżeństwa zostawił mąż, gdyż odkrył w sobie skłonności homoseksualne. Autorka listu jest świadoma, że prawdopodobnie jej przypadek kwalifikuje się do stwierdzenia nieważności małżeństwa, ale jest to dla niej rozwiązanie nie do przyjęcia. „Byliśmy razem przez dwanaście lat pełnych znaczeń. To kawał mojej osobistej historii, większość dorosłego życia nas obojga. Jak zanegować te lata?” – pyta i postuluje specjalny obrzęd liturgiczny, w którym Kościół udzielałby absolucji ludziom w podobnych sytuacjach.
Drugi list napisany został przez 59-letniego żonatego mężczyznę i przyszedł z jednej z francuskich Wspólnot Arki i przypomina prawo stopniowości sformułowane już w najstarszym niekanonicznym tekście chrześcijańskim „Didache” (z II wieku): „Jeśli możesz w całości nieść jarzmo Pana, będziesz doskonały; jeśli nie możesz, czyń, co możesz” (VI, 2).
Wśród uczestników ankiety jedna osoba przechodziła proces stwierdzania nieważności małżeństwa i było to doświadczenie bardzo trudne. Oto jej świadectwo:
Nie przeżyłam w życiu niczego bardziej upokarzającego. Powodem stwierdzenia nieważności była dewiacja i inne niedomagania psychiczne drugiej strony. W sądzie świeckim przesłuchiwała mnie kobieta w obecności psychologa. W biskupim – 8 godzin byłam przepytywana w bardzo niedelikatny sposób przez księdza, bez przerwy, bez zaproponowania mi herbaty, bez zapewnienia komfortu... Przypłaciłam te przesłuchania gorączką. W sądach powinno być więcej kobiet!”.

Co do problemu par mieszkających razem bez ślubu, z wypowiedzi w ankiecie wynika, że istnieje powszechne przekonanie o dużej liczbie osób wybierających taki sposób wspólnego życia. Powody tego często mają materialne podłoże. „Z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość młodych par decyduje się na wspólne życie przed ślubem, który zawierają z reguły, kiedy związek jest bardziej »okrzepły«, mają pewną stabilizację życiową i chcą podjąć ważne decyzje, takie jak zakup mieszkania czy urodzenie dziecka. Niektórzy decydują się na ślub dopiero, kiedy dziecko jest już na świecie. Ogólnie spostrzegam tendencję do długoletniego narzeczeństwa” – pisze jedna z respondentek. Inna dodaje, że często impulsem do zawarcia małżeństwa jest „chęć wzięcia wspólnego kredytu”.
Wspólne mieszkanie przed ślubem postrzega się coraz częściej jako sposób na dojrzewanie do małżeństwa. „Mieszkaliśmy z mężem parę lat przed ślubem, a od prawie dziesięciu lat jesteśmy małżeństwem. Uważam, że dzięki temu udało nam się podjąć decyzję o ślubie i o posiadaniu rodziny w sposób bardziej świadomy. Nauczyliśmy się rozwiązywać problemy i żyć wspólnie mimo tego, iż mieliśmy dużo wcześniejszych wątpliwości” – głosi jedno ze świadectw.
5. Związki między osobami tej samej płci
Żywą reakcję wywołały pytania dotyczące postrzegania przez Kościół związków homoseksualnych. Na naszej stronie internetowej wypowiedziały się aż 22 osoby. Wszyscy skonstatowali oczywisty fakt, że lokalny Kościół w Polsce sprzeciwia się legalizacji związków jednopłciowych. Respondentów różniła jednak ocena tego faktu. I tu rozrzut opinii był duży: od uzasadnień graniczących z homofobią (takie związki „nie są zgodne z naturą i w zasadzie wbrew społeczeństwu i jego rozwojowi”) do oskarżeń Kościoła o jawne szerzenie nienawiści. Może to świadczyć o tym, że Magisterium nie udało się do tej pory wypracować języka, który pozwoliłby na krytyczną moralną ocenę zachowań homoseksualnych, jednocześnie nie stwarzając możliwości do społecznej dyskryminacji osób homoseksualnych.
Niezrozumienie wywołuje też kojarzenie w Kościele dążenia do legalizacji takich związków z atakiem na małżeństwa heteroseksualne i na rodzinę. „Homoseksualiści są przez księży i biskupów niesłusznie oskarżani za rozpad rodziny i jej osłabienie” – uważa jeden z respondentów. Inny, podpisujący się nickiem „Vox clamantis” (Głos wołającego), zauważa, że biskupi w liście na Niedzielę Świętej Rodziny 2003 r. promowali nieskuteczną i wiele wskazuje na to, że ostatecznie szkodliwą terapię reparatywną (leczenie homoseksualizmu).
Pojawiły się także różne pomysły na pomoc duszpasterską: od „zalecać dyskrecję, publiczne nieobnoszenie ze swym partnerem”, przez „promowanie tzw. białych związków”, po „pod żadnym pozorem nie można ich nawracać na heteroseksualizm”.
Problem opieki duszpasterskiej wobec dzieci par jednopłciowych okazuje się bardzo delikatny i nowy. Jak zauważa jeden z respondentów, „nie było jeszcze pokolenia, które będzie nazwane »dziećmi homoseksualistów«”. Inny jest przekonany, że nie należy wmawiać takim parom, iż „dla Kościoła katolickiego w ogóle nie są rodziną i wychowując dzieci tak naprawdę je krzywdzą”. „To najgorsza z możliwych praktyk” – konkluduje.
Podsumowując tę grupę odpowiedzi, przedstawmy opinię osoby podpisującej się jako „ks. Tomasz”:
Osoby homoseksualne nie wybierają swojej orientacji, jest ona dla nich jedynym sposobem bycia w świecie i przeżywania międzyosobowości. Kościół powinien objąć opieką duszpasterską te osoby, bardziej podkreślać akceptację osoby niż nieuporządkowanie aktu seksualnego. Tolerowanie związków partnerskich jest lepsze niż skazywanie tych osób na rozwiązłość, dezintegrację osobowości i regresję rozwojową. Szczere powiązanie miłości między osobami homoseksualnymi, które w sumieniu subiektywnie pewnym czują się niezdolne do samotnego życia, pozbawionego ekspresji uczuciowej, należałoby traktować z rozważną łagodnością”.
6. Edukacja religijna dzieci z nieuregulowanych związków
Dzieci wychowywanych w związkach nieuregulowanych jest coraz więcej – jest to prosta konstatacja faktu zwiększającej się liczby rozwodów i związków niesformalizowanych. Dzieci raczej mają dostęp do sakramentów i bez przeszkód uczęszczają na katechezę – jak napisała jedna z naszych czytelniczek: „z automatu”, skoro katecheza jest w szkole. Tylko jedna respondentka jako osoba żyjąca w niesakramentalnym związku zasygnalizowała kłopoty z uzyskaniem komunii dla dzieci: „Po 4 miesiącach próśb w parafii przygotowałam dzieci do spowiedzi i komunii sama. Proboszcz wziął opłatę za wydanie dokumentacji, w tym zgody na sakramenty, udzielone w końcu przez duszpasterza zaprzyjaźnionej wspólnoty (wcześniejszego zamieszkania), bez opłat”.
Nie jest dobrze przyjmowana praktyka udzielania chrztu dzieciom ze związków niesakramentalnych poza liturgią niedzielną. Jako wymowne przedstawiamy świadectwo osoby, która urodziła się w takim związku:
Pomimo dużych obaw ze strony rodziców zostałam ochrzczona normalnie, w niedzielę na mszy, dalsze sakramenty tak jak wszyscy. Nikt nigdy nie wypomniał mi mojego »pochodzenia«. Choć znam praktyki chrztów nieślubnych dzieci po cichu. Przestrzegam wszystkich księży przed taką praktyką. Gdybym miała świadomość, że do Kościoła byłam przyjmowana pokątnie i z problemami, to czułabym się naprawdę strasznie. Byłoby mi ogromnie przykro i czułabym się skrzywdzona. Dzisiaj dziękuję Bogu, że tak się nie stało. Dzieci z niesakramentalnych związków wcale nie muszą od razu oznaczać dzieci z rodzin niereligijnych”.
7. Otwartość małżonków na życie
Na szesnaście osób wypowiadających się na temat nauczania Kościoła o antykoncepcji nie znalazła się żadna, która nie byłaby wobec tego nauczania krytyczna. Trudność sprawia zrozumienie, na jakiej zasadzie metody NPR (naturalnego planowania rodziny), czyli korzystanie z okresów niepłodnych, spełnia etyczny wymóg „otwarcia na życie”. Respondenci podkreślają skomplikowanie naturalnych metod i ich nieskuteczność w niektórych sytuacjach życiowych. „NPR jest trudny i czasami »odczłowiecza«, bo zabija spontaniczność, która jest dobra dla miłości, a która nie zawsze chce iść w parze z posiadaniem potomstwa w danym momencie życia. U niektórych wywołuje nerwicę, bo wprowadza zbytnią kontrolę nad sferą bardzo delikatną” – pisze jedna z uczestniczek ankiety. Zdecydowana większość respondentów ma poczucie nieuzasadnionej ingerencji w intymną sferę życia małżeńskiego, która powinna podlegać przede wszystkim sumieniu małżonków.
Charakterystyczne świadectwo, streszczające kłopoty z naturalnym planowaniem rodziny:
Mam troje cudownych dzieci i wiele problemów za sobą, związanych z zajściem w ciążę i utrzymaniem jej. Mam prawie 40 lat, a mój mąż 50, jesteśmy blisko 20 lat po ślubie i bardzo się kochamy, ale nie planujemy już więcej potomstwa z wielu względów – zarówno ekonomicznych, jak i zdrowotnych. Mój lekarz odradza mi stosowanie NPR, bo twierdzi, że w moim przypadku na pewno się nie sprawdzi. Oboje jesteśmy praktykującymi katolikami biorącymi czynny udział w życiu Kościoła, ale zdecydowaliśmy się na antykoncepcję mimo wątpliwości moralnych. Nie potrafię zrozumieć zawiłości w tłumaczeniu Kościoła, w czym antykoncepcja może zaszkodzić naszemu związkowi, dlaczego zarzuca się egoizm ludziom mającym kilkoro dzieci”.
8. Relacja między osobą a rodziną (kryzys wiar w rodzinach)
Wśród sytuacji kryzysowych, które mogą przeszkodzić w spotkaniu Chrystusa w życiu rodzinnym, ankietowani wymieniali: zdradę, przemoc, choroby, nałogi, brak pracy, rutynę, brak czasu na realizację własnych aspiracji, poczucie uzależnienia od innej osoby, konsumpcyjny styl życia, zbyt łatwe poddanie się w walce o związek, pracoholizm, pracę na odległość, brak życia duchowego, nierozmawianie ze sobą, nieprzygotowanie na śmierć bliskiej osoby. Ale przypominano też, że każda sytuacja kryzysowa może być okazją do podniesienia relacji rodzinnych na wyższy poziom.
Generalnie większość zgodziła się, że sposób przeżywania więzi między rodzicami i ich religijność ma wpływ na religijność dzieci.
Ósmy punkt ponadto dał okazję do podzielenia się świadectwem rozumienia religijnego sensu rodziny. Oto jedno ze świadectw:
W małżeństwie można się uczyć dawać siebie komuś drugiemu. To jest proces. Powolny. Ja mam poczucie, że Bóg dał mnie mojej drugiej połówce, a jego dał mnie. Nie wiem po co, nie wiem dlaczego, nie wiem, czy się kiedykolwiek dowiem. To jest tajemnica. Wierzę, że ma to sens i jest dla nas dobre”.
9. Inne wyzwania i propozycje
Wśród tematów, które zdaniem naszych czytelników powinien poruszyć jeszcze Synod poświęcony rodzinie, pojawiły się następujące propozycje: kwestia większego udziału kobiet w życiu Kościoła; zwiększająca się liczba osób świadomie wybierających samotny sposób życia (singli i singielek); problem wczesnej inicjacji seksualnej dzieci i młodzieży (w tym edukacja seksualna, dostępność pornografii); kłopoty z pochówkiem dzieci poronionych; kwestia in vitro oraz dowartościowanie małżeństw bezdzietnych.
Podsumowanie
W ankiecie na forum „Tygodnika” wzięły udział 44 osoby. Oprócz tego otrzymaliśmy dwa listy. Jedna czwarta uczestników ankiety odpowiedziała na minimum pięć grup pytań, w tym cztery osoby na wszystkie dziewięć punktów. O potraktowaniu serio pytań ankietowych świadczy fakt, że tylko kilka głosów miało charakter polemik do innych wypowiedzi.
Zdecydowanie dominował problem etyki seksualnej, a zwłaszcza niezrozumienia zakazu antykoncepcji w małżeństwie. Nie tylko pojawił się w odpowiedziach w poświęconym mu punkcie 7 (Otwartość małżonków na życie), ale odbił się on mocnym echem także w punkcie 9 (Inne wyzwania i propozycje), a sporadycznie także w dwóch innych punktach (Rozpowszechnienie nauczania o rodzinie i Małżeństwo wedle prawa naturalnego).
Choć zapewne trudno mówić o reprezentatywności wyników tej ankiety dla Kościoła w Polsce, byłoby błędem, gdybyśmy ten głos zlekceważyli. Podam dwa argumenty. Osoby, które, poświęcając swój czas, zaangażowały się w pisanie odpowiedzi – niejednokrotnie krytycznych wobec nauczania i duszpasterstwa Kościoła, jednocześnie dały głębokie świadectwa religijnego rozumienia rodziny w punkcie 8 (Relacja między osobą a rodziną). Poza tym niektóre odpowiedzi w punkcie 7 odwołują się do fachowych pojęć etyki chrześcijańskiej (np. czyn wewnętrznie zły), dając tym samym dowód, że ich autorzy wiedzą, o czym piszą.
Na koniec dla pełnego obrazu odnotujmy także głos sceptyczny wobec ankiety i możliwości zmian w Kościele. Czytelnik, przedstawiający się jako „AnkietoEntuzjasta”, pisze z nutą ironii:
Jestem nieprawdopodobnie zaskoczony, że taka ankieta zaistniała! W końcu ktoś zauważył, że istnieje świat poza biskupami. Pewnym minusem jest tylko język, jakim została sformułowana. Jestem od zawsze zainteresowany zagadnieniami wiary i teologii, ale jak czytałem pytania, to aż w oczy piekło. Jednak nie ma tak źle. Zawsze mogła być zapisana po łacinie”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]