Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Obierzmy kierunek

Obierzmy kierunek

23.04.2018
Czyta się kilka minut
Stwierdzam: trudno dziś znaleźć na straganie z polityczno-społecznymi projektami ofertę głupszą od tej, jaką ma nacjonalizm.
FOT. GRAŻYNA MAKARA
N

Nigdy jednak nie urażę osądem osób uważających się za nacjonalistów, po pierwsze byłoby to bowiem niechrześcijańskie mylenie grzechu z grzesznikiem, po drugie – ich liderzy naprawdę stanowią dla mnie inspirację (głównie w zakresie stylizacji męskiej: taliowanych garniturów i sposobów żelowania włosów). Zewnętrzna strona talerza i misy zawsze tu się zresztą zgadza: widać staranie włożone w to, by nikt nigdy nie powiedział, że nacjonalista to jakiś troglodyta, zawsze jest Wersal, „Panie Redaktorze”, „Prąpąpą”.

Tydzień temu „polskie środowiska narodowe” podjęły duchowy trud pielgrzymowania do Jasnogórskiego Tronu nazarejskiej Żydówki (nie mamy żadnych danych, że Maryja Wniebowzięta została pozbawiona swojej ziemskiej w tym zakresie tożsamości; a gdybyśmy mieli, to dopiero byłby kłopot – mogłoby się bowiem okazać, że w niebie nie ma też etnicznych Polaków). Nie mogąc uwierzyć w wyłapywane tam przez reporterów wypowiedzi (choćby o tym, że każdy katolik powinien być wdzięczny faszystom za to, że uratowali papieża z rąk komunistów), wysłuchawszy kazań kapłanów diecezji bydgoskiej (a wcześniej również archidiecezji gdańskiej), stawiających tezę, że nacjonalizm to zeszyt ćwiczeń do Ewangelii, postanowiłem zrozumieć, co tracę nacjonalistą nie będąc. Przeczytałem w internecie „Nową Deklarację Ideową ONR”.

Po lekturze stwierdzam: nie wiem, o co tu chodzi. Wszystkie te ich recepty może i dałoby się próbować zastosować (oby nie), ale z całą pewnością musiałoby to nastąpić przed II wojną. Po niej po prostu nie ma już świata, do którego się ów plan terapii odnosi. Zostawmy tysiąc innych (choćby kulturowych) wątków – dwa drobiazgi z brzegu. Jednym z podstawowych procesów wyznaczających rytm świata XXI wieku są migracje, dobrowolne i nie, międzynarodowe i z miasta do miasta, zaklinanie się więc „nie będziemy bezczynnie przyglądać się emigracji zarobkowej Polaków” to gorący apel do ziemi, by od jutra rana zaczęła kręcić się w drugą stronę. Globalizacja procesów gospodarczych zaszła tak daleko, że nawet gdyby nasi nacjonaliści zaklinali się, że kupują w polskich sklepach, muszą przecież wiedzieć, że nabywane przez nich dobra ze sklepów się nie biorą. „Narodowy kapitał”? A dlaczego nie „narodowe surowce”? Czy polski nacjonalista czuje choć cień bólu, czytając swoje jasnogórskie odezwy z azjatyckiego (prawdopodobnie) smartfona zrobionego z kongijskich minerałów? Gdy jedzie na pielgrzymkę paląc benzynę arabskich szejków albo Nigeryjczyków?

„Obierzemy kierunek na jak największą samodzielność gospodarczą poprzez pobudzenie i przestawienie produkcji na zaspokajanie potrzeb Narodu, a nie przypisaną rolę w międzynarodowym podziale pracy”. Czy polski narodowiec wie, jak to się dla niego skończy, gdy jego światłe recepty zastosuje reszta świata? Ile rzeczy będzie w stanie zrobić z ziemniaków, jabłek, wieprzowiny, węgla, miedzi, soli? Nie pomyślał, że może Stwórca nieprzypadkowo nie umieścił wszystkich pól roponośnych, złotonośnych, plantacji cytrusów w jednym miejscu (nad Wisłą)? Może i w podziale zasobów jest myśl, że stworzeni jesteśmy do kooperacji, nie izolacjonizmu?

Poczytajcie sobie zresztą Państwo sami, o co oni tam wnoszą. Likwidacja demokracji na rzecz rządów jednostek o wysokim „poziomie moralnym”. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe. Odzyskanie Kresów Wschodnich (rozumiem, że przez wojnę z Litwą, Białorusią, Ukrainą, innej opcji nie ma). Katolicko-narodowy totalitaryzm w kulturze. I cudowny, wewnętrznie sprzeczny bełkot punktu drugiego: „Potępiając rasizm biologiczny, postulujemy zachowanie stanu homogeniczności etnicznej, który sprzyja utrzymaniu spokoju społecznego i stabilności państwa”. Słowem, nie mówimy, że inni są „be”, skąd, mówimy im tylko: „won”. Nie jesteście gorsi, ale jednak nie dość dobrzy dla nas. To nie jest przecież rasizm, to „separacjonizm etniczny”.

Oto jest podstawowy poznawczy defekt naszych nacjonalistów: oni naprawdę są przekonani, że Bóg stworzył świat tylko dla Polaków, którzy nikogo i niczego nie potrzebują, są absolutnie samowystarczalni, nie mają czego zazdrościć światu, wszędzie winni chodzić w mundurach, rządzą nimi jednostki, cały świat żyje w lęku przed ich morale i armią. Jest przecież na świecie państwo, które wciela w życie ich wizje.

Biskupi mogą wydawać dokumenty i udzielać wywiadów, z których jasno wynika, że patriotyzm ma się tak do nacjonalizmu jak krzesło do krzesła elektrycznego, jest jego nowotworem. Publicyści mogą wyłapywać i piętnować ordynarne manipulacje słowami prymasa Wyszyńskiego, zuchwałe zawłaszczanie katolickiej symboliki i pojęciownika przez maleńką grupę, której ideologia – choć pełna uzurpatorskich deklaracji o tym, że to oni będą arką, która ocali Kościół przed liberalnym szatanem – jest oczywistym zanegowaniem Ewangelii i (o czym pamięta się rzadziej) powszechności (czyli katolickości) Kościoła. A mimo to nadal znajdują się księża podbijający (o zgrozo – na mszach) nacjonalistyczne farmazony.

Będę bronił tezy, że cały ten „ruch narodowy” to margines marginesu, jasne – stylistycznie przykuwający uwagę i niezwykle medialny – który żywi się kolejnymi o nim relacjami, niemuszący nic wydawać na reklamę, bo my mu ją robimy. Nasi biskupi, którzy odchylenia lewackie tępią żywym ogniem, w relacjach z nacjonalistami ograniczając się do słownych, często ezopowych deklaracji, nie dostrzegają jednego: nie jest wielkim problemem to, że jakiś nacjonalista jest katolikiem (w końcu trafi do normalnego spowiednika i ten poukłada mu w głowie). Problemem jest tolerowanie wrażenia, że jest zgoda na tezę: katolik równa się polski nacjonalista. Tolerowanie herezji wołającej o pomstę do nieba. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

FOT. GRAŻYNA MAKARA
Polski dziennikarz, publicysta, pisarz, dwukrotny laureat nagrody Grand Press. Po raz pierwszy w 2006 roku w kategorii wywiad i w 2007 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. Na koncie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]