Nasza, nie cudza

Czyta się kilka minut

Tragedie rodzinne ostatnich miesięcy to niestety przede wszystkim sensacje medialne. Od słuchania i czytania o Gromniku i Łodzi podnosi się włos na głowie, ale równocześnie wszystko zdaje się pozostawać poza wymiarem społecznej rzeczywistości polskiej. Nie padają pytania: jak to w ogóle było możliwe? - pytania kierowane nie do urzędników (tu litania zaniedbań), lecz do polskiego sumienia społecznego. Matka pięciorga pozbawiająca życia troje na raz. Rodzice sześciorga kolejno przez lata mordujący czworo. Przecież nie na pustyni czy w leśnej głuszy, tylko w środku społeczności lokalnych. W Polsce, w której inicjatyw i instytucji opiekuńczych, pracujących naprawdę ofiarnie, chyba nie brakuje. W kraju, w którym głosy broniące życia nie są przecież ani wyciszane, ani tym bardziej zabronione. Jak to mogło być, że te dwa światy: czynionego dobra i rozpaczy - nie spotkały się w porę, aby zapobiec najgorszemu? Czego brakuje w naszych działaniach, z których tacy jesteśmy dumni? Odpowiedź na to pytanie jest konieczna, bo obie te tragedie to sprawa nasza, a nie cudza.

PS. Z ostatniej chwili: trzecia tragedia - w Szczecinie nie żyje dwoje dzieci niepełnosprawnych.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2003