Reklama

Mord na Pawle Szeremecie

Mord na Pawle Szeremecie

20.07.2016
Czyta się kilka minut
Był tak świetnym dziennikarzem, że setki ponurych typów życzyły mu jak najgorzej. Paweł Szeremet zginął w zamachu, w centrum Kijowa.
Paweł Szeremet. Fot: twitter.com/poroshenko
K

Kolega z radia zadzwonił i bez wstępów zadał dwa szybkie pytania. Czy jestem w Warszawie? Czy znałem Pawła Szeremeta?  Od razu wiedziałem, że jest bardzo źle – choć w pierwszej chwili udało mi się nie zauważyć zwiastującego żałobę czasu przeszłego.

Gdy wróciłem do domu, zobaczyłem zdjęcia płonącego auta, pod którym wybuchła bomba. W aucie siedział Szeremet. Łatwo sobie wyobrazić zamach na kogoś obcego. To nic nie kosztuje. Ale gdy przez te płomienie, odłamki, czarny dym widzisz uśmiechniętego kolegę, robi się dziwnie, ponuro.

Głowa nie chce przyjmować do wiadomości, że przystojny, zwalisty, niedźwiedziowaty, koleżeński, pomocny Szeremet był tam w środku.

Podobał mi się, bo nie odpuszczał. Siepacze z łukaszenkowskiej Białorusi zabili mu przyjaciela i operatora Dźmitryja Zawadzkiego. Paweł zawsze o tym pamiętał i mówił. W filmach, w książce, w prywatnych spotkaniach. Takiego przyjaciela tylko zazdrościć. Jego książka „Przypadkowy prezydent” mogła być jak wyrzut sumienia dla polityków, którzy przebierali nogami, żeby uścisnąć dłoń Aleksandrowi Łukaszence i już w końcu zacząć robić normalne interesy.

Teraz – jak mi mówią – przygotowywał książkę o Borysie Niemcowie, opozycjoniście zamordowanym niedawno w Moskwie. Materiał zebrał podobno bardzo mocny. W ostatnim czasie mieszkał w Kijowie – miasto stało się magnesem przyciągającym wszystkich reporterów, którzy tęsknili za wolnością słowa i swobodą oddechu. Pracował w miejscu nieprzypadkowym, bo w Ukraińskiej Prawdzie, która jest kuźnią elit nowego, normalnego państwa.

Za jego teksty, filmy i książki miały prawo nienawidzić go setki złych ludzi.

Robiłem wywiady z Pawłem Szeremetem, brałem od niego komentarze i sam mu je dawałem. A pamiętam go z moskiewskiej knajpy przy Dworcu Białoruskim. Umówiłem się, by poprosić go o przysługę dla innego znajomego reportera. Dziękowałem mu po raz setny, a on zwalisty, niedźwiedziowaty, uśmiechnięty po raz setny odpowiadał: - Tak, tak pomogę. No oczywiście, że pomogę! I za co tu dziękować?

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, felietonista i bloger „Tygodnika Powszechnego” do stycznia 2017 r. W latach 2003-06 był korespondentem „Rzeczpospolitej” w Moskwie. W latach 2006-09 szef działu śledczego „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Prawda i ofiara idą ze sobą nierozłącznie, bo z ofiary wynika realne istnienie-to co rzeczywiście jest. A jest dlatego, że On tchnął istnienie na Innego, czyli dał siebie samego bez reszty. Dopóki Inny istnieje bez eucharystycznej wdzieczności za istnienie-jest tylko pasożytującym stworzeniem. Lecz wdzięczność i ofiara, rodzi Syna Bożego w stworzeniu. O tym przekonuje się Ewa-Matka, gdy zerwany owoc z drzewa poznania, prowadzi do ropoznania owocu z drzewa Krzyża. Krzyż swoją pasją przeraża i dlatego jest przez wiekszość odrzucany,a potomkowie Ewy wybierali kłamstwo protystytucji-tzw. najstarszy zawód świata, by uniknąć ofiary i Krzyża. Ideologiczna prostytucja, szczególnie ta religijna, jest wszechobecna, tak że czystość uczciwości jest społecznie izolowana, napiętnowana i w koncu eliminowana: "lepiej by jeden zginął za cały naród, niż cały naród miał iść przez niego na zatracenie". Wschód jest wciąż na etapie "przed naszą erą"-wciąż eliminuje orędowników prawdy (nawet tej partykularnej). Choć na Zachodzie tacy orędownicy są także niemile widziani-m.in. każe się usuwać krzyże z przestrzeni publicznej, choć do bezpośredniej eksterminacji Syna CZłowieczego, dochodzi bardzo rzadko
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]