Miejsce literatury

Miejsce literatury

27.10.2019
Czyta się kilka minut
„Niewiele trzeba, aby nasz język stał się leniwy. Dlatego każdy pisarz musi być dla siebie bardzo surowy, stać nad sobą z biczem” – mówiła czeska powieściopisarka Radka Denemarková.
"Z dziejów radości" - spotkanie z Radką Denemarkovą, Kraków, 26 października 2019, fot. E. Dufaj
H

Hasło przedostatniego dnia Festiwalu brzmiało „miejsca”, dlatego też kolejne spotkania dotyczyły właśnie przestrzeni, z której pochodzą nasze opowieści. „Skąd bierze się w nas potrzeba powracania do przeszłości? Chodzi o tęsknotę za czasem sprzed dorosłości, czasem łapczywości życia – to nie jest tak, że tracimy ten czas. Od nas zależy jak długo utrzymamy w sobie tę świeżość” – mówiła Marta Dzido, autorka powieści o znaczącym tytule „Frajda”. Jakub Małecki, autor „Dygotu”, z kolei przyznał, że interesuje go postrzeganie czasu przez osoby starsze, ich sposób przeżywania przeszłości. „Ciągnie mnie do osób starszych, ponieważ dla nich przeszłość nie jest tylko tym, co się wydarzyło. Oni żyją tym wciąż, to jest częścią ich codzienności. Przeszłość jest w nas i nie da się od niej odciąć”. I właśnie to nieustanne żonglowanie perspektywami, ale także perspektywą czasu i miejsca, wydaje się kluczowe nie tylko w przypadku prozy Dzido i Małeckiego.

Popołudniu na pytania swoich czytelników odpowiadała laureatka Nagrody Nobla, Olga Tokarczuk. Czytaj relację ze spotkania „Teraz mogę wszystko!”. 

„Pisanie to walka o język” – mówiła Radka Denemarková w rozmowie z Mariuszem Szczygłem. W przypadku tej wybitnej czeskiej prozaiczki nie ma wątpliwości, że to deklaracja jak najbardziej serio. Wszystkie jej powieści idą pod prąd: zarówno przyzwyczajeniom czytelniczym, jak i wszelakim stereotypom (o literaturze czeskiej, kobiecej, historycznej i innych). „Pisanie to walka z utowarowieniem świata i egzystencji. Prawdziwa literatura nie może być wykalkulowana na sukces i wysoką sprzedaż – wtedy bowiem traci wszystko, co najważniejsze” – mówiła pisarka, której ostatnia powieść stała się w Czechach bestsellerem, wbrew oczekiwaniom wydawcy i samej autorki. Ale nie ma w tym paradoksu – w świecie, gdzie wszystko jest wygładzone i przygotowane do szybkiej konsumpcji, istnieje realny głód prawdziwych opowieści. Denemarková opowiadała także o przełamywaniu tabu historii. „Każdy naród lubi stawiać się w roli ofiary. Ale każdy ma też trupy w szafie i Czesi nie są tu wyjątkiem” – mówiła przy okazji dyskusji o recepcji jej powieści „Pieniądze od Hitlera”, opowiadającej o losach sudeckich Żydów w czasie wojny i tuż po niej.

Wątek miejsca powrócił także przy okazji spotkania z Didierem Eribonem, autorem głośnej książki, nie tylko we Francji, „Powrót do Reims”. Socjolog opowiadał o genezie tej skomplikowanej autobiografii – jako młody człowiek wyjechał ze swojego małego, prowincjalnego miasteczka, gdzie jako homoseksualista czuł się źle. „Wstyd, który mi wtedy towarzyszył z powodu mojej orientacji seksualnej, zamienił się w coś szerszego – we wstyd z pochodzenia z prowincji, z klasy robotniczej” – mówił. Impulsem do napisania książki była śmierć ojca – człowieka, którego właściwie nie znał. „Chciałem wrócić do mojego rodzinnego miasteczka, ale jako socjolog. Spróbować opisać moją rodzinę i siebie samego w kontekście społecznym” – mówił. Co ciekawe – ta osobista książka, do tego opisująca bardzo specyficzny kontekst historyczny i polityczny francuskiej prowincji ostatnich dekad, okazała się uniwersalną opowieścią, w której potrafili odnaleźć się ludzie z całego świata. Być może dlatego, że autorowi udało się uchwycić bardzo uniwersalny mechanizm działania wstydu – zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym. Dalszą część rozmowy zdominowała polityka, a konkretniej umacniający się w całej Europie w ostatnich latach prawicowy populizm. Zdaniem Eribona problem wziął się z kryzysu, w jaki popadła lewica. „W latach 80. uwierzyliśmy w liberalną narrację o bezklasowym społeczeństwie, przez co lewica przestała zajmować się problemami klasy robotniczej. Do kogo mieli się więc zwrócić ludzie zmagający się z ekonomicznym wykluczeniem? Zaczęli głosować na skrajną prawicę, która obiecała im proste rozwiązania” – podsumował gorzko francuski badacz.

Ostatnim gościem tego dnia była Chimamanda Ngozi Adichie, amerykańska pisarka nigeryjskiego pochodzenia, autorka głośnej powieści „Amerykaana”. Dyskusje zdominował problem wolności – jej znaczenia, ale też ograniczeń. „Wolność jest wtedy, gdy możesz mieć wszystko gdzieś” – powiedziała na samym początku. Choć to wdzięczna definicja, szybko okazało się, że wymaga kilku istotnych modyfikacji. „Jestem pisarką, dlatego kluczowa jest dla mnie wolność do tworzenia opowieści. Literatura to moja religia, sens mojego życia. Gdybym nie mogła czytać, moje życie straciłoby sens” – mówiła Adichie. Z definicjami takich pojęć jak „wolność” w ogóle jest problem, bo wymagają uproszczeń, pominięcia ważnych niuansów. Być może dlatego lepiej o wolności opowiadać, zwłaszcza w długich i wielowątkowych powieściach. Opowieści w ogóle okazują się lepszym narzędziem zmiany świata niż suche, wykładane wprost argumenty. Ale tu znowu pojawia się zagrożenie – jeżeli każdy może opowiadać, siłą rzeczy pojawią się opowieści nikczemne, cyniczne i okrutne. „Dlatego nigdy nie można się poddawać, trzeba walczyć. Nie możemy rezygnować z kategorii prawdy – ona istnieje obiektywnie. Ale na złą opowieść najlepiej odpowiadać dobrą” – mówiła pisarka. Dobrym przykładem może być walka ze stereotypami. „Gdy przyjechałam do USA, nawet moi świetnie wykształceni przyjaciele nie mogli sobie wyobrazić życia klasy średniej w Nigerii. Nie dziwię im się. Gdy pokazuje się w zachodnich mediach Afrykę, to jest to albo głód i nędza, albo safari. Takie białe plamy najlepiej zapełniać właśnie literaturą” – podsumowała.

POLECAMY: Portret Chimamandy Ngozi Adichie "NIGDY NIE MA TYLKO JEDNEJ HISTORII"


CZYTAJ WSZYSTKIE RELACJE Z WYDARZEŃ CONRAD FESTIVAL 2019 >>>

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]