Między emancypacją a reprodukcją

Nasza euro-amerykańska kultura znalazła się w takiej fazie historycznego rozwoju, w której musi poszukiwać nowych form wspólnego życia kobiet i mężczyzn - a przede wszystkim strategii reprodukcji, które, będąc zgodne z wymogami społeczeństwa ponowoczesnego, do jakich należy zrównanie praw płci, nie niosą z sobą groźby katastrofy demograficznej i wymarcia populacji - pisze w ODRZE (11) prof. Barbara Szacka, socjolog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej.

Stworzyliśmy bowiem społeczeństwo, do którego wymogów nie przystaje odwieczny i zgodny z ludzkim biogramem wzór reprodukcji. Nie sposób pogodzić przecież uprzemysłowienia i urynkowienia z tradycyjnym podziałem ról między kobietą i mężczyzną. Równocześnie niemożliwy jest masowy powrót do XIX-wiecznego modelu rodziny - trzeba by zamknąć dla kobiet rynek pracy oraz dostęp do wykształcenia, co jest niewyobrażalne zważywszy na dzisiejsze tendencje emancypacyjne (Kościół katolicki mimo to stawia takie wyzwanie: “Dążąc do umocnienia rodziny zgodnie z XIX-wiecznym wzorem, jakiemu nadaje pozór odwieczności, nie ogranicza się do pouczania adeptów stanu małżeńskiego o szkodliwości środków antykoncepcyjnych i o powinnościach żony, która winna czekać na męża z obiadem i nigdy nie odmawiać mu współżycia, ale także nie ukrywa niechęci dla pełnego zrównania obu płci").

Kłopot w tym, że strategie reprodukcyjne, proponowane dotąd jako zgodne z wymogami wysoko rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, nie sprawdziły się. Pierwszym pomysłem na wychowanie potomstwa w warunkach równości mężczyzn i kobiet było powierzenie opieki nad dziećmi wyspecjalizowanym instytucjom (nawiązywano tu do koncepcji przewidywanej dla idealnego państwa przez Platona). Praktycznym wyrazem tego projektu stały się izraelskie kibuce, lecz okazało się, że “pokolenie wychowywanych kolektywnie dzieci nie odtwarzało wzoru rodziców: odchodziły one z kibuców i zakładały własne rodziny, same zaś kibuce traciły z czasem popularność". Próbą drugą były rozmaite działania państwa: urlopy macierzyńskie i wychowawcze oraz różne zasiłki, mające na celu co najmniej czasowe wycofanie kobiet z rynku pracy i skłonienie ich do wyłącznego zajęcia się rodziną czy dzieckiem (jeśli przyszło im wychowywać je samotnie). Mechanizm ten jest skuteczny, tyle że niesie rozmaite niebezpieczeństwa. Państwo opiekuńcze jest przedsięwzięciem kosztownym - skutkiem koniecznego czasem ograniczenia jego szczodrości jest każdorazowy spadek stopy urodzin. Z kolei zasiłki dla samotnych matek sprawiają, że “państwo staje się zastępczym mężem i ojcem" - tak było choćby pod koniec lat 70. w Wielkiej Brytanii, gdzie bezrobotne dziewczęta decydowały się na ciążę licząc na zasiłki dla samotnych matek. Także zasiłki rodzinne, pomyślane jako wsparcie mające umocnić dom, mogą mieć odwrotne skutki w postaci rozbijania małżeństw jako sformalizowanych związków. Można to było zaobserwować niedawno w Polsce, gdy po zmianie zasad przyznawania takich zasiłków wzrosła liczba spraw rozwodowych w sądach.

Mimo tych niepowodzeń, kierunek poszukiwań nowej strategii reprodukcyjnej dla współczesnego społeczeństwa wydaje się jednoznaczny: jest nim “kształtowanie takiego wzoru mężczyzny, w którym ojcostwo zajmuje takie samo miejsce, jakie macierzyństwo zajmuje we wzorze roli kobiety, oraz stwarzanie warunków do jego realizacji". Nie będzie to łatwe, bo zrównanie kobiet i mężczyzn w roli rodziców byłoby rewolucją nie mniejszą niż ta, jaką było zrównanie poddanych chłopów i szlachty w roli obywateli.

“Jednakże warto próbować, albowiem stawka jest wysoka. Niewykluczone, że gra dotyczy przeżycia naszego gatunku. Tak jest, jeśli prawdziwą jest teza o atrakcyjności wzoru ponowoczesnego społeczeństwa i nieuniknionej jego realizacji w całym globalizującym się świecie". Nawet zaś jeśli nie jest to teza prawdziwa, to jeśli nie znajdziemy rozwiązania, “zniknie nasz euro-amerykański świat i jego kultura, w obecnym kształcie hamująca reprodukcję".

Niewykluczone wszakże, że tak “pesymistyczne spojrzenie na rozdźwięk między koniecznym w społeczeństwie ponowoczesnym równouprawnieniem kobiet i wymogami procesu reprodukcji" jest przesadzone. Być może “spadek liczby urodzeń, mimo trudności, jakie stwarza państwom, w których się pojawia, należy oceniać pozytywnie z perspektywy przyszłości człowieka". Nie tak dawno przecież obawiano się, że na Ziemi może pojawić się więcej ludzi niż jest ona w stanie wyżywić. “Może więc spadek stopy urodzeń, pojawiający się wraz ze społeczno-kulturowymi przemianami charakterystycznymi dla ponowoczesności, zwiastuje ludzkości nie złą, ale dobrą, a nawet bardzo dobrą przyszłość".

KB

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2004