Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Marsz z dziegciem

Marsz z dziegciem

12.11.2018
Czyta się kilka minut
Taki był ten 11 listopada, jak i cały poprzedzający go rok.
Warszawa, 11 listopada 2018 r. / Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Warszawa, 11 listopada 2018 r. / Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
1

11 listopada 2018 r. obnażył słabości i śmieszności polskiego państwa, którego stulecie nowoczesnego żywota mieliśmy obchodzić, małość jego elit, a jednocześnie jakże często sprawdzającą się tu zasadę, że improwizacja, prowizorka i nagłe łatanie okazują się per saldo prowadzić do pożytecznych skutków.

Po miesiącach pełnych lokalnych inicjatyw (o czym w kolejnym numerze „TP” w tekście Marcin Napiórkowski) powinniśmy raz a dobrze, na skalę całego kraju i centralnie, zdmuchnąć świeczkę na biało-czerwonym torcie. A jednak kiedy przyszło do projektowania czegoś najbardziej oczywistego – uroczystej parady przez stolicę – dał o sobie znać jeszcze mocniej niż poprzednio (bo pomnożony przez symboliczne „sto”) problem, jaki rządząca Polską prawica ma ze skrajną prawicą.

W sensie politycznym znaczy ona tyle co nic, ale od paru lat potrafiła, na ten jeden dzień w roku, 11 listopada, skutecznie zagospodarować ulicę, prowadząc marsze, którym od kilku lat nie sposób odmówić masowości, mimo że zachowują swój radykalno-pogromowy posmak. Klasa polityczna, nawet rozumiejąc szkodliwość wizerunkową falangistowskiego festynu, niespecjalnie miała dotąd pomysł, co z tym fantem uczynić – wszak formalnie były to zgodne z ustawą imprezy, zgłoszone przez legalne organizacje. Wystarczyło zamknąć oczy i odczekać do następnego listopada.

Aż do teraz, do 11 listopada 2018 r., kiedy nagle się okazało, że organizacje te są nie tylko całkiem legalne, lecz także na tyle bezczelne, aby traktować jedyną imprezę naprawdę potrafiącą ściągnąć tłumy jak swoją własność – i twardo negocjowały ewentualny patronat oraz udział dostojników państwowych. Właśnie to chyba mogło najbardziej boleć w poprzednim tygodniu: nie samo istnienie wiecowo-pogromowej łobuzerii odtwarzającej mroczne nurty polskiej polityki sprzed prawie stu lat – przy serdecznym wsparciu kolegów z zagranicy, dla których, w odróżnieniu od naszych dziarskich chłopców, epitet „faszyści” nie jest wcale przesadą – ile miękkość prezydenta Polski.

Andrzejowi Dudzie najwyraźniej nie przeszło przez myśl, że skoro tak lubi mówić o łączeniu ponad podziałami, to ma obowiązek użyć wszystkich środków państwa – podobno już sprawnego – aby rodacy nie musieli, chcąc pójść w marszu patriotów, ulegać szantażowi skrajnych organizacji, niezgodnych z polską kulturą polityczną.

Trudno policzyć, ile z ćwierć miliona ludzi, którzy przyszli na marsz w ubiegłą niedzielę, uczyniło to, bo wskutek nagłej improwizacji władz – sprowokowanej (na szczęście?) przez stołeczny ratusz – cały marsz zyskał status neutralny, „państwowy”, biało-czerwony. Na pewno znaczna ich część – gdyby zapytać ją wprost o poparcie dla rasizmu, przemocy i całkowite odrzucenie integracji europejskiej – odpowiedziałaby negatywnie. Obecność w dalszej części marszu emblematów ONR czy Młodzieży Wszechpolskiej (wraz z przedziwną galerią portretów, gdzie obok Dmowskiego i Kasznicy widnieli Sienkiewicz i prymas Wyszyński...) była tym, czym w istocie jest: przykrym zgrzytem i zarazem memento, że wszelkie emocje zbiorowe potrafią się degenerować.

Owszem, tym razem wszystko przebiegło spokojnie i skrajności zostały tam, gdzie ich miejsce – na marginesach. Ale to nie wynik świadomego działania władzy. W dniach poprzedzających 11 listopada 2018 r. jej przedstawiciele odmieniali słowa „jedność” i „wspólnota” przez wszystkie przypadki. Być może ośmielone tym przypadkowym sukcesem pokażą za rok, że państwo polskie istotnie wstaje z kolan – przed swoimi wewnętrznymi wrogami, którym ojczyzna co prawda z ust nie schodzi, ale którzy chcieliby ją urządzić tak, że dla większości z nas nie byłoby w niej miejsca.


CZYTAJ TAKŻE:

Po co nam takie państwo i dlaczego mielibyśmy świętować rocznicę jego istnienia? Jaki jest kłopot z 11 listopada?

Dariusz Kosiński: Dokąd maszeruje niepodległość >>>

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dla mnie i wielu osób, które znam, już nie było miejsca na tak ważnych obchodach a i sam prezydent nie omieszkał we wcześniejszym okresie mnie i wiele osób, które znam, degradować. Nie jestem więc pewna czy wewnętrznym wrogiem są wyłącznie "dziarscy chłopcy" i też czy rzeczywiście takie określenie ich wystarcza.

jak sugeruje Autor są problemami Polaków - nasz kłopot to b o l s z e w i c k i e pisiactwo, wreszcie zaczęło się o tym głośno i publicznie mówić

mówią, że bolszewicy od Kaczyńskiego razem z prawakami/nacjonalistami/faszystami polskie święta państwowe zawłaszczyli - to nieporozumienie, oni je po prostu zdecydowanej większości Polaków swą bezczelną i arogancką nachalnością, obłudą i zakłamaniem o b r z y d z i l i

Patrząc na to wydarzenie nie do końca wiem czy był to jeden marsz czy dwa marsze. Cyba dwa. Jeden ściśnięty, wystraszony (zwłaszcza na początku). dla bezpieczeństwa, otoczony kordonem wojska. I potężna manifestacja idąca kilometr dalej i robiąca wszystko, by symboliczne nie mieć nic wspólnego z marszem idącym przed nimi. Można mydlić oczy i wmawiać, że rządzący mieli wszystko pod kontrolą, ale to tylko ich życzenia. W rzeczywistości, organizatorzy marszu nr 2 poczuli własną siłę i słabość tych którzy dla pozoru szli wystraszeni w marszu nr 1. te 250 tysięcy to nie ci którzy przyszli na marsz prezydenta, lecz ci co przyszli na marsz dla ich początkowych organizatorów i z radością odpalali race zamiast wnosić flagi. Policzyli się, poczuli własna siłę i słabość włądzy która może im ..., ... i która musi się przed nimi chronić kordonem wojska, nie dlatego że tak ładniej, lecz dlatego przyczajony z tyłu rottweiler wcale nie jest na jego smyczy, i wcale nie chce się ich słuchać. Rottweiler, już nigdy nie da się wziąć na smycz. Zbyt gardzi strachem który zobaczył w oczach pochodu nr 1. Zbyt dobrze czuje wiatr z europy i świata by chować się za plecami innych i nie skorzystać z okazji bezpośredniego udziału we we władzy. Trochę jak u schyłku republiki weimarskiej, gdy stary, schorowany, bezsilny przywódca, czujący rozgoryczenie za historyczne niegodziwości które spotkały jego naród, przekazuje władzę nowemu dynamicznemu przywódcy który sprawia wrażenie że rozumie jego rozgoryczenie i jest w stanie siłą i dyplomacją oddać temu narodowi to co mu się słusznie należy od sąsiadów. Sprawić, by jego naród zyskał należną mu przestrzeń do życia. I patrząc na pochód czułem strach, ten sam co patrząc na pierwszy kamień potrącony na szczycie bezsensownie nakładanych na siebie kamieni. Ci ludzie już się policzyli i poczuli swoją moc. będzie ich teraz strasznie trudno zatrzymać. Każdemu

„aby rodacy nie musieli, chcąc pójść w marszu patriotów, ulegać szantażowi skrajnych organizacji, niezgodnych z polską kulturą polityczną.” Panie Pawle rodacy nie musieli pójść w marszu pod dyktando skrajnych organizacji, jednak poszli. Ogłupieni nieco manewrami władzy, ale głównie dlatego, że tak po cichu tym organizacjom kibicują. Nigdy specjalnie nie uczyliśmy się na błędach, zwyczajnie nie znamy naszej historii, tej prawdziwej. Karmimy się podawaną nam papką. Pracuje z takim jednym gościem, co to rozumy wszystkie pozjadał. Lubi na rybki chodzić, twierdzi że dorsza w Bałtyku wyżarły foki, a gdy pytam gdzie i kiedy taką fokę widział, przecież mieszka z widokiem na Bałtyk, Mówi, że cwane są, nażrą się u nas i płyną do Szwecji brzuchy na kamieniach wygrzewać. On tak na serio niestety. Nasz pan Prezydent też jest takim chłopkiem roztropkiem, którego knypki z ONR ograły. Znaczy one go nie ograły, sam się podłożył, na dodatek się cieszy, chłopina zupełnie nie jarzy co robi nie tak. O kulturze naszej polityki to proszę nie pisać co z nią zgodne, a co sprzeczne. Tej kultury zwyczajnie nie ma, my hołdujemy myśleniu - Jakoś to będzie.

Osobiscie w tym dniu uroczystym skończyłam pisać artykuł o stosunku Dmowskiego do Piłsudskiego, potem obejrzałam świetny film polecany przez red. Anitę Piotrowską p.t. "Winni", a potem napiliśmy się piwa z przyjaciółmi za zdrowie naszej kochanej Polski, jakakolwiek by nie była. Co do 250-tysięcznego marszu - znajoma z Olsztyna pisała, ze tam wręczano bilety na pociąg +50 zet, żeby tylko ludzie pojechali do Warszawy i wzięli udział w marszu. Podejrzewam, ze Olsztyn nie był jedynym miejscem, gdzie tak zachęcano ludzi. W piątek stojąc na przystanku autobusowym usłyszałam rozmowe telefoniczną pana wyglądającego na bezdomnego. Namawiał swojego rozmówcę, aby koniecznie przyjechał do Warszawy na marsz, bo Józiek z Hajnówki przyjedzie, i Kazik z Białegostoku też. Wiec będzie fajnie:)))

... takimi komentarzami. To inteligencki i katolicki tygodnik. Nie ładnie używać słów " podejrzewam ",lub oceniać kogoś po wizerunku- "wyglądającego na bezdomnego "... Czasami pozory mylą...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]