Ku bezdrożom

Co się właściwie z nami dzieje? Jaką ewolucję moralną przechodzimy? W życiu publicznym odzwierciedlanym przez media zdaje się coraz bardziej działać zasada obowiązku oburzenia moralnego. Czytam w felietonie Wojciecha Bonowicza (z nr. 27), sąsiada na stronie "Tygodnikowej", o żądaniach pod naszym adresem (w kwestii dramatu Agaty): "powinniście napiętnować, a nie tłumaczyć". Oburzenie (a może i więcej: wstręt moralny, koniecznie expressis verbis wyrażony) daje nie tylko komfort psychiczny, daje również uznaną kwalifikację, świadectwo z czerwonym paskiem, i to w dziedzinie najważniejszej: etyki.
Czyta się kilka minut

Napisałam, że media odzwierciedlają życie publiczne. A może one je coraz bardziej urabiają? I to w sytuacji, gdy ludzie bronią się i protestują? Telefony do wieczornego programu w TVN 24 roją się od próśb: przestańcie nam pokazywać w kółko kłótnie polityków, przestańcie częstować obecnością tych najbardziej agresywnych, ziejących inwektywami. Nic z tego. Jedno głupie odezwanie się posła gdzieś na korytarzu sejmowym do przypadkowego dziennikarza zostaje natychmiast podchwycone, utrwalone, i oto już trzech gości w studio ma się wypowiadać najzupełniej serio, co o tym myśli i jak ocenia. Jedna notka w jednej gazecie, i już dziennikarz na wizji uruchamia telefon do ministra prezydenckiego i prowokuje do obfitego protestu i zgorszenia. I tak to rośnie, jak zatrute wyziewy, które pielęgnuje się w zamknięciu, zamiast rozegnać strumieniem świeżego powietrza. Lubimy to? Gorzej: widzimy w tym drogę moralnego odrodzenia.

Jest przepaść jakości moralnej między zatroskaniem o dobro, któremu zagrażają jakieś niepokojące symptomy, a pilnowaniem cudzych sumień przed grzechem. Pierwsze jest obowiązkiem każdego wyznawcy dobra, drugie mało komu zlecono, i to w ograniczonym zakresie tylko. Przeczytałam niedawno u felietonisty-moralisty (sądzę, że bardzo młodego) słowa oburzenia na nasze prawo, które ma zezwalać na czynienie zła, a zabraniać publicznego piętnowania (po imieniu!) zło takie czyniących (chodziło o niekaralne wyjątki od ustawowego zakazu aborcji). Zastanawia mnie ta przemożna potrzeba "piętnowania" jako formy apostolstwa... Ale nawet i w wezwaniu do modlitwy za grzesznika, jeśli po imieniu wymieniony, też, gdy dobrze się wsłuchać, kto wie, czy nie odnajdziemy tej samej nuty satysfakcji, może pokrewnej modlitwie w synagodze, zaczynającej się od słów: "dziękuję Ci Boże, że nie jestem jak tamten grzesznik...".

Dlatego nie mogę pogodzić się z przeczytanym w 27. numerze "Tygodnika" zdaniem, w którym autor, podsumowując moralne wnioski płynące z filmu "Trzech kumpli", stwierdza i to: "Tragizm Lesława Maleszki jest wielowymiarowy, ale najważniejsze wydaje się to, że w obecnym stanie swojego sumienia Maleszka nie ma chyba szans na doświadczenie katharsis".

Przecieram oczy. Panie redaktorze Darku, kto dał komukolwiek z nas, chrześcijan, prawo do wyrokowania o cudzym sumieniu i cudzych szansach nawrócenia?

PS. Serdecznie dziękuję Przyjaciołom i Czytelnikom, którzy przysłali mi życzenia z okazji jubileuszu 60-lecia pracy w "Tygodniku". Nie zdołam, niestety, podziękować każdemu osobiście. J.H.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2008