Kto to lubi

Ile razy w ciągu jednego dnia w serwisach informacyjnych i publicystycznych naszych telewizji przywołane zostały te dwa zdania, których na żywo nikt nie słyszał? Pierwszy zacytował je minister prezydencki, a wypytywany, skąd wie, skoro go tam nie było, nic nie wyjaśnił. Zapewnił tylko, że "pan prezydent poprosił pana premiera, żeby... a wtedy usłyszał, że..." Nie minęła godzina, jak zrelacjonował to sam główny bohater. "Już w godzinę o tym zapomniałem" - dodał, no ale wcześniej zacytował, i to nawet uściślając pierwotną wersję. Więc nic już nie stało na przeszkodzie, żeby posypały się powtórki (obu zresztą wersji) i komentarze do nich. Mogli sobie nestorzy dziennikarstwa telewizyjnego wyrażać przy tym niesmak i zgorszenie, smucić się i dziwić, ale każdy z nich spieszył przede wszystkim raz jeszcze przywołać te same migawki wejść, przywitań, zasiadań i wyjść, a potem kolejnego gościa w studiu pytał najpoważniej w świecie: "i co pan na to?".
Czyta się kilka minut

Nawet nie warto porównywać, ile w ciągu dni "brukselskich" poświęcono czasu i uwagi czemukolwiek innemu, od kryzysu na światowych giełdach po los porwanego w Pakistanie polskiego inżyniera. A cóż dopiero mówić o sprawach tak drobnych, jak na przykład wiadomość, że kończący właśnie pracę (była już pierwsza tura wyborów) sejm litewski nie zajął się, tak jak być miało, ustawą pozwalającą na pisownię polskich nazwisk po polsku, co dla trzystutysięcznej mniejszości polskiej jest problemem najbardziej chyba bolesnym. Gdzieś w prasie mignęła mi notka na ten temat, i wydała mi się wieścią bardzo niedobrą, ale taką, która nikogo u nas nie obeszła. Pewnie nic dziwnego, skoro w ogóle od pewnego czasu coraz mniej wieści o naszych rodakach na wschód od nas, a dawniej żywa i energiczna "Wspólnota Polska", odpowiedzialna za te sprawy po stronie polskiej, tak jakby przestała być widoczna. Czy nowy od pół roku prezes, który zastąpił zasłużonego i spracowanego profesora Stelmachowskiego, pan Maciej Płażyński, choć raz został zaproszony na rozmowę o problemach Wspólnoty do tych studiów, które teraz nie mogą odkleić mikrofonów i kamer od najmniejszego szczególiku wojny polsko-polskiej?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2008