Reklama

„Kropa” drąży skałę

„Kropa” drąży skałę

25.08.2009
Czyta się kilka minut
Z Jerzym Kropiwnickim rozmawiał Paweł Spodenkiewicz.
P

Paweł Spodenkiewicz: Ilu Ocalałych oraz członków ich rodzin przyjedzie na obchody 65. rocznicy zagłady Litzmannstadt Ghetto?

Jerzy Kropiwnicki: Nie potrafię jeszcze podać dokładnie, ponieważ liczba osób zgłoszonych stale rośnie. Początkowo wiedzieliśmy o stu osobach, teraz ich liczba dochodzi już do tysiąca. Z jednej strony zainteresowanie obchodami jest ogromne, widzimy to chociażby po liczbie wejść na nasze strony internetowe i liczbie maili, które dostajemy. Z drugiej strony, jest to już 65. rocznica. Najmłodszy spośród tych, którzy getto przeżyli, ma 70 lat. To nie jest wiek, w którym łatwo podjąć decyzję o dalekiej podróży. Zdarzają się więc i takie przypadki, że ktoś z żalem odwołuje swój przyjazd, wcześniej potwierdzony. Ogólnie oceniamy, że na świecie jest 13 tysięcy rodzin, które mają lub miały w swoim gronie osobę ocalałą z Litzmannstadt Ghetto.

Skąd te dane? Czy organizatorzy obchodów utrzymują kontakt z rodzinami, które chcą przyjechać?

Tak. Ze względów bezpieczeństwa musieliśmy dość dokładnie poznać liczbę gości. Rezerwujemy dla nich specjalne miejsca w czasie głównych uroczystości w Parku Ocalałych. Tam będą wyodrębnione dwa sektory widowni. Jeden zostanie przeznaczony dla nich oraz dla osobistości oficjalnych - pana prezydenta RP, ambasadorów, szefów różnych organizacji międzynarodowych. Będą tam też osoby, które przy tej okazji zostaną odznaczone przez pana prezydenta orderami za ratowanie Żydów w czasie wojny. Ten sektor podlegać będzie szczególnej ochronie. Do drugiego sektora, otwartego, będzie można wejść bez zaproszeń.

To już drugie tak wielkie obchody rocznicy zagłady getta, organizowane przez Pana - pierwsze odbyły się pięć lat temu. Wtedy powstał pomnik na stacji Radegast...

Do tamtych obchodów przekonał mnie profesor Władysław Bartoszewski, który kilka dni po objęciu przeze mnie funkcji prezydenta Łodzi przyszedł do mnie i powiedział, że ma osobistą prośbę jako do starego towarzysza walk w Solidarności i współuczestnika w rządzie Jerzego Buzka. Zaproponował, żeby obchodom 60. rocznicy zagłady getta nadać godną oprawę. Żeby ludzie, którzy przekroczyli już dojrzały wiek, wiedzieli, że wraz z nimi nie umrze również pamięć o nich. Ja mu to obiecałem.

Zacząłem myśleć o stworzeniu jakiegoś trwałego znaku, który zapadałby w pamięć. Początkowo zastanawiałem się nad wyborem różnych obiektów. W Łodzi wiele budynków z getta przetrwało, łącznie z tymi, które mogą rodzić silne emocje, a więc siedzibami organów administracji czy budynkiem, gdzie funkcjonowała Rada Starszych. Żadna z tych lokalizacji do mnie nie przemawiała. W pewnym momencie ktoś powiedział mi, że w Łodzi jest zapomniany dworzec Radegast, zbudowany specjalnie do obsługi getta. Był to dworzec, na który Niemcy przywozili Żydów z różnych miast Polski i Europy, na który dostarczali różne surowce i półfabrykaty potrzebne w procesie produkcji w getcie, z którego wywożono produkty gotowe i który posłużył także do ostatecznej odprawy Żydów do obozów śmierci. Poszedłem to zobaczyć. Widok był nieprzyjemny: zaniedbana, obsmarowana i zarośnięta rudera. Akurat było po roztopach, więc szedłem po kostki w błocie. Uznałem jednak, że jest to właściwe miejsce na pomnik, zwłaszcza że obszedłem budynek dookoła i zobaczyłem szynę z napisem: "Krupp 1939".

Miejsce to poleciłem zagospodarować architektowi Czesławowi Bieleckiemu, który sam o sobie mówi, że jest polskim Żydem i każda z części tej definicji to jest powód do jego dumy. Poznałem go w stanie wojennym, potem wspólnie działaliśmy w AWS. Bielecki ma trudny charakter, jest wręcz nieznośny, ale to bardzo dobry, dla mnie wręcz genialny architekt, z dużą wrażliwością przestrzenną. Wiedziałem, że potrafi zaprojektować odpowiedni pomnik, będący wyrazem wielkiej czci dla osób pomordowanych, z poszanowaniem uczuć Żydów i Polaków. Natomiast Park Ocalałych, czyli miejsce, gdzie byli więźniowie getta sadzą drzewka, był już własną inicjatywą kilkorga z tych osób. To od nich trafiła do mnie prośba, by oprócz uczczenia tych, którzy zginęli, znalazło się miejsce dla tych, którzy przeżyli, jakiś symbol życia.

Tuż obok Parku Ocalałych stoi pomnik Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Dlaczego powstał właśnie w Łodzi?

To była idea Czesława Bieleckiego, który z koncepcją uczczenia Sprawiedliwych kolędował po kilku miastach. Nie wiem, dlaczego prezydenci Warszawy i Krakowa nie byli zainteresowani - to już pytanie do nich.

Ale czy akurat Łódź jest najwłaściwszym miejscem, skoro liczba Żydów ukrywanych w mieście po aryjskiej stronie to około dziesięciu osób, z czego połowa ukrywała się w rodzinach niemieckich?

Było ich trochę więcej. Osoby mówiące, że ukrywały się w Łodzi u znajomych czy sąsiadów, liczy się w setki. Zresztą liczby nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Uważałem, że w Polsce powinno być takie miejsce, gdzie czci się pamięć Sprawiedliwych. Skoro moim kolegom z innych samorządów nie starczyło wyobraźni, by to zrozumieć, skoro lękali się negatywnych reakcji społecznych - co dawano do zrozumienia Czesławowi Bieleckiemu - uznałem, że takie miejsce musi się znaleźć w Łodzi, w centrum Polski.

Większość domów służących przed wojną i podczas wojny społeczności żydowskiej jest dziś w Łodzi oznaczona tabliczkami z tekstem w trzech językach. Jak podchodzi do nich chuliganeria?

Różnie. Na ogół nie są niszczone. Liczba plakietek wymagających każdego roku naprawy jest mniejsza, niż się na początku spodziewaliśmy. Wiedziałem oczywiście, że trzeba będzie przeorać świadomość mieszkańców miasta, i to się chyba udało.

Nie mam specjalnych powodów do narzekania na łodzian. Naturalnie widzę czasem przejawy głupoty i wandalizmu, i denerwują mnie one. Są ludzie, którzy nie rozumieją, że jeżeli napiszą: "Żydzew", będzie to dowcipne dla nich, ale pięć, pięćdziesiąt czy pięćset kilometrów od tego miejsca może to kogoś bardzo głęboko urazić. Napis: "Widzew Żydy" nie jest odbierany wyłącznie jako wyzwisko kibica, czasem kogoś uderza w bardzo obolałe miejsce. Chyba jednak pod tym względem zmienia się na lepsze w porównaniu z sytuacją sprzed sześciu lat. Wtedy dominującymi motywami na murach był napis: "Żydy do gazu" i szubienica z gwiazdą Dawida. Te dwa najbardziej podłe elementy graficiarskie raczej wyszły z użycia.

W roku 2006 został Pan ponownie wybrany na prezydenta Łodzi. Chyba świadczy to o tym, że upamiętniając żydowską przeszłość Łodzi, nie działa Pan wbrew opinii publicznej w mieście?

Gdy organizowałem pierwsze obchody w roku 2004, otrzymałem przyjacielskie ostrzeżenie, które można streścić tak: "Kropa, oszalałeś, jak cię Żydzi nie powieszą, to cię chrześcijanie ukrzyżują". Powiedziałem: "Zobaczymy! Kandyduję na drugą kadencję". I zostałem wybrany.

Pańskie zainteresowanie sprawami Litzmannstadt Ghetto było jednak dla wielu zaskoczeniem. Wcześniej był Pan znany jako działacz Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, które nie kojarzyło się raczej z upamiętnianiem przeszłości żydowskiej w Polsce... Nie czuje się Pan odstępcą?

Nie. Najbliższe środowisko mnie nie odrzuciło, jeszcze stosunkowo niedawno byłem prezesem ZChN. Majstersztykiem komunistycznej propagandy, funkcjonującym nie tylko w Polsce, ale na całym Zachodzie było wytworzenie stereotypu, że jeżeli ktoś jest prawicowy, musi być radykalnym antysemitą, wręcz biologicznym przeciwnikiem Żydów, natomiast lewicowiec jest z natury rzeczy wrażliwy, otwarty i przyjazny. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że w tysiącletniej historii Polski jeden jedyny raz zdarzyło się, że antysemityzm był oficjalną polityką rządu. Było to w roku 1968, a więc w okresie, kiedy u władzy stali lewicowi politycy.

Ale przykładowo pod postulatem ZChN zwiększenia udziału Kościoła katolickiego w polskim życiu publicznym chyba niewielu Żydów by się podpisało?

Tak jak pod postulatem zwiększenia udziału chrześcijan w życiu publicznym Izraela. Ale to są sprawy, które nie mają nic wspólnego z naszym tematem. Moja wrażliwość na sprawy żydowskie jest, jak sądzę, wrażliwością chrześcijańską. W kraju, w którym zdarzyła się zbrodnia w tej skali, są do wyboru trzy drogi. Mogę uzasadniać, dlaczego zbrodnia się zdarzyła. Wtedy stoję po stronie zbrodniarzy. Mogę milczeć, ale to też jest stawanie po ich stronie. A jeśli jestem uczciwy, staję po stronie ofiary.

Próbuję o tym przekonywać także ludzi, którzy deklarują głośno swoją niechęć do Żydów. Bywałem jako prezydent Łodzi na spotkaniach ze zbowidowcami. Z moich doświadczeń wynika, że to środowisko najbardziej niechętne Żydom, na pewno bardziej niż środowisko żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Na tych spotkaniach zawsze pytano, dlaczego robię coś dla Żydów, skoro Żydzi robią to czy tamto. I zaczynała się długa historia wylewania żalów. Odpowiadałem, że nie przyszedłem na te tematy dyskutować, nie mam na to czasu ani ochoty. Nawet nie będę ich przekonywał, że ich uczucia powinny być inne. Chcę ich tylko zapytać: czy gdybyście zobaczyli, że Niemcy mordują Żydów, stanęlibyście po stronie ludzi mordujących Żydów czy też stwierdzilibyście, że to była zbrodnia. Nie twierdzę, że od razu cała sala reagowała na to owacją, ale na pewno agresja słabła, a na koniec jedna, dwie, czasem trzy osoby, podchodziły i mówiły, że gdyby były do czegoś potrzebne... Można powiedzieć, że stosunek trzech do czterdziestu to niewiele. Zważywszy jednak na to, jaki był początek spotkania, to już jakieś osiągnięcie. A większość obecnych przynajmniej zrozumiała mój punkt widzenia, nawet jeśli go nie podzielała.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]