„Koncern” Rzepeckiego

Biuro Informacji i Propagandy AK było jedną z najlepszych „marek” Państwa Podziemnego. To ono przygotowało materiały, które zawiózł do Londynu Jan Karski.
Czyta się kilka minut
„Biuletyn Informacyjny” ze stycznia 1943 r. / Fot. Muzeum II Wojny Światowej
„Biuletyn Informacyjny” ze stycznia 1943 r. / Fot. Muzeum II Wojny Światowej

Zanim w okupowanej Polsce rozgorzała walka dywersyjna i partyzancka, i zanim wywiad ZWZ-AK zaczął odnosić sukcesy dostrzegane przez aliantów, grono oficerów i intelektualistów zaczęło tworzyć zalążki niezwykłej podziemnej instytucji. Biuro Informacji i Propagandy ZWZ-AK, bo o nim mowa, grubo przed ukonstytuowaniem się Delegatury Rządu na Kraj kładło podwaliny pod największy fenomen społeczno-polityczny czasu wojny: Polskie Państwo Podziemne. Jego znaczenie polegało na tym, że od momentu wydania pierwszego tajnego pisma zaczęło integrować załamane klęską 1939 r. i podzielone politycznie społeczeństwo, mobilizując je wokół idei oporu i demokracji.

Początki BIP-u sięgają założycielskiego zebrania Służby Zwycięstwu Polski, poprzedniczki ZWZ i AK. Utworzono wtedy Oddział Polityczny, mający zajmować się informacją i propagandą. W 1940 r. został on przekształcony w BIP, a na czele stanął płk Jan Rzepecki, oficer i intelektualista o lewicowych poglądach. Jego zaplecze tworzyły wybitne umysły: ludzie nauki i działacze społeczni, niemal wszyscy wywodzący się ze środowisk, którym bliskie były idee liberalne i lewicowe. Ale byli też tacy jak Władysław Bartoszewski, kształtujący swój światopogląd według reguł chrześcijaństwa.

Jedną z głównych postaci BIP-u był Jerzy Makowiecki, szef kluczowego Wydziału Informacyjnego. Inne osobistości to Marceli Handelsman, Ludwik Landau, Aleksander Gieysztor, Kazimierz Kumaniecki, Witold Kula, Stanisław Herbst i Stefan Kieniewicz. Redaktorem „Biuletynu Informacyjnego”, głównego pisma AK (nakład 25 tys. egz.), był działacz harcerski Aleksander Kamiński, autor „Kamieni na szaniec”. „Biuletyn” był jedną z marek AK – pismem, które informowało i wychowywało w obywatelskim duchu.

Potęga BIP-u, tego „koncernu” Rzepeckiego, przekładała się nie tylko na setki tytułów prasy podziemnej i wielotysięczne nakłady książek oraz materiałów szkoleniowych dla wojska, publikowanych przez tajne drukarnie. BIP prowadził też wojnę psychologiczną z III Rzeszą, znaną jako akcja „N”. Tę jedną z najciekawszych form oporu w okupowanej Europie koordynował Tadeusz Żenczykowski, przed wojną szef propagandy sanacyjnego OZON-u.

Od początku BIP-u jego członkowie dokumentowali wszelkie przejawy okupacyjnego życia i tworzyli analizy. Wiele uwagi poświęcali mniejszościom, w tym Żydom. Stanisław Herbst i Henryk Woliński dokumentowali ich los – oni byli autorami materiałów, które przewiózł do Londynu Jan Karski. Woliński utrzymywał kontakt z gettem w Warszawie i dzięki jego inicjatywom dostrzeżono konieczność utworzenia Rady Pomocy Żydom „Żegota”.

Ale BIP to nie tylko instytucja warszawska: w jego komórkach w całej Polsce działało łącznie kilka tysięcy ludzi – jak np. Zygmunt Klukowski, lekarz ze Szczebrzeszyna, szef BIP Inspektoratu Zamojskiego AK. Był kronikarzem Zamojszczyzny i redaktorem pism podziemnych. Jego dzienniki włączono do materiału dowodowego podczas procesu norymberskiego.

BIP był więc nie tylko narzędziem walki, ale również ośrodkiem badawczym (korzystającym też z narzędzi tzw. białego wywiadu), obywatelskim porozumieniem wypracowującym standardy podziemnego życia i zapleczem intelektualnym dla dowództwa AK, starającym się jednoczyć ludzi wokół idei państwa, rządu i wojska.

Propagował apolityczność AK. Było to tym bardziej niezwykłe, że wielu ludzi BIP-u miało wyraziste poglądy i ambicje, a najważniejszym z nich bliskie było lewicowe spojrzenie na świat. Rzepecki był lewicowym demokratą, Makowiecki i jego krąg wywodzili się z lewicowego SD. Jednak umieli wznieść się ponad swe poglądy. Analizy BIP-u kształtowały opinię kierownictwa podziemia, a Rzepecki uczestniczył w głównych jego decyzjach.

Mimo że BIP był animatorem polityki antykomunistycznej (realizowanej przez specjalny podwydział, tzw. Antyk), a całe jego szefostwo stało na gruncie integralności ziem RP, widząc w Związku Sowieckim zagrożenie, ludzie BIP-u stali się celem oskarżeń ze strony skrajnego odłamu obozu narodowego, wywodzącego się z ONR. Zarzucono im zdradę, mówiło się o „zażydzeniu” BIP-u (w tle tych ataków odgrywały też rolę osobiste animozje). W tej atmosferze doszło do „kainowej” zbrodni na Makowieckim i Ludwiku Widerszalu.

Rzepecki nazywał BIP „towarem najwyższej jakości” i nie była to przechwałka. Jego dorobek – mimo przegranej przez Polskę wojny – częściowo ocalał. Mówiąc ściśle: ocaleli ludzie, intelektualiści i państwowcy. Swe następne lata dalej poświęcali Polsce. Wielu działało w antykomunistycznym Zrzeszeniu WiN, a po więziennych przejściach ratowali to, co dało się uratować już pod komunistyczną dyktaturą.

Świadomość znaczenia BIP-u słabo się dziś przebija – ważniejsza wydaje się walka zbrojna. Tymczasem w pierwszym okresie okupacji istotą oporu nie był bój z karabinem w ręku, lecz wywiad i taka aktywność, jaką prowadził BIP. Sami Niemcy widzieli większe zagrożenie w działalności wydawniczej i propagandowej niż w dywersji, która w większej skali pojawiła się dopiero w czwartym roku wojny. Stąd ich bezwzględne ataki na komórki podziemia przełamujące monopol informacyjny okupanta i nadające podmiotowość podbitej społeczności. Bez BIP-u nie byłoby Państwa Podziemnego w takim demokratycznym kształcie, który dziś jest tak ceniony. ©

Dr JANUSZ MARSZALEC (ur. 1968) jest historykiem, zastępcą dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2016