Katolicy poparli Obamę

Katoliccy wyborcy zignorowali instrukcje grupy biskupów: 54 proc. z nich oddało głos na Baracka Obamę.
Czyta się kilka minut

Ci hierarchowie, na których czele stoją arcybiskupi Charles Chaput i Raymond Burke, twierdzili, że sprawa aborcji jest najważniejszą kwestią w czasie kampanii wyborczej i żadna inna nie może jej przysłonić. W związku z tym dowodzili, że katolicy nie mogą głosować na kandydata "pro-choice". Choć biskupi ci są mniejszością wśród amerykańskich hierarchów, na nich skupiała się uwaga mediów - inni biskupi zachowywali milczenie lub odsyłali ludzi do wydanego przez siebie w 2007 r. dokumentu "Formowanie sumień wierzących obywateli". Milczenie większości biskupów sprawiało, że można było odnieść wrażenie, iż ci najgłośniejsi mówią w imieniu wszystkich.

Niektóre media szacowały liczbę przeciwnych Obamie biskupów na pięćdziesięciu lub więcej. Nie wierzę tym danym. Niektórzy z biskupów, którym przyklejono taką etykietkę, jedynie krytykowali Nancy Pelosi [przewodnicząca Izby Reprezentantów i przedstawicielka liberalnego skrzydła Partii Demokratycznej - red.], kiedy przedstawiła taką interpretację katolickiego nauczania, z którą się nie zgadzali. Inni po prostu powtarzali to, co zostało już sformułowane w dokumencie dla "wierzących obywateli", a mianowicie, że aborcja "nie jest tylko jednym zagadnieniem z wielu". W dokumencie czytamy też, że "jako katolicy nie jesteśmy wyborcami jednej kwestii".

Większość katolików zignorowała tych biskupów, którzy mówili im, by nie głosować na kandydata Demokratów. Latynoscy katolicy, o których powiada się, że od nich zależy przyszłość Kościoła katolickiego w USA, głosowali w przeważającej liczbie na Obamę. Natomiast biali katolicy podzielili swe głosy między obu kandydatów. Oznacza to, że świeccy katolicy odrzucili określanie Partii Demokratycznej "partią śmierci" (jak powiedział abp Burke). Widać, że zgadzają się z tym, co biskupi pisali w swym dokumencie: "Przywódcy Kościoła powinni unikać wspierania lub krytykowania kandydatów czy też mówienia ludziom, jak mają głosować".

Dla katolików, podobnie jak dla innych Amerykanów dominującą kwestią w tych wyborach była gospodarka. Niewielu twierdziło, że najważniejsza jest sprawa aborcji. Ponadto antyimigracyjna retoryka Republikanów odstraszyła Latynosów od tej partii. Joe Biden - doświadczony katolicki senator pochodzący z klasy pracującej, a dziś już wiceprezydent elekt - przyciągnął katolickich wyborców zdecydowanie bardziej niż Sarah Palin, była katoliczka i ewangelicka gubernator Alaski.

Warto odnotować, że podczas kampanii wyborczej znacząco zmieniła się dyskusja o aborcji - a to z powodu pojawienia się znanych katolickich działaczy "pro-life", jak Douglas Kmiec, popierających Obamę. Ci świeccy skontrowali oskarżenia radykalnych biskupów, uznając, iż edukacyjny, socjalny i ekonomiczny program Demokratów zmniejszy liczbę dokonywanych aborcji bardziej niż wezwania Republikanów do prawnych restrykcji. Nie twierdzili przy tym, że aborcja jest sprawą nieważną, lecz raczej starali się zwrócić uwagę na fakt, iż próby czynienia z aborcji przestępstwa jak dotąd zawiodły i nie mają szans na sukces w przyszłości. Pragmatyczni działacze "pro-life" chcieli rezultatów, a nie retoryki. Pomogła także wola Obamy, aby rozmawiać o aborcji jako o kwestii moralnej oraz o programach, które mają zredukować liczbę zabiegów aborcyjnych. Pozwoliło to takim grupom jak "Katoliccy Demokraci" ­(catholicdemocrats.org) głośno wyrażać poparcie dla Obamy.

Nowością w tej kampanii były niezależne grupy - jak "Katolicki Sojusz dla Wspólnego Dobra" (Ca­tholics in Alliance for the Common Good), forsujące pełny program katolickiego nauczania społecznego. Były one w stanie sprzeciwić się grupom, które prezentowały węższą listę imponderabiliów.

Bliższe przyjrzenie się powyborczym sondażom (exit polls) powinno być zniechęcające zarówno dla katolików lewicowych, jak i prawicowych. Katoliccy wyborcy nie wzięli pod uwagę ani konserwatywnych imponderabiliów, ani preferencyjnej opcji "Kościoła dla ubogich". Interesowały ich tylko ich własne rodziny i oni sami.

Czy debata aborcyjna pojawi się w kampanii wyborczej za cztery lata? Wiele zależy od postawy prezydenta Obamy i polityków Partii Demokratycznej w Kongresie. Jeśli przegłosują Ustawę o Wolności Wyboru (Freedom of Choice Act), zdradzą popierających ich katolików z ruchu "pro-life "; dla tych ludzi ponowne poparcie Demokratów będzie niemal niemożliwe. Jeśli zaś za swój priorytet uznają projekty, których efektem będzie zmniejszenie liczby aborcji, wtedy biskupom i Republikanom trudniej będzie prezentować Demokratów jako partię proaborcyjną.

Przełożyła PB

Ks. THOMAS J. REESE SJ jest jezuitą, teologiem i socjologiem, członkiem Woodstock Theological Center na Uniwersytecie w Georgetown, autorem książki "Watykan od środka".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2008