Kac po referendum

Wracając z głosowania w niedzielnym referendum, nie zastanawiałem się nad tym, kto winien. Nie myślałem też, komu cały ten zgiełk opłacił się politycznie.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Grażyna Makara
/ Fot. Grażyna Makara

Wracając z głosowania w niedzielnym referendum, nie zastanawiałem się nad tym, kto winien: Bronisław Komorowski, usiłujący odwrócić los batalii prezydenckiej; PO, w pośpiechu przepychająca jego wniosek, a po przegranej swojego kandydata – tracąca zainteresowanie sprawą; wszyscy po trochu, z opozycją włącznie, która – wraz z nowym prezydentem – parła do rozszerzenia w ostatniej chwili listy pytań? Nie myślałem też, komu cały ten zgiełk opłacił się politycznie (z pewnością Andrzejowi Dudzie, zgłaszającemu projekt kolejnego referendum, z pytaniem popieranym przez 6 mln Polaków; nie opłacił się natomiast Pawłowi Kukizowi, dokumentując tezę o zaniku jego elektoratu).

W sprawie tego referendum najgorsze nie były koszt i frekwencja - 7,8 procent, tylko fakt, że cynizm próbujących coś ugrać polityków doprowadził do skompromitowania idei demokracji bezpośredniej, będącej wszak użytecznym narzędziem współdecydowania o rzeczach wspólnych. Zgoda: zawsze istnieje ryzyko, że referendum zamieni się w plebiscyt (za czy przeciw: rządowi, prezydentowi lub burmistrzowi), ale jeśli dotyczy spraw istotnych i ma precyzyjnie skonstruowane pytania, jest szansą na poszerzenie naszego pola odpowiedzialności. Przykładem najświeższym lokalne głosowanie we Wrocławiu, dotyczące budowy metra, ograniczenia ruchu w centrum i organizacji przez miasto kolejnych wielkich imprez (prezydent Dutkiewicz zapowiada, że mimo niskiej frekwencji opinie mieszkańców potraktuje serio). Szkoda, bo w innej atmosferze referendum mogło być świętem demokracji. ©℗

Czytaj także wcześniejszy komentarz Michała Okońskiego, zastępcy redaktora naczelnego: "Nikt mnie nie przekona, żeby nie iść na referendum."

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2015