Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Potrzebne referendum

Potrzebne referendum

18.08.2015
Czyta się kilka minut
Michał Okoński, zastępca redaktora naczelnego: nikt mnie nie przekona, żeby nie iść na referendum.
FOT. GRAŻYNA MAKARA
Fot. Grażyna Makara
H

Historia tego głosowania jest zaiste zdumiewająca: zaproponował je polityk (polityk? dotąd znaliśmy go raczej jako muzyka...) będący gwiazdą jednego sezonu, a zarządził polityk, dla którego był to ostatni etap desperackiej walki o odpływający elektorat. Od maja, kiedy zapadły decyzje, Bronisław Komorowski zdążył już pożegnać się z urzędem, a Paweł Kukiz – roztrwonić ogromną część udzielonego mu w wyborach prezydenckich poparcia. Zostaliśmy z referendum niespójnym (zawierającym pytania o JOW-y, finansowanie partii i rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika) i – poza resztówkami po Kukizie – pozbawionym jakiegokolwiek zaplecza mobilizującego do udziału. Struktury państwa i publiczne media ograniczają swoją aktywność do minimum: do głosowania kilka tygodni, a konia z rzędem temu, kto natrafi na debaty wokół poszczególnych pytań. Z jednym może wyjątkiem: kwoty stu milionów, które pochłonie organizacja referendum, a którą politycy chcieliby rozdysponować na inne cele, np. na walkę z suszą. PiS mówi wprawdzie o dopisywaniu kolejnych pytań (o prywatyzację Lasów Państwowych), ale bądźmy poważni: trudno wyobrazić sobie możliwość takiego kroku w przypadku już zarządzonego głosowania, w dodatku na kilkanaście dni przed.

Wszystko to daje mi dobre powody do frustracji, a jednak zamierzam iść na to „niepotrzebne” referendum. Podobnie jak z każdymi wyborami i referendami lokalnymi (do zlekceważenia tego warszawskiego nawoływała nawet partia z przymiotnikiem „obywatelska” w nazwie...): zbyt sobie cenię możliwość wyrażania własnym głosem opinii o naszych wspólnych sprawach, by pochopnie z niej zrezygnować. A co myślę o tych, którzy takie referendum zorganizowali, zamanifestuję 25 października. Również wrzucając kartkę do urny. ©℗

 

 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Co jednak zrobić, kiedy nie ma się zdania na dany temat? Iść, nie iść? Wrzucać pustą kartkę? Wyrażanie opinii o wspólnych sprawach to piękna rzecz, ale powziąłem jakiś czas temu postanowienie nie wypowiadać się na tematy, o których nie mam pojęcia. I referendum stawia mnie w trudnej sytuacji...

i stu milionów

Jakoś nie przypominam sobie aby Pan głośno krzyczał kiedy platfusy (nawet te z najwyższej półki) głośno nawoływały do bojkotu słynnego referendum warszawskiego. Kłania się Sienkiewicz i jego Kali.

można oddać głos ważny lub nieważny na każde z postawionych w referendum pytań. Nawet jeśli to referendum (i kolejne) jest niepotrzebne warto jednak skorzystać możliwości i wyrazić swoją opinię na zadane pytanie(głos ważny) lub swój sprzeciw wobec pytań "głupich" (głos nieważny?). Bo nawet jeśli referendum zarządziła "głupia władza" (kto ją wybrał?) to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mądry Naród wziął w nim udział.

Nie byłem przekonany, że warto brać udział w referendum, aby wyrazić swój sprzeciw wobec głupich pytań. Jednak po namyśle zgadzam się z Panem. Gdy oddam głos nieważny, powiększę liczbę głosów nieważnych, gdy nie pójdę na referendum, powiększę liczbę absencji. Obie te liczby mają zdecydowanie różną wymowę. Wśród głosów nieważnych odsetek świadomych błędów powodujących nieważność będzie zdecydowanie większy niż wśród abstynetów odsetek nieobecnych z ideowych pobudek. Po prostu trudniej przebić lenistwo i aspołeczność niż zwykłe pomyłki :) Stąd logiczny wniosek, że liczba nieważnych głosów ma większą szansę na dokładniejsze oszacowanie liczby obywateli niezdowolonych z pytań referendum. Chcesz coś wytknąć pomysłodawcom referendum - oddaj nieważny głos.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]