Jak nowa władza wchodzi w buty starej

Gdyby nie Jarosław Gowin, Andrzej Duda mógłby dziś mieć status neoprezydenta. Dzisiejsze manipulacje ministra Bodnara przy prokuraturze wpisują się w ten sam niebezpieczny trend.
Czyta się kilka minut
Jarosław Gowin w oczekiwaniu na rozpoczęcie obrad komisji śledczej ds. „wyborów kopertowych”, Warszawa, 9 stycznia 2024 r. // Fot. Michał Żebrowski / East News
Jarosław Gowin w oczekiwaniu na rozpoczęcie obrad komisji śledczej ds. „wyborów kopertowych”, Warszawa, 9 stycznia 2024 r. // Fot. Michał Żebrowski / East News

Przed komisją śledczą ds. wyborów kopertowych zeznawał pierwszy świadek, były wicepremier Jarosław Gowin. Ujawnił, że przeciwny pominięciu PKW przy organizacji wyborów prezydenckich był początkowo sam premier Mateusz Morawiecki, ale ugiął się pod presją Jarosława Kaczyńskiego. To prezes PiS miał się upierać, że mimo pandemii wybory muszą się odbyć, choć sytuacja skłaniała do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej – to zaś w sposób zgodny z prawem by je przesunęło. W końcu wybory „kopertowe” nie odbyły się dzięki twardej postawie samego Gowina.

Gdyby nie on, być może Andrzej Duda nazywany byłby dziś „neoprezydentem”. Tak bowiem się kończy podążanie drogami na skróty; zwykle wcześniej czy później dostaje się rykoszetem. Niestety, dziś do praktyk znanych z epoki PiS zaczyna się odwoływać nowa ekipa. Odwołanie przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara prokuratora krajowego Dariusza Barskiego za pomocą wątpliwego kruczka prawnego i pozaustawowe ustanowienie jego czasowego następcy – to właśnie przykład takich zabiegów.

Ustawa umożliwiająca odwołania prokuratora krajowego tylko za zgodą prezydenta była dziwactwem ustrojowym, ale nadal obowiązuje. Nawet jeśli jej uchwalenie podyktowała chęć obrony prokuratorów służących dotąd ekipie PiS, nie zwalnia to nowej władzy z przestrzegania normalnej drogi prawnej. Tym bardziej że zamierza ona – jak deklaruje – ponownie rozdzielić urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. To oznacza, że ten ostatni byłby niezależny od rządu, a jego powołanie odbyłoby się zapewne z jakimś udziałem prezydenta, inaczej zawetuje ustawę.

Podobnie było w 2010 r., gdy rząd PO-PSL po raz pierwszy rozdzielił te funkcje, a ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet został powołany, gdyż udało się zawrzeć kompromis z prezydentem Lechem Kaczyńskim, uzgadniając z nim cały pakiet zmian. Niestety, w postępowaniu ministra Bodnara zwyciężyła logika wojny politycznej. Teraz będziemy mieli dwie prokuratury, sądy zasypane wnioskami o wyłączanie „neoprokuratorów” oraz kwestię, na ile ważne są decyzje podjęte przez Barskiego. O to nam chodziło?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 3/2024

W druku ukazał się pod tytułem: W butach PiS