Reklama

Gruziński toast za zmarłych

Gruziński toast za zmarłych

17.04.2010
Czyta się kilka minut
Po gruzińsku śmierć oznacza "przeobrażenie". - W Rosji mówią o zmarłych, że się skończyli, a u nas, że zmienili formę - opowiada ściszonym głosem Rusudan Kikaleiszwili, która wraz z innymi przedstawicielami gruzińskiej diaspory w Polsce przyszła pod pałac prezydencki, aby pożegnać Lecha Kaczyńskiego.
Gruzini na Krakowskim Przedmieściu. Warszawa, kwiecień 2010 r. / fot. Katarzyna Kwiatkowska
-

- To był prawdziwy mąż stanu, drugi Piłsudski. Gruzja straciła wielkiego przyjaciela - wspomina z emfazą Dawid Gamtsemlidze, przewodniczący gruzińskiej diaspory, wznosząc toast za pamięć ofiar katastrofy. Siedzimy w kawiarni na Krakowskim Przedmieściu. Na zewnątrz przesuwają się tłumy z kwiatami. Dawid i Rusudan przyszli pod pałac już pierwszego dnia, gdy tylko dowiedzieli się o tragicznym w skutkach wypadku. Mówią, że Gruzini mają ogromny dług wdzięczności wobec Lecha Kaczyńskiego.

- Ludzie w naszym kraju spontanicznie oddają mu hołd. Zbierają się w internecie, organizują marsze w Tbilisi, domagają się nazwania ulicy imieniem waszego prezydenta. Poprosili mnie, żebym napisała im tekst "Mazurka Dąbrowskiego" gruzińskim alfabetem, żeby mogli go odśpiewać w dniu pogrzebu. A wszystko to nie dlatego, że władza im każe. Oni reagują prosto z serca - opowiada Rusudan.

- W dniu katastrofy dzwonili do mnie przyjaciele i krewni z Gruzji, nawet tacy, których nie słyszałem od lat - wtóruje jej Dawid Gamtsemlidze - Niektórzy z nich są biedni, a jednak kupili kartę telefoniczną, aby porozmawiać i wyrazić swój smutek. Wiele rodzin zapowiada, że nazwą swoje nowonarodzone dzieci Lech lub Maria.

***

Tak Gruzini wyrażają swą wdzięczność za podróż czterech prezydentów z Europy Środkowej do Tbilisi 12 sierpnia 2008 r., którą zorganizował Lech Kaczyński. Wierzą, że wizyta głów państwa uratowała ich własne, zapobiegając rosyjskiemu bombardowaniu stolicy. Imię Lecha Kaczyńskiego było wtedy na ustach wszystkich. Podróż, która wywołała wiele kontrowersji w Polsce i w Europie, w Gruzji uznano za bohaterstwo.

Władze Tbilisi w dniu katastrofy nadały pośmiertnie polskiemu prezydentowi tytuł narodowego bohatera. Michel Saakaszwili i Lech Kaczyński rozumieli się doskonale. Gruzja była filarem wschodniej polityki polskiego prezydenta. Strategiczny sojusz, choć pozostał jedynie w sferze życzeniowej, bo nigdy nie podpisano stosownego dokumentu, pomóc miał w dywersyfikacji dostaw ropy i gazu do Polski, jak również osłabić działania Rosji na Kaukazie Południowym. Gruzini doceniali zaangażowanie Kaczyńskiego, który pierwszy raz trafił do Tbilisi w kwietniu 2007 r. i od tego czasu był tam częstym gościem.

- Bardzo interesował się historią Gruzji - wspomina Dawid Gamtsemlidze. - Był zachwycony naszą przyrodą i winem, ale najbardziej gościnnością. Mówił, że nasze dwa narody mają wiele wspólnego.

***

Przewodniczący diaspory poznał prezydenta w maju 2007 r., gdy ten razem z Micheilem Saakaszwilim odsłaniał pomnik poświęconym gruzińskim żołnierzom służącym w Wojsku Polskim i poległym podczas II wojny światowej.

Wspomina: - Na uroczystości była obecna Anna Matikaszwili, wdowa po gruzińskim oficerze z czasów marszałka Piłsudskiego, a moja sąsiadka. Pani Anna, mimo swych prawie stu lat, powiedziała: "Wieź mnie do fryzjera, Dawidzie!", a potem całą uroczystość stała na baczność. "Bo ja jestem sztywna Polka" - mówiła o sobie. Kiedy prezydenci udali się do samochodów, żeby nie rozczarować tej wspanialej damy, podbiegłem do oficera BOR, mówiąc, mam oto taką osobę obok siebie, która będzie żyć jeszcze długie lata, jeśli spotka się z prezydentem na którego głosowała. Oficer podszedł do samochodu - i przysięgam na wszystkie świętości - Lech Kaczyński wyszedł, aby się z nami przywitać. Spytał mnie, czy jestem Gruzinem. Odpowiedziałem, że tak, ale ta pani to sztywna Polka. Roześmiał się tak zaraźliwie, że wokół zrobiło się wesoło. Przytulił panią Annę, dwa razy pocałował ją rękę, a ona potem przekroczyła setkę, codziennie wspominając to spotkanie. I mówiła mi: wasz prezydent uciekł, nasz wiedział, jak się zachować.

***

Dawid Gamtsemlidze o prezydenckiej parze wyraża się tylko w ciepłych słowach. Wspomina pomoc jakiej po sierpniowej wojnie Maria Kaczyńska udzieliła gruzińskich dzieciom. Z rozrzewnieniem opowiada o spotkaniu z nią w murach Teatru Narodowego: - Na koncercie charytatywnym, gdzie występowali nasi artyści, rozmawiałem z żoną prezydenta Saakaszwilego. Poprosiłem ją o wspólną fotografię. Podeszła pani Kaczyńska i powiedziała, że też chce sobie zrobić zdjęcie z takim sympatycznym mężczyzną. I tak stanęły, jedna z prawej, druga z lewej - panie prezydentowe i ja prosty człowiek z Gruzji! Maria Kaczyńska ujęła mnie otwartością i uśmiechem. Oboje z mężem dawali przykład, że nawet na najwyższych stanowiskach można pozostać sobą.

Dawid i Rusudan wiele mówią o więziach łączących Gruzję z Polską. Nie czas na wypominanie wzajemnych błędów. W ostatnich miesiącach na linii Warszawa-Tbilisi wyraźnie jednak zgrzytało. Otoczenie polskiego prezydenta pamiętało niechlubny incydent ze strzelaniną podczas wizyty Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w listopadzie 2008 r. Niedoszły "zamach" wywołał serię ironicznych artykułów, a o sfingowanie całej sytuacji podejrzewano gruzińskie służby. W 2009 r. prezydenci nie widywali się już tak często jak poprzednio.

Zaogniał się też problem z uchodźcami. Po wojnie z Rosją wielu Gruzinów opuściło ojczyznę. Sprzedali dobytek i ruszyli w podróż, wierząc, że w przyjaznej Polsce przywitają ich z chlebem i solą. Okazało się jednak, że czekały na nich co najwyżej ośrodki dla uchodźców i warunki życia gorsze niż w ich własnym kraju. Budził się bunt, którego kulminacją były wydarzenia w Zgorzelcu, skąd ponad setka gruzińskich i czeczeńskich uchodźców chciała udać się pociągiem na skargę do Strasburga.

W 2009 r. polskie władze odrzuciły kilka tysięcy wniosków starających się o azyl Gruzinów. W lutym tego roku gazety donosiły, że Polska ma zamiar wydalić z państwa 4 tys. nielegalnych gruzińskich emigrantów.

Dawid Gamtsemlidze, choć szkoda mu rodaków, nie wini polskich władz za zaistniałą sytuację: - Ludzie nieopatrznie zrozumieli zapewnienia Lecha Kaczyńskiego o otwartych ramionach Polski. To były wyrazy szacunku wobec naszego kraju, a nie zaproszenie do przyjazdu na stałe. Sam prezydent zapewne z chęcią przyjąłby moich rodaków, ale są określone procedury państwowe - mówi były nauczyciel sztuki.

Sam przyjechał tu niedługo po rozpadzie ZSRR, aby po kilku chudych latach spędzonych na budowach, otworzyć małą winiarnię pod Warszawą. - Polacy lubią nasze wina - zapewnia. - Lubił je i prezydent Kaczyński.

***

Peter Kikaleiszwili-Domukhowski jest studentem stosunków międzynarodowych na UW. Co chwilę ścieramy się o interpretację wojny rosyjsko-gruzińskiej. - Gruzini są narodem kochającym wolność, a Rosja chce odrodzić swój imperializm - mówi dwudziestoparolatek, który przyjechał do Polski w 1996 r. Jego ojciec jako współpracownik Zwiada Gamsachurdi, pierwszego prezydenta Gruzji po przejęciu władzy przez byłego ministra spraw zagranicznych ZSRR, Eduarda Szewardnadze, trafił na 12 lat do więzienia. O uwolnienie politycznego więźnia upominał się w Tbilisi Bronisław Geremek.

Od kilku lat cała rodzina mieszka w Warszawie. - Putin powinien przeprosić Polaków za Katyń - twierdzi stanowczo Peter, w którego żyłach płynie po części polska krew. Polscy przodkowie jego ojca przyjechali do Gruzji po syberyjskim zesłaniu.

- Czy wobec tego Gruzja nie powinna nas przeprosić za Stalina? Przecież to on podpisywał wyrok? - pytam prowokacyjnie.

- Stalin, dopóki był Gruzji, pisał tylko wiersze o kobietach i winie - odpiera.

Gruzini mają osobliwy stosunek do sowieckiego dyktatora, którego pomnik do dziś stoi w jego rodzinnym mieście Gori.

To jednak temat na zupełnie inną opowieść. Póki co, Dawid Gamtsemlidze wzywa do podniesienia kieliszków: - Kiedyś piliśmy za zdrowie i pomyślność waszych przywódców. Teraz musimy się przyzwyczaić, że odtąd będziemy wznosić toasty za ich świętą pamięć.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]