Gorzki posmak zwycięstwa

Trzy największe kraje Afryki – Algieria, Libia i Sudan – znalazły się w jądrze politycznych burz, które mogą zagrozić północy kontynentu.

Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Gorzki posmak zwycięstwa

Gorzki posmak zwycięstwa

w cyklu STRONA ŚWIATA
13.04.2019
Czyta się kilka minut
Trzy największe kraje Afryki – Algieria, Libia i Sudan – znalazły się w jądrze politycznych burz, które mogą zagrozić północy kontynentu.
Na ulicach Chartumu, 12 kwietnia 2019 r. / FOT. AP/Associated Press/East News
Na ulicach Chartumu, 12 kwietnia 2019 r. / FOT. AP/Associated Press/East News
W

W czwartek o poranku tysiące Sudańczyków, demonstrujących na ulicach Chartumu i żądających ustąpienia panującego od 30 lat satrapy Omara al-Baszira, wpadły w euforię. W mieście gruchnęła wieść, że generałowie z rządowego wojska posłuchali próśb zbuntowanej ulicy i odsunęli dyktatora od władzy. Sudańczycy wiwatowali, gratulowali sobie zwycięstwa i wynosili żołnierzy pod niebiosa. W ostatnich dniach, gdy uliczni demonstranci oblegali gmachy urzędu prezydenckiego, ministerstwa obrony i głównych koszar, a wierne Baszirowi oddziały służb bezpieczeństwa próbowały ich rozpędzać, żołnierze stanęli po stronie przeciwników prezydenta. Najpierw policjanci, a potem także żołnierze bronili demonstrantów przed pretorianami Baszira. Kilku żołnierzy zginęło nawet w ulicznych zamieszkach. Łącznie od soboty w Sudanie straciło życie około 50 osób. 

Przeciwnicy prezydenta, pewni zwycięstwa, z niecierpliwością czekali na zapowiedziane przez rządową telewizję orędzie ministra obrony gen. Awada ibn Aufa. Nadano je dopiero wieczorem. Minister obwieścił, że wojsko postanowiło odsunąć prezydenta Baszira od władzy, że został aresztowany i przebywa „w bezpiecznym miejscu”. Minister obiecał, że nowego przywódcę Sudańczycy wybiorą sobie sami, w wolnych i uczciwych wyborach, ale zostaną one przeprowadzone dopiero, gdy wojsku uda się zaprowadzić spokój i porządek, a gospodarka stanie na nogi. Najwcześniej za dwa lata. Przez ten czas władzę w kraju pełnić będzie wojskowa rada, której minister będzie miał honor przewodniczyć i która zastąpi rozwiązane rząd oraz parlament. Generał ogłosił też, że konstytucja została zawieszona, przez najbliższych sto dni w Sudanie obowiązywać będzie stan wyjątkowy, z godziną policyjną między dwudziestą drugą a czwartą rano. Zamknięte do odwołania pozostaną granice państwa, przez jakiś czas także przestrzeń powietrzna kraju.


CZYTAJ WIĘCEJ:

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


Demonstranci nie mogli uwierzyć własnym uszom. „Jednego dyktatora zastąpił następny” – mówili z goryczą, przypominając sobie, że minister Awad należał do najbliższych zauszników Baszira, a w lutym dyktator awansował go na swojego zastępcę. Przywódcy ulicznego buntu wezwali ludzi, by nie rozchodzili się ze stołecznych ulic i placów. „Walka się nie skończyła” – obwieścili. „Jeszcze jeden! Jeszcze jeden!” – zawołali demonstranci i już pierwszego dnia, łamiąc rygory godziny policyjnej, nie rozeszli się do domów, lecz zostali na ulicy.

Widma wojny domowej

Podobne rozczarowanie dwa tygodnie wcześniej przeżyli Algierczycy, którzy od połowy lutego (w Sudanie antyrządowe wystąpienia trwają od grudnia) w ulicznych pochodach i demonstracjach domagali się ustąpienia panującego od 20 lat prezydenta Abdula Aziza Butefliki. Na początku kwietnia Buteflika abdykował, ale zrobił to nie na żądanie ulicy, lecz na rozkaz swoich towarzyszy, generałów z rządowego wojska. Wojskowi z Algierii nie kazali rodakom tak długo czekać na wybory, jak sudańscy generałowie, i wyznaczyli je na lipiec. Jednak algierscy demonstranci także nie są zadowoleni i powtarzają, że nie chodziło im o pałacowy przewrót, lecz o rewolucję, zmianę porządków, o odebranie władzy. „Le Pouvoir” (Władza) – tak nazywają Algierczycy swoich sędziwych rządzących, weteranów wojny o niepodległość z lat 50.


CZYTAJ TAKŻE:

Arabska Wiosna, która przed ośmiu laty poobalała tyranów w sąsiednich Tunezji, Libii i Egipcie, w końcu dotarła także do Algierii.


Jeśli uliczni rewolucjoniści z Algieru i Chartumu nie ustąpią i po odsunięciu od władzy starych prezydentów wystąpią także przeciwko ich pogromcom w mundurach, kryzysy i chaos w Algierii i Sudanie jeszcze się pogłębią – obu krajom zagrożą wówczas wojny domowe. W Algierii ryzyko wojennej katastrofy jest mniejsze – Algierczycy bowiem wciąż pamiętają barbarzyńską wojnę z lat 90. między rządzącymi generałami a muzułmańskimi fanatykami, którym wojsko odebrało wygraną w wyborach i władzę w państwie; szacuje się, że w Algierii mogło wtedy zginąć nawet ćwierć miliona ludzi.

W Sudanie ryzyko wojennego konfliktu jest bardziej prawdopodobne, a najwięksi pesymiści wróżą wręcz, że ten kraj może podzielić los Somalii i Libii. Baszir, mistrz politycznych intryg, celowo skłócał wojsko ze służbami bezpieczeństwa, służby bezpieczeństwa z policją, a policję z wojskiem, by zabezpieczyć się przed zamachem. Służby bezpieczeństwa i podległe mu bezpośrednio bojówki z tzw. Oddziałów Szybkiego Reagowania broniły jego władzy do końca i gotowe były użyć przemocy wobec demonstrantów. Wojsko i policja wystąpiły przeciwko niemu. Kilkugodzinna zwłoka, po której minister Awad wystąpił z orędziem, wynikała ponoć z tego, że tak wiele czasu potrzebował, by przekonać do swoich argumentów nieufnych dowódców konkurujących z wojskiem formacji. Jeśli pucz Awada nie przerwie politycznej zawieruchy, tylko ją rozpęta, generałowie mogą znów się poróżnić i wywołać w Sudanie wojnę domową. Ryzyko jest tym większe, że w Darfurze, na zachodzie kraju, wciąż tli się rebelia miejscowych afrykańskich ludów Furów, Zaghawów i Messalitów, narzekających na dyskryminację ze strony rządzących w Chartumie Arabów, a w południowych prowincjach buntują się czarnoskórzy Afrykanie, których ziemie podczas rozdziału Sudanu na dwa odrębne państwa w 2011 r. (obecnie Sudan i Południowy Sudan) przyznano Chartumowi.

Wody Nilu

W trzecim z największych krajów Afryki, Libii, wojna wywołana przez obalenie pułkownika Muammara Kaddafiego podczas Arabskiej Wiosny toczy się już ósmy rok. Najnowszą jej odsłoną stał się zbrojny pochód Chalify Haftara, samozwańczego przywódcy wschodniej Libii, dawnej Cyrenajki, na stolicę kraju, Trypolis. Oblężenie i walki o miasto toczą się już tydzień.

Wojenny chaos i uliczne rewolucje, strącające panujących od lat prezydentów, najbardziej zdają się niepokoić przywódcę Egiptu Abdela Fataha as-Sissiego. Jego państwo graniczy zarówno z Libią, jak i z Sudanem. Z Sudanem, ich dawną prowincją, Egipcjanie mają ostatnio tylko kłopoty. Dzielą z nim wody Nilu, będące dla Egiptu największą świętością. Sprawa podziału wód Nilu jest dla Egiptu kwestią życia i śmierci, a Sudańczycy, jakby na złość Kairowi, sprzymierzyli się ostatnio z Etiopią budującą u siebie gigantyczną tamę na Nilu. Wojna i chaos w Sudanie i Libii oznaczałyby dla Egiptu polityczne problemy, kłopoty z i tak będącą w marnej kondycji gospodarką, a także groźbę napływu uchodźców.


CZYTAJ TAKŻE

Chalifa Haftar, którego partyzanci oblegają Trypolis, nie ukrywa, że widzi siebie w roli nowego przywódcy i zbawcy libijskiego państwa.


Rozwojowi wydarzeń w Algierii, Libii i Sudanie z nadzieją przyglądać się muszą za to emirowie z rozbitego właśnie kalifatu. Wojenny chaos jest ich żywiołem. Arabskiej Wiośnie sprzed ośmiu lat i będącej jej skutkiem wojnie w Syrii zawdzięczają, że wyrośli na potęgę i utworzyli nad Tygrysem i Eufratem samozwańczy kalifat, trzymający przez kilka lat zarówno Bliski Wschód, jak i Zachód w garści. Wojny w Libii, Algierii i Sudanie byłyby dla dżihadystów szansą na drugie życie.

Postscriptum

W piątek, po niespełna 24 godzinach, gen. Awad w roli szefa rządzącej junty ponownie wystąpił w telewizji i obwieścił, że składa stanowisko. Rezygnację złożył także jego zastępca, szef sztabu gen. Kamal Abdel Marouf al-Mahi. Nowym wojskowym dyktatorem został ogłoszony gen. Abdel Fattah al-Burhan Abdelrahman. Chartumska ulica uznała to za swoje kolejne zwycięstwo i ustępstwo generałów. Według innych dymisje i awanse generalicji to niepokojący dowód na to, że wśród sudańskich zamachowców nie ma zgody.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]