Europa w stanie wzbudzonym

Zwykle po katastrofach elektrowni atomowych kolejne kraje rezygnowały z energetyki jądrowej. Czy tym razem będzie odwrotnie? Na razie dominuje chaos.

22.03.2011

Czyta się kilka minut

Energetyka jądrowa stanowi klucz do rozwoju, dlatego obaj pragniemy, by stała się tematem dyskusji ogólnoeuropejskich. Do 2020 roku konieczne będzie intensywne rozwijanie elektrowni atomowych. Nie da się tego powstrzymać" - ta najzupełniej jednoznaczna deklaracja padła zaledwie dwa lata temu z ust prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego. Wypowiadał się on w imieniu swoim i włoskiego premiera Silvia Berlusconiego, z którym właśnie podpisał porozumienie przewidujące, że francuska grupa EDF wstępnie zbada możliwość wybudowania we Włoszech czterech elektrowni atomowych. Dla Włoch był to moment przełomowy, oznaczał bowiem wejście na drogę powrotu do energetyki jądrowej, zarzuconej przed ponad dwudziestu laty.

Życzenie Sarkozy’ego właśnie się spełnia: energetyka jądrowa stała się tematem dyskusji, jak Europa długa i szeroka. Szkopuł jedynie w tym, że toczą się one w duchu i tonie, którego prezydent Francji ani nie przewidywał, ani raczej nie pragnął. Sarkozy wówczas wypowiadał się tak, jakby istnienie elektrowni atomowych było oczywistością. Tymczasem w dzisiejszej Europie wielu w to wątpi. I nie są to bynajmniej aktywiści partii Zielonych ani działacze Greenpeace’u. Przywódcy zastanawiają się, czy siłownie atomowe mogą funkcjonować stuprocentowo bezpiecznie. Jeśli nie, to - jak deklarują - trzeba będzie powoli z nich rezygnować: nie budować nowych i zamykać stare.

Z dala od morza

Dzisiaj Sarkozy nie zmienia zdania. Nadal uważa, że dla Francji nie ma innej drogi. Nie tylko dlatego, że gdyby nie elektrownie atomowe, zostałaby ona niemalże bez prądu. Również dlatego, że, jak oświadczył podczas ostatniego posiedzenia rządu, "energetyka jądrowa jest podstawowym elementem naszej niezależności energetycznej".

Deklaracje polityków, spotkania ministrów, wypowiedzi ekspertów i polemiki prasowe to pokłosie dramatu, który rozgrywa się daleko od Europy: w japońskiej Fukushimie. W dyskusji, wśród wielu innych ważnych aspektów, dominuje pytanie o możliwości opanowania sytuacji i o jej następstwa. Czy w Japonii uda się nie dopuścić do promieniotwórczego skażenia terenu? I co z doświadczeń, jakie wiążą się z funkcjonowaniem elektrowni atomowej w skrajnie ryzykownych warunkach, wynika dla Europy?

Chociaż część europejskich polityków i specjalistów przytomnie zauważa, że na obszarze znacznej części Europy nie istnieje zagrożenie sejsmiczne, a zatem nie ma się czego obawiać, są i tacy, według których niczego nie można wykluczać. Paul Dorfman, ekspert od polityki jądrowej z Rowntree Charitable Trust (organizacji, wbrew nazwie, nie dobroczynnej, lecz wspierającej cele badawcze), uważa na przykład, że całkowite zabezpieczenie w przypadku elektrowni zlokalizowanych na wybrzeżu jest niemożliwe. Zawsze może dojść do ich zalania, wskutek podniesienia poziomu wód czy gwałtownych sztormów; dlatego tak ważne jest staranne wybieranie lokalizacji.

Problem dotyczy wszystkich, bo skutki awarii nie znają granic. Niepokoją się więc również te kraje, które własnych elektrowni atomowych nie mają, bo albo - jak Austria - mieć ich nie chcą, albo też - jak Polska - dopiero się przymierzają do ich budowania.

Wszystko się zmieniło

Wobec takich obaw jest oczywiste, że pierwszym postanowieniem Komisji Europejskiej jest gruntowne przebadanie wszystkich europejskich elektrowni pod kątem bezpieczeństwa. Taki przegląd powinien objąć 143 reaktory w 14 państwach.

Pod względem liczby siłowni i czynnych reaktorów potentatami są Francja, Niemcy i Wielka Brytania. Ale już ich zależność od energetyki jądrowej jest bardzo różna. W przypadku Francji - ogromna, bo prąd z 19 elektrowni jądrowych, gdzie pracuje 58 reaktorów, pokrywa blisko 80 proc. zapotrzebowania tego kraju. W dodatku Francja sprzedaje za granicę nie tylko nadwyżki prądu, ale także technologię jądrową, i wiąże z tym duże nadzieje, zwłaszcza w odniesieniu do krajów rozwijających się. Ale ma także odbiorców w Europie: Wielką Brytanię i wspomniane już Włochy.

Włochy to drugi biegun - największy w Europie importer energii. Elektrownie atomowe zamknięto tam po referendum z 1987 r., gdy za ich likwidacją opowiedziała się większość społeczeństwa.

Pomiędzy Włochami a Francją są kraje, które zależą od energetyki jądrowej w różnym stopniu: m.in. Szwecja (45 proc.), Wielka Brytania (15), Niemcy (25), Litwa (64), Hiszpania (18), Finlandia (30).

Na polityka najbardziej zaangażowanego w dziedzinę energetyki jądrowej nieoczekiwanie wyrosła kanclerz Niemiec Angela Merkel. Wypowiada się najwięcej i najbardziej zdecydowanie, stale powtarzając, że po tym, co wydarzyło się w Fukushimie, w Europie także nie można działać po staremu. "Skoro w Japonii to, co z pozoru niemożliwe, stało się możliwe, a to, co absolutnie nieprawdopodobne, stało się rzeczywistością - to zmieniło się wszystko" - oświadczyła na forum Bundestagu, zapowiadając stopniowe wycofywanie się z energetyki jądrowej.

Pod ostrzałem

Jak się to skończy, trudno powiedzieć. Na razie panuje niesłychany zamęt. Rzecz w tym,

że w ubiegłym roku rząd niemiecki postanowił, iż elektrownie atomowe będą działać o 12 lat dłużej, niż pierwotnie planowano, czyli do 2035 r.

Teraz tę decyzję zawieszono, z założeniem, że ostateczna powinna zapaść w ciągu trzech miesięcy. Jednocześnie zamknięto, formalnie tylko tymczasowo, siedem najstarszych reaktorów. Okazało się jednak, że tymi działaniami rząd nie tylko nikogo nie zadowolił, ale wszystkich obrócił przeciwko sobie. Przedstawiciele sektora nuklearnego są oburzeni z oczywistych przyczyn, opozycja podejrzewa, że rząd kieruje się względami nie merytorycznymi, lecz politycznymi (pod koniec marca odbędą się wybory do landtagu Badenii-Wirtembergii, a to w tym landzie doszło właśnie do wyjątkowo gwałtownych protestów). Zaś dla ekologów wszystkie te decyzje to i tak o wiele za mało.

Nie tylko rząd niemiecki znalazł się pod silnym ostrzałem Greenpeace’u i innych pokrewnych organizacji, które wykorzystują okazję, by o sobie przypomnieć. W Paryżu pod wieżą Eiffla demonstrowali członkowie organizacji "Sortir du nucleaire" ("Odejść od atomu"), zrzeszającej kilkaset mniejszych grup i stowarzyszeń. W Szwecji uaktywnił się Ruch Przeciwko Energetyce Jądrowej; wraz z partią Zielonych wzywa do przeprowadzenia w parlamencie - Riksdagu - debaty na temat związanych z nią zagrożeń. Społeczeństwo szwedzkie jest energetyce jądrowej coraz bardziej przychylne (z sondaży wynika, że 51 proc. jest za, a tylko 31 proc. przeciw), a i rząd dokonuje zdecydowanego zwrotu. W 2009 r. oficjalnie wycofano się z planów likwidacji elektrowni jądrowych, a w roku ubiegłym - który, zgodnie z wynikami referendum z 1980 r., miał być ostatnim rokiem ich istnienia - zapadła decyzja o zastąpieniu 10 starych reaktorów nowymi.

Ciekawe, że na tym polu nie ma na ogół konfliktu między rządami a partiami opozycyjnymi. "Od 40 lat - podkreślił rzecznik rządu francuskiego François Baroin - wszystkie francuskie rządy, prawicowe i lewicowe, w kwestiach energetyki nuklearnej są całkowicie zgodne". Podobnie w Wielkiej Brytanii: John Hutton, który w rządach Partii Pracy kierował m.in. resortami obrony i biznesu, chwalił obecnego premiera Davida Camerona, który kontynuuje politykę poprzedników.

Czystość i niezależność

Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że zarówno zwolennicy, jak przeciwnicy elektrowni atomowych sięgają po podobne argumenty. Odwołują się przede wszystkim do konieczności ochrony środowiska. Przeciwnicy mówią tak: "Każda poważna katastrofa czy choćby tylko awaria, a przecież i przed Fukushimą było ich niemało, może pociągnąć za sobą tragiczne skutki; do tego dochodzi problem składowania odpadów radioaktywnych. Nie wolno tak obciążać środowiska". Zwolennicy zaś odpowiadają: "Jeżeli chcemy zmniejszyć emisję dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji, atom to jedyne wyjście. Energia jądrowa jest czysta, nie zanieczyszcza otoczenia tak jak produkcja oparta na węglu czy ropie naftowej. Dzięki elektrowniom atomowym zdołamy powstrzymać zmiany klimatyczne".

Niejako na marginesie tych sporów rodzi się pytanie o energię ze źródeł odnawialnych - słońca, wody, wiatru. To cel, na który, według Angeli Merkel, trzeba się teraz po prostu przestawić. Ale gładkie i optymistyczne deklaracje w tej sprawie padają głównie z ust polityków, bo specjaliści wątpią, by źródła odnawialne, choć pożądane i godne polecenia, były w stanie sprostać potrzebom i oczekiwaniom. To źródło zbyt ograniczone. Dodatkowym zaś argumentem za atomem jest możliwość zdobycia niezależności energetycznej - którą dzięki polityce pronuklearnej, prowadzonej konsekwentnie od lat 70., zapewniła sobie Francja. Nie przypadkiem też Silvio Berlusconi tuż po objęciu rządów ogłosił plan powrotu do elektrowni atomowych. Tylko w ten sposób, wyjaśniał, można zmniejszyć zależność Włoch od importu ropy naftowej i gazu.

Fukushima potwierdza pewną prawidłowość: dyskusje o energetyce jądrowej zawsze nasilały się po wielkich katastrofach, ewoluując ku konkretnym decyzjom. W 1979 r. miała miejsce awaria w Three Mile Island w USA. Rok później Szwedzi w referendum zdecydowali, że należy stopniowo wygaszać elektrownie jądrowe. W 1987 r., w rok po Czarnobylu, w podobnym referendum Włosi postanowili zamknąć własne.

Być może i Fukushima nada nowy kierunek. Pytanie tylko, jaki. Niewykluczone, że mimo dyskusji i podnoszonych wątpliwości może umocnić trendy pronuklearne. Bo jak napisał "Daily Telegraph": "fakt, że nawet stare, 40-letnie reaktory są w stanie wytrzymać potężne trzęsienie ziemi i tsunami, powinien zwiększyć, a nie osłabić naszą wiarę w energetykę jądrową".

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka, współpracowniczka działu „Świat”.

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2011