Reklama

Emocjonalne maszyny

Emocjonalne maszyny

05.06.2017
Czyta się kilka minut
„Zwierzę pożywia się bez przyjemności, płacze bez odczuwania bólu, działa bez świadomości tego, co robi, nie pożąda niczego, niczego się nie boi i niczego nie jest świadome”.
Fot. Alexas_Fotos / PIXABAY
T

Tak pisał w XVII w. francuski duchowny Nicolas Malebranche, jeden z intelektualnych spadkobierców Kartezjusza. To właśnie Kartezjusza oskarża się (na ile zasadnie – to temat na rozprawę doktorską) o rozpowszechnienie przekonania, że zwierzęta nie różnią się niczym istotnym od maszyn. To wyjątkowo bezduszne stanowisko – zakłada, że wyciu uderzonego psa bliżej do odgłosu rozbijanej szyby, a nie do płaczu dziecka, które skaleczyło sobie kolano. Przyjmowanie podobnego poglądu nie przeszkodziło jednak Kartezjuszowi rozwinąć wielkiego afektu do małego pieska nazwanego Monsieur Grat, którego podobno chętnie zabierał na spacery.

W liście do markiza de Newcastle w 1646 r. Kartezjusz pisał, że gdyby zwierzęta „myślały tak, jak my myślimy, miałyby nieśmiertelną duszę”. Jak dodał: „jednak wiele zwierząt takich jak ostrygi czy gąbki jest zbyt niedoskonałych, by był to pogląd godny wiary”.

Dziś – w największym stopniu dzięki Karolowi Darwinowi – oduczyliśmy się takiego zero-jedynkowego myślenia – łatwiej nam dostrzegać ciągłość w przyrodzie i pokrewieństwo między gatunkami. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dzielimy z innymi zwierzętami długą część ewolucyjnej historii. I nie dziwi nas, że przynajmniej u małp i wielu innych ssaków spotkamy przejawy najróżniejszych emocji i motywowanych przez nie zachowań: opiekę rodzicielską, empatię, altruizm, pojednanie, czy z mniej przyjemnych: spisek, zdradę, a może nawet zemstę.

Nie ma więc sensu spierać się o to, czy zwierzęta naprawdę cokolwiek czują. Można jedynie dyskutować, jakie emocje są im dostępne, na ile same zdają sobie z tych odczuć sprawę, w jakim stopniu potrafią je kontrolować czy jak długo mogą o nich pamiętać. I jak to wszystko zmusza nas do przemyślenia naszych filozoficznych, etycznych czy nawet teologicznych stanowisk.

Nie da się oczywiście wrzucić wszystkich zwierząt do jednego worka, ale te najbliżej z nami spokrewnione regularnie nas zaskakują.

Tak jak gorylica Koko, przez lata uczona języka migowego. Jakiś czas opiekowała się małym kotkiem, który pewnego dnia uciekł i zginął potrącony przez samochód. Gdy Koko się o tym dowiedziała, zrobiła rozpaczliwą minę i zaczęła nazywać swoje emocje, pokazując na przemian znaki „źle”, „smutno” i „płakać”. A potem usiadła w kącie i zaczęła rozpaczliwie łkać.

W internecie łatwo znaleźć nagranie tej sceny. Chyba tylko bezduszna maszyna mogłaby uznać, że to żadna rozpacz, tylko po prostu rozbiła się jakaś szyba. ©℗


CZYTAJ TAKŻE:

W polskich domach żyje 21 milionów zwierząt. 7 milionów z nich to psy, a 6 milionów – koty. Polak i czworonóg idą przez życie noga w łapę. Ponad politycznymi podziałami. Tekst Adama Robińskiego >>>

Zenon Kruczyński, ekolog: Skala śmierci i przemocy wobec zwierząt jest straszliwa. Nie potrafimy na nią otworzyć oczu, bo ze zgrozy pękłyby nam serca >>>

Dżdżownico, siostro nasza. Edytorial ks. Adama Bonieckiego >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Współcześni spadkobiercy Kartezjusza dowodzą, że takową maszyną, którą można rozebrać na części pierwsze, potraktować instrumentalnie, jest również człowiek. W ich oświeceniowej wizji nie posiada duszy, uczuć, jest za to dwunożnym zwierzęciem społecznym, które można ulepszyć na drodze genetycznych eksperymentów. Eugenika, która święciła triumfy w czasach totalitarnych, wraca dziś tylnymi drzwiami w tzw. demokracji zachodniej jako in vitro, eutanazja, klonowanie ludzi, aborcja dzieci upośledzonych, handel organami. Idea czystości rasy, obecna również w ideologii nacjonalizmu, rodzi zatrute owoce.

Współczesny świat (znaczy jego bardziej rozwinięta cywilizacyjnie i technologicznie część) ma raczej inny problem, tym problemem jest coś co można nazwać "antyeugeniką", rozwój medycyny sprawia, że ludzie którzy kiedyś by zmarli przed osiągnięciem wieku reprodukcyjnego żyją i mają dzieci, efektem jest stale rosnąca liczba osób z wszelakimi możliwymi chorobami genetycznymi. Co do człowieka to jest jak najbardziej kimś kogo można nazwać społecznym zwierzęciem. Więc albo one i my jesteśmy czującymi i świadomymi istotami (zapewne jednak o różnorodnym poziomie świadomości), albo wszyscy jesteśmy jakimiś zaprogramowanymi biorobotami, o pozornej wolnej woli, która jest w sumie tylko skomplikowanym zdeterminowanym programem, albo powstałym w drodze przypadku, albo jako kaprys bogów/kosmitów. Nie wykluczone, że jesteśmy jednym i drugim. Odpowiedź na to zagadnienie jest tyleż nie rozstrzygnięta co i w sumie niespecjalnie nam do czegokolwiek potrzebna. Jest jak jest, ale zwierzęta tak czy siak wypadałoby szanować.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]