Emocjonalne maszyny

„Zwierzę pożywia się bez przyjemności, płacze bez odczuwania bólu, działa bez świadomości tego, co robi, nie pożąda niczego, niczego się nie boi i niczego nie jest świadome”.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Alexas_Fotos / PIXABAY
/ Fot. Alexas_Fotos / PIXABAY

Tak pisał w XVII w. francuski duchowny Nicolas Malebranche, jeden z intelektualnych spadkobierców Kartezjusza. To właśnie Kartezjusza oskarża się (na ile zasadnie – to temat na rozprawę doktorską) o rozpowszechnienie przekonania, że zwierzęta nie różnią się niczym istotnym od maszyn. To wyjątkowo bezduszne stanowisko – zakłada, że wyciu uderzonego psa bliżej do odgłosu rozbijanej szyby, a nie do płaczu dziecka, które skaleczyło sobie kolano. Przyjmowanie podobnego poglądu nie przeszkodziło jednak Kartezjuszowi rozwinąć wielkiego afektu do małego pieska nazwanego Monsieur Grat, którego podobno chętnie zabierał na spacery.

W liście do markiza de Newcastle w 1646 r. Kartezjusz pisał, że gdyby zwierzęta „myślały tak, jak my myślimy, miałyby nieśmiertelną duszę”. Jak dodał: „jednak wiele zwierząt takich jak ostrygi czy gąbki jest zbyt niedoskonałych, by był to pogląd godny wiary”.

Dziś – w największym stopniu dzięki Karolowi Darwinowi – oduczyliśmy się takiego zero-jedynkowego myślenia – łatwiej nam dostrzegać ciągłość w przyrodzie i pokrewieństwo między gatunkami. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dzielimy z innymi zwierzętami długą część ewolucyjnej historii. I nie dziwi nas, że przynajmniej u małp i wielu innych ssaków spotkamy przejawy najróżniejszych emocji i motywowanych przez nie zachowań: opiekę rodzicielską, empatię, altruizm, pojednanie, czy z mniej przyjemnych: spisek, zdradę, a może nawet zemstę.

Nie ma więc sensu spierać się o to, czy zwierzęta naprawdę cokolwiek czują. Można jedynie dyskutować, jakie emocje są im dostępne, na ile same zdają sobie z tych odczuć sprawę, w jakim stopniu potrafią je kontrolować czy jak długo mogą o nich pamiętać. I jak to wszystko zmusza nas do przemyślenia naszych filozoficznych, etycznych czy nawet teologicznych stanowisk.

Nie da się oczywiście wrzucić wszystkich zwierząt do jednego worka, ale te najbliżej z nami spokrewnione regularnie nas zaskakują.

Tak jak gorylica Koko, przez lata uczona języka migowego. Jakiś czas opiekowała się małym kotkiem, który pewnego dnia uciekł i zginął potrącony przez samochód. Gdy Koko się o tym dowiedziała, zrobiła rozpaczliwą minę i zaczęła nazywać swoje emocje, pokazując na przemian znaki „źle”, „smutno” i „płakać”. A potem usiadła w kącie i zaczęła rozpaczliwie łkać.

W internecie łatwo znaleźć nagranie tej sceny. Chyba tylko bezduszna maszyna mogłaby uznać, że to żadna rozpacz, tylko po prostu rozbiła się jakaś szyba. ©℗


CZYTAJ TAKŻE:

W polskich domach żyje 21 milionów zwierząt. 7 milionów z nich to psy, a 6 milionów – koty. Polak i czworonóg idą przez życie noga w łapę. Ponad politycznymi podziałami. Tekst Adama Robińskiego >>>

Zenon Kruczyński, ekolog: Skala śmierci i przemocy wobec zwierząt jest straszliwa. Nie potrafimy na nią otworzyć oczu, bo ze zgrozy pękłyby nam serca >>>

Dżdżownico, siostro nasza. Edytorial ks. Adama Bonieckiego >>>

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2017