Reklama

Dzień, w którym ruszy lawina

Dzień, w którym ruszy lawina

13.03.2006
Czyta się kilka minut
Historia okrutnie zagrała z Białorusią. Mimo upadku ZSRR przed 15 laty, w tym państwie system totalitarny trwa nadal w najlepsze. To dziwny totalitaryzm: z McDonaldsem w centrum Mińska, ze sklepami z zachodnią odzieżą, z dobrymi samochodami na ulicach.
Mińsk: demonstranci trzymają zdjęcia osób "zaginionych".
T

Ten, kto trafiłby do stolicy Białorusi na kilka dni, mógłby nawet nie zauważyć okrucieństwa rządzących. Prezydent Aleksander Łukaszenka to dyktator kieszonkowego formatu. Nie ma takich możliwości, jakie mieli jego poprzednicy. Nie ma Syberii, gdzie mógłby zsyłać przeciwników systemu. Ale radzi sobie: stworzył np. małe obozy pracy przymusowej. To prawda, że nie wymordowano na Białorusi setek tysięcy ludzi. Ale wielu opozycyjnych polityków i dziennikarzy, którzy powiedzieli reżimowi "nie", przepadło bez wieści. Na Białorusi są nowe metody walki z przeciwnikami systemu, bo przecież czasy się zmieniły. Ale wzorce pozostały. Tak jak pomniki Feliksa Dzierżyńskiego i Włodzimierza Lenina w centrum białoruskiej stolicy.

Strach na Białorusi też pozostał ten sam, sowiecki. To strach wszechobecny. Że na ciebie doniosą, jeśli odważysz się mówić o polityce nie we własnej kuchni, ale na przykład w autobusie. Białoruski przyjaciel opowiedział nam historię swojego syna, na którego doniósł do KGB kolega ze szkolnej ławki. Inny zamazał antyłukaszenkowski napis, który zobaczył w windzie, bo bał się, że podejrzenie padnie na niego.

W tym szaleństwie jest metoda - i Białorusini nauczyli się żyć w strachu. Ze spuszczonymi oczami jadą codziennie do pracy, którą daje im Łukaszenka. Dali sobie wmówić, że są szczęśliwi. Jak nasz znajomy, który wyłącza telefon komórkowy, gdy rozmawia o sprawach poważnych, bo boi się, że go podsłuchują. Ale i tak w najbliższą niedzielę, 19 marca, zagłosuje na Łukaszenkę.

Białorusini przestali marzyć o wolności. Mając w pamięci okrucieństwa poprzedniego wieku, kiedy życie stracił co trzeci Białorusin, chwalą sobie to, co dziś mają. Dla nich największą wartością jest stabilność, jej gwarantem zaś baćka - ojciec narodu, jak mawia o sobie prezydent. I słynne powiedzenie tego narodu: "Byle nie było wojny".

Łukaszenka kocha władzę. W tym kraju bez surowców, na których gdzie indziej można zarabiać miliony (jak w Rosji czy na Ukrainie), władza jest dobrem najwyższym. Tym dobrem Łukaszenka nie chce się dzielić. Rządzić jest mu tym łatwiej, że mimo wszystkich urazów wygodny jest dla Moskwy, a Zachód nie bardzo ma ochotę zajmować się "tranzytowym" krajem.

A jednak garstka szaleńców spróbowała sprzeciwić się historii. Chcieli przebudzić Białorusinów z letargu, powiedzieć im, że największa stabilność panuje na cmentarzu, do którego coraz bardziej upodabnia się ich ojczyzna.

Podjęli walkę nierówną. Kilka "frontów" tej walki próbujemy opisać w specjalnym dodatku w naszym cyklu "Nowa Europa Wschodnia", poświęconym tym razem w całości Białorusi. Oddając go do druku, sami siebie pytamy, czy to wszystko jest możliwe zaraz za granicą naszego kraju? Tak, wszystko to się dzieje raptem kilkaset kilometrów od naszych domów.

Czy dla Białorusi nie ma nadziei? Jest nadzieją zbliżający się 19 marca. To nie będzie dzień wyborów prezydenckich, bo takich w państwie Łukaszenki nie ma. To będzie dzień, w którym ludzie będą walczyć ze swoim strachem, z pompowaną im do głów od lat propagandą, z niewiarą w szanse zwycięstwa. Być może wyjdą na ulice, żeby sprzeciwić się sfałszowanym wynikom wyborów. Nie wiadomo, ilu ich będzie. Czy, jak zawsze do tej pory, garstka? Czy może tym razem, nieoczekiwanie, dziesiątki tysięcy? Nie wiadomo co ich spotka. Czy ich pobiją, czy może otworzą ogień.

Tak czy inaczej, białoruscy opozycjoniści zapewniają: po dziewiętnastym nasz kraj będzie już inny. Pokażemy, że nie jesteśmy bydłem, że nie można człowiekowi odebrać godności.

Pisał kiedyś poeta:

Nie jesteś jednak tak bezwolny,

A choćbyś był jak kamień polny,

Lawina bieg od tego zmienia

Po jakich toczy się kamieniach

Na ulice Mińska wyjdą bohaterowie naszych tekstów. Wiemy, że będzie z nimi - jeśli wcześniej go nie aresztują - Aleksander Milinkiewicz, demokratyczny kandydat na prezydenta. Wiemy, że wszyscy oni zdobędą się na bohaterstwo i powiedzą totalitarnej władzy "nie".

Nawet jeśli po tych "wyborach" sytuacja polityczna się nie zmieni, to wszyscy oni zrobią wielki krok, potrzebny do obalenia reżimu. Będzie to symboliczny dzień. Dzień, w którym ruszy lawina.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, reporterka, ekspertka w tematyce wschodniej, zastępczyni redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Przez wiele lat korespondentka „Tygodnika Powszechnego”, dla którego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]