Dzieci i laptopy. Dlaczego rząd kupuje uczniom komputery

W polskiej szkole fetyszyzuje się gadżety, naiwnie wierząc, że wystarczy zastąpić tablicę i kredę ekranem z prezentacją multimedialną, żeby z ulgą ogłosić nową erę w nauczaniu.
Czyta się kilka minut
EAST NEWS

Od września wszyscy uczniowie IV klasy otrzymają nieodpłatnie laptopy, które będą służyły im w dalszej edukacji – przekazał we wtorek premier Mateusz Morawiecki. Uczniów będzie 370 tysięcy, co przy orientacyjnej cenie detalicznej ok. 2 tys. zł za komputer do podobnych zastosowań, daje w sumie 740 mln zł, choć przy zakupie hurtowym z pewnością uda się wynegocjować jeszcze sowity rabat. W roku wyborczym to jak na razie skąpa obietnica ekipy PiS, handlującej na co dzień z elektoratem przy użyciu budżetów większych o rząd wielkości. Tym razem komentarz do planów obozu władzy obejdzie się jednak bez złośliwości. Tego pomysłu nie trzeba nawet atakować. Nie kopie się przecież leżącego.

„To jest jeden z elementów transformacji cyfrowej” – mówił Mateusz Morawiecki. Podkreślał też, że ze swoim środowiskiem politycznym dąży do „ukształtowania Polski równych szans”, w przeciwieństwie do liberalnych elit poprzedniej ekipy, które uważały, że „każdy człowiek powinien radzić sobie sam”. Premier niestety nie wyjaśnił, dlaczego „Polska równych szans” ograniczy się do dzieci z tylko jednego rocznika, reszta zaś będzie musiała właśnie „radzić sobie sama”.


PRZECZYTAJ TAKŻE:
PERSPEKTYWY 2023 I PRZEWLEKŁA EDUKACYJNA RANKINGOZA >>>>


Dlaczego komputery trafią do czwartoklasistów, a nie np. do rocznika niżej lub wyżej? Czy w kolejnych latach inne również dostąpią cyfrowej inicjacji za pieniądze z budżetu? I co z uczniami, którzy w roku szkolnym 2024/25 będą powtarzać klasę piątą, a potem dołączą do koleżanek i kolegów objętych w roku wyborczym tym aktem szczodrobliwości, który w sieci już nazwano programem „Laptop+”?

To oczywiście ważne pytania, ale w gruncie rzeczy pytać należy raczej o to, co naprawdę mówią rządzący, kiedy zapowiadają transformację cyfrową polskiej szkoły. Jeśli plan sprowadza się wyłącznie do rozdania tysięcy komputerów, to znaczy, że mowa wciąż o czymś, co mój znamienity redakcyjny kolega Przemek Wilczyński, specjalista od edukacji, nazywa tabletozą. W polskiej szkole od lat fetyszyzuje się gadżety elektroniczne, naiwnie wierząc, że wystarczy zastąpić tablicę i kredę ekranem z prezentacją multimedialną, żeby z ulgą ogłosić nową erę w nauczaniu.

Istnieje spore ryzyko, że taki właśnie los spotka ministerialne laptopy. Posłużą głównie do odrabiania lekcji i pisania wypracowań. Może czasem uczniowie obejrzą na nich jakiś film.

Z darmowymi komputerami czy bez nich, uczniowie będą nadal chodzić do tej samej szkoły, która nie rozmawia z uczniami, bo przyzwyczaiła się do nich przemawiać. Kiedy w pandemii klasy przeszły na zdalne nauczanie, niewielu pedagogów dostrzegło w tej przykrej okoliczności sposobność do zmiany modelu pracy z uczniami, choćby przejścia na system realizowanych wspólnie projektów. Nawiasem mówiąc, rząd mógł się wtedy przekonać, jakie skutki w praktyce niesie za sobą technologiczne wykluczenie. Z dnia na dzień szkoły straciły z pola widzenia około sześciu tysięcy uczniów – w ich domu nie było urządzenia, na którym dziecko mogłoby uczestniczyć w lekcjach online. Rzut oka na tamte statystyki podpowiedziałby urzędnikom ministra Czarnka, że tych kilkaset tysięcy komputerów trzeba jednak rozdysponować inaczej niż w jednym roczniku. Ale w roku wyborczym polityka nie może przecież polegać na rozwiązywaniu prawdziwych problemów.

Nie bądźmy dziećmi.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”