Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dyskusja z zasadami

Dyskusja z zasadami

25.10.2011
Czyta się kilka minut
Było nieco inaczej, niż planowaliśmy. Za to - jeszcze ciekawiej.
N

Na spotkanie z redaktorem naczelnym "Tygodnika" Piotrem Mucharskim przyszło do Chopin Theatre kilkudziesięciu mieszkających w Chicago Polaków. Miejsce ciekawej, choć, jak się szybko okazało, dobrze znanej uczestnikom wieczoru opowieści o historii pisma zajęła pasjonująca dyskusja o wolnej Polsce, przyszłości prasy i wizerunku amerykańskiej Polonii nad Wisłą.

Polonia w dwa dni

Spotkanie, które zorganizowano 28 września - jeszcze przed oficjalnym otwarciem festiwalu "After Miłosz" - prowadził Grzegorz Jankowicz, redaktor działu kulturalnego "Tygodnika". Od samego początku - w myśl patronującego spotkaniu hasła "Polaku, kim jesteś?" - powtarzano w Chicago, że z oddali łatwiej spojrzeć na siebie samego.

- To tytuł książki Witolda Wirpszy, napisanej w 1971 r., rok po wyjeździe autora z Polski - wyjaśnił Jankowicz. - Wirpsza wydał rzecz o polskiej tożsamości; takiej jednak, która nie nosiła w sobie żalu po utraconej ojczyźnie. Ta powieść powstała w wyniku przymusowej emigracji autora, ale również właśnie dlatego, że oddalił się on od miejsca swojego zamieszkania i nabrał dystansu.

W sali, w której odbywało się spotkanie, nie było luster, ale łatwo sobie wyobrazić, że goście z Krakowa i Polacy z Chicago, zadając pytania i słuchając siebie nawzajem, przyglądali się tak naprawdę również samym sobie. - Kiedy myślę o "Tygodniku", zawsze zwracam uwagę na fakt, iż mogą się tu spotkać ludzie tak odmienni, że rozmowa z nimi, tak na zdrowy rozum, nie powinna być w ogóle możliwa - żartował Jankowicz. Również ze strony zróżnicowanej w poglądach chicagowskiej publiczności znikły bariery i szybko okazało się, że w rozmowie nie będzie miejsca na żadną nieszczerość.

- Zaskakują nas czasem dziennikarze, najczęściej z największych warszawskich gazet, którzy przyjeżdżają do Chicago na dwa dni, a potem piszą potężne artykuły na nasz temat - żalił się jeden z mieszkających w mieście Polaków. - Patrzą na nas przez pryzmat absolutnie niewspółmierny do tego, jakie życie tutaj prowadzimy, gdzie żyjemy, gdzie się spotykamy.

Amerykańscy Polacy skarżyli się na fałszywy, ich zdaniem, obraz Polonii, który pokutuje w mediach nad Wisłą. - Czasem mamy wrażenie, że polscy dziennikarze przyjeżdżają do nas tylko po to, aby przyjechać, bo gotowy tekst mają już wcześniej napisany w głowie - mówił jeden z nich, życząc na koniec ekipie "Tygodnika", aby w czasie kilkudniowego pobytu w USA spotkała się z różnymi środowiskami miejscowej Polonii.

W obronie "bezprizornych"

Uczestnicy wieczoru - spośród których wielu regularnie odwiedza Polskę - pytali Piotra Mucharskiego o krajobraz polskiej sceny prasowej i stan debaty publicznej o Polsce. Naczelny "Tygodnika" rozpoczął od wspomnień: - Pamiętam gdy, w czasie porządków w redakcji, w dawnej szafie Jerzego Turowicza odnalazło się sprawozdanie z zebrania redakcyjnego, na którym Krzysztof Kozłowski przedstawiał referat pt. "My w Polsce". Było tam poczucie kompletnego wyobcowania, przekonania, że redakcja znalazła się w społeczeństwie, które jest kompletnie pogodzone z rzeczywistością - mówił Mucharski, nawiązując do podobnego klinczu, który obserwuje już w wolnej Polsce: - Polska jest dziś podzielona na dwa plemiona, które nawzajem się zwalczają. Mówienie o tym, że "przyjdą nowe pokolenia", to niestety zaklinanie rzeczywistości. Nowe pokolenia już są i powielają znany im schemat podziału na wrogie sobie obozy.

Nawiązując do toczącej się w Polsce debaty o roli pisma w czasie komunizmu, naczelny "Tygodnika" wspomniał też o stańczykowskim profilu założycieli pisma i ich widzeniu polityki jako "gry pragmatycznej, która może być oceniana tylko pod tym kątem, czy w warunkach trudnej sytuacji politycznej udało się wtedy osiągnąć maksimum tego, co zakładano". - Zakładając kompromis, nigdy nie wiesz, czy nie popełniłeś błędu - przypomniał Mucharski. - W końcowym okresie komunizmu w "Tygodniku" spotkali się praktycznie wszyscy ludzie, którzy chcieli tworzyć wolną Polskę. Niestety, dziś linia politycznego pragmatyzmu jest w Polsce wciąż nieobecna.

Od ściany do ściany

Dużą część spotkania zajęła rozmowa na temat tego, czym jest "polityczność" prasy. "Tygodnik" - w latach komunizmu jednoznacznie kojarzony z opozycją demokratyczną - w czasach wolności musiał zrezygnować z tak jawnej identyfikacji z którymkolwiek z ugrupowań. - A to dawało kiedyś wiele atutów - zauważył jeden z zebranych. - W Ameryce widzimy wyraźnie, że to mass media mają władzę i stymulują zachowania. Czy pismo przetrwa na rynku prasowym, nie mając wyraźnie określonej linii politycznej?

- Zasad, które definiowały nasze funkcjonowanie przed 1989 r., nie możemy przekładać na dzisiejsze czasy - odpowiadał redaktor naczelny "Tygodnika". - Nasze pismo nie jest niepolityczne - nie jest jednak partyjne. Nie chodzi oczywiście o to, aby dziennikarz był "przezroczysty". Przeciwnie: ma mówić to, co myśli. Im ciekawszą jest osobowością, lepiej wykształconą, tym ma więcej do powiedzenia. Rzecz tylko w tym, aby nie był niewolnikiem partyjnych założeń, które rozrywają Polskę na dwie części.

Piotr Mucharski wspominał jedną z dyskusji w Polsce z udziałem szefów największych polskich redakcji. - Przekonywano mnie tam, że ostatnią rzeczą, do jakiej służy dziś gazeta czytelnikom, jest myślenie. Jest bowiem tak, że większość czytelników nie chce czytać na łamach gazet o poglądach innych, konfrontować swoich poglądów z innymi. Wciąż chcemy czytać to samo po to, aby się dobrze czuć. Nie chcemy więc myśleć - czyli konfrontować naszych myśli z innymi - preferując wciąż powtarzanie tej samej mantry, która utwierdza "moje plemię" w poczuciu słuszności. Dziennikarstwo - i w ogóle myślenie o Polsce - są niestety tym bakcylem skażone - ubolewał naczelny "Tygodnika".

- Jedną z nielicznych zalet mieszkania na emigracji jest dystans, którego nabiera się do Polski - mówił jeden z przedstawicieli Polonii, zauważając, że z drugiej strony każda wizyta w kraju oznacza wpadnięcie z powrotem w zaklęte koło: z kimkolwiek się rozmawia, ten zawsze ma jakieś poglądy. Jak zachować równowagę? - pytano na spotkaniu redaktorów "Tygodnika".

- Trudno - przyznał Mucharski. - Aby cokolwiek wiedzieć o Polsce, trzeba tak naprawdę czytać dwie gazety i trzy tygodniki. Wtedy dopiero widzi się, jak bardzo treści w nich publikowane są ze sobą sprzeczne, i na własny użytek oraz odpowiedzialność konstruuje się własny obraz świata. Formy dziennikarskie przestały właściwie nosić piętno autorskie. Format tekstu jest często definiowany przez tytuł, w którym się ukazuje. Taka sytuacja nie zawsze odpowiada autorom i "Tygodnik" korzysta na tym, że na jego łamach mogą napisać coś, co będzie ich opinią, napisaną ich językiem - mówił naczelny "Tygodnika".

W Chopin Theatre wspominano też arcybiskupa Józefa Życińskiego. - Był kimś, kto nam wiele rzeczy tłumaczył - opowiadał Mucharski. - Choć go gniewały, to pozwalał nam wiedzieć, co tam się dzieje w wyższych sferach polskiego Kościoła - dosyć chaotycznego, zagubionego, pozbawionego przywództwa i poruszającego się po omacku.

Witold Wirpsza opowiadał kiedyś o spotkaniu z dość agresywnym czytelnikiem, który na pytanie zadane w tytule jego książki (i chicagowskiego spotkania z "Tygodnikiem") - "Polaku, kim jesteś?" - odpowiedział: "A co cię to obchodzi?". - W tej odpowiedzi jest pewien odruch - powiedział Grzegorz Jankowicz - aby się zbyt długo nie zastanawiać, nie prowadzić refleksji na temat naszej tożsamości - a jedynie napiętnować innych jako nie-Polaków, nienależących do czegoś lub do kogoś. "Tygodnik" próbuje takie pytania stawiać, tak w odniesieniu do siebie, jak i w odniesieniu do tych, którzy chcą go czytać.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]