Reklama

Dyskusja z zasadami

Dyskusja z zasadami

25.10.2011
Czyta się kilka minut
Było nieco inaczej, niż planowaliśmy. Za to - jeszcze ciekawiej.
N

Na spotkanie z redaktorem naczelnym "Tygodnika" Piotrem Mucharskim przyszło do Chopin Theatre kilkudziesięciu mieszkających w Chicago Polaków. Miejsce ciekawej, choć, jak się szybko okazało, dobrze znanej uczestnikom wieczoru opowieści o historii pisma zajęła pasjonująca dyskusja o wolnej Polsce, przyszłości prasy i wizerunku amerykańskiej Polonii nad Wisłą.

Polonia w dwa dni

Spotkanie, które zorganizowano 28 września - jeszcze przed oficjalnym otwarciem festiwalu "After Miłosz" - prowadził Grzegorz Jankowicz, redaktor działu kulturalnego "Tygodnika". Od samego początku - w myśl patronującego spotkaniu hasła "Polaku, kim jesteś?" - powtarzano w Chicago, że z oddali łatwiej spojrzeć na siebie samego.

- To tytuł książki Witolda Wirpszy, napisanej w 1971 r., rok po wyjeździe autora z Polski - wyjaśnił Jankowicz. - Wirpsza wydał rzecz o polskiej tożsamości; takiej jednak, która nie nosiła w sobie żalu po utraconej ojczyźnie. Ta powieść powstała w wyniku przymusowej emigracji autora, ale również właśnie dlatego, że oddalił się on od miejsca swojego zamieszkania i nabrał dystansu.

W sali, w której odbywało się spotkanie, nie było luster, ale łatwo sobie wyobrazić, że goście z Krakowa i Polacy z Chicago, zadając pytania i słuchając siebie nawzajem, przyglądali się tak naprawdę również samym sobie. - Kiedy myślę o "Tygodniku", zawsze zwracam uwagę na fakt, iż mogą się tu spotkać ludzie tak odmienni, że rozmowa z nimi, tak na zdrowy rozum, nie powinna być w ogóle możliwa - żartował Jankowicz. Również ze strony zróżnicowanej w poglądach chicagowskiej publiczności znikły bariery i szybko okazało się, że w rozmowie nie będzie miejsca na żadną nieszczerość.

- Zaskakują nas czasem dziennikarze, najczęściej z największych warszawskich gazet, którzy przyjeżdżają do Chicago na dwa dni, a potem piszą potężne artykuły na nasz temat - żalił się jeden z mieszkających w mieście Polaków. - Patrzą na nas przez pryzmat absolutnie niewspółmierny do tego, jakie życie tutaj prowadzimy, gdzie żyjemy, gdzie się spotykamy.

Amerykańscy Polacy skarżyli się na fałszywy, ich zdaniem, obraz Polonii, który pokutuje w mediach nad Wisłą. - Czasem mamy wrażenie, że polscy dziennikarze przyjeżdżają do nas tylko po to, aby przyjechać, bo gotowy tekst mają już wcześniej napisany w głowie - mówił jeden z nich, życząc na koniec ekipie "Tygodnika", aby w czasie kilkudniowego pobytu w USA spotkała się z różnymi środowiskami miejscowej Polonii.

W obronie "bezprizornych"

Uczestnicy wieczoru - spośród których wielu regularnie odwiedza Polskę - pytali Piotra Mucharskiego o krajobraz polskiej sceny prasowej i stan debaty publicznej o Polsce. Naczelny "Tygodnika" rozpoczął od wspomnień: - Pamiętam gdy, w czasie porządków w redakcji, w dawnej szafie Jerzego Turowicza odnalazło się sprawozdanie z zebrania redakcyjnego, na którym Krzysztof Kozłowski przedstawiał referat pt. "My w Polsce". Było tam poczucie kompletnego wyobcowania, przekonania, że redakcja znalazła się w społeczeństwie, które jest kompletnie pogodzone z rzeczywistością - mówił Mucharski, nawiązując do podobnego klinczu, który obserwuje już w wolnej Polsce: - Polska jest dziś podzielona na dwa plemiona, które nawzajem się zwalczają. Mówienie o tym, że "przyjdą nowe pokolenia", to niestety zaklinanie rzeczywistości. Nowe pokolenia już są i powielają znany im schemat podziału na wrogie sobie obozy.

Nawiązując do toczącej się w Polsce debaty o roli pisma w czasie komunizmu, naczelny "Tygodnika" wspomniał też o stańczykowskim profilu założycieli pisma i ich widzeniu polityki jako "gry pragmatycznej, która może być oceniana tylko pod tym kątem, czy w warunkach trudnej sytuacji politycznej udało się wtedy osiągnąć maksimum tego, co zakładano". - Zakładając kompromis, nigdy nie wiesz, czy nie popełniłeś błędu - przypomniał Mucharski. - W końcowym okresie komunizmu w "Tygodniku" spotkali się praktycznie wszyscy ludzie, którzy chcieli tworzyć wolną Polskę. Niestety, dziś linia politycznego pragmatyzmu jest w Polsce wciąż nieobecna.

Od ściany do ściany

Dużą część spotkania zajęła rozmowa na temat tego, czym jest "polityczność" prasy. "Tygodnik" - w latach komunizmu jednoznacznie kojarzony z opozycją demokratyczną - w czasach wolności musiał zrezygnować z tak jawnej identyfikacji z którymkolwiek z ugrupowań. - A to dawało kiedyś wiele atutów - zauważył jeden z zebranych. - W Ameryce widzimy wyraźnie, że to mass media mają władzę i stymulują zachowania. Czy pismo przetrwa na rynku prasowym, nie mając wyraźnie określonej linii politycznej?

- Zasad, które definiowały nasze funkcjonowanie przed 1989 r., nie możemy przekładać na dzisiejsze czasy - odpowiadał redaktor naczelny "Tygodnika". - Nasze pismo nie jest niepolityczne - nie jest jednak partyjne. Nie chodzi oczywiście o to, aby dziennikarz był "przezroczysty". Przeciwnie: ma mówić to, co myśli. Im ciekawszą jest osobowością, lepiej wykształconą, tym ma więcej do powiedzenia. Rzecz tylko w tym, aby nie był niewolnikiem partyjnych założeń, które rozrywają Polskę na dwie części.

Piotr Mucharski wspominał jedną z dyskusji w Polsce z udziałem szefów największych polskich redakcji. - Przekonywano mnie tam, że ostatnią rzeczą, do jakiej służy dziś gazeta czytelnikom, jest myślenie. Jest bowiem tak, że większość czytelników nie chce czytać na łamach gazet o poglądach innych, konfrontować swoich poglądów z innymi. Wciąż chcemy czytać to samo po to, aby się dobrze czuć. Nie chcemy więc myśleć - czyli konfrontować naszych myśli z innymi - preferując wciąż powtarzanie tej samej mantry, która utwierdza "moje plemię" w poczuciu słuszności. Dziennikarstwo - i w ogóle myślenie o Polsce - są niestety tym bakcylem skażone - ubolewał naczelny "Tygodnika".

- Jedną z nielicznych zalet mieszkania na emigracji jest dystans, którego nabiera się do Polski - mówił jeden z przedstawicieli Polonii, zauważając, że z drugiej strony każda wizyta w kraju oznacza wpadnięcie z powrotem w zaklęte koło: z kimkolwiek się rozmawia, ten zawsze ma jakieś poglądy. Jak zachować równowagę? - pytano na spotkaniu redaktorów "Tygodnika".

- Trudno - przyznał Mucharski. - Aby cokolwiek wiedzieć o Polsce, trzeba tak naprawdę czytać dwie gazety i trzy tygodniki. Wtedy dopiero widzi się, jak bardzo treści w nich publikowane są ze sobą sprzeczne, i na własny użytek oraz odpowiedzialność konstruuje się własny obraz świata. Formy dziennikarskie przestały właściwie nosić piętno autorskie. Format tekstu jest często definiowany przez tytuł, w którym się ukazuje. Taka sytuacja nie zawsze odpowiada autorom i "Tygodnik" korzysta na tym, że na jego łamach mogą napisać coś, co będzie ich opinią, napisaną ich językiem - mówił naczelny "Tygodnika".

W Chopin Theatre wspominano też arcybiskupa Józefa Życińskiego. - Był kimś, kto nam wiele rzeczy tłumaczył - opowiadał Mucharski. - Choć go gniewały, to pozwalał nam wiedzieć, co tam się dzieje w wyższych sferach polskiego Kościoła - dosyć chaotycznego, zagubionego, pozbawionego przywództwa i poruszającego się po omacku.

Witold Wirpsza opowiadał kiedyś o spotkaniu z dość agresywnym czytelnikiem, który na pytanie zadane w tytule jego książki (i chicagowskiego spotkania z "Tygodnikiem") - "Polaku, kim jesteś?" - odpowiedział: "A co cię to obchodzi?". - W tej odpowiedzi jest pewien odruch - powiedział Grzegorz Jankowicz - aby się zbyt długo nie zastanawiać, nie prowadzić refleksji na temat naszej tożsamości - a jedynie napiętnować innych jako nie-Polaków, nienależących do czegoś lub do kogoś. "Tygodnik" próbuje takie pytania stawiać, tak w odniesieniu do siebie, jak i w odniesieniu do tych, którzy chcą go czytać.

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]