Reklama

Dwa światy pod jednym dachem

Dwa światy pod jednym dachem

17.05.2006
Czyta się kilka minut
Dziećmi będąc, słuchaliśmy baśni i ani nam w głowie nie postało, że oto mamy do czynienia z szyfrem, którym baśniopisarze mówią o realnym życiu i jego prawach. Wina i kara, zasługa i nagroda - ten prosty kod moralnych przestróg przyswajaliśmy bezwiednie, osmotycznie niejako. Na tym wszak polega głęboki sens baśni - są destylatem życiowej mądrości, katalogiem grzechów i cnót ubranym w atrakcyjną formę ludowej przypowieści. Baśń mimowolnie ujawnia także nasze cechy narodowe, rodzime szajby i słabości, etyczne priorytety, nawyki i aspiracje Polaków. To taka mielonka z rodaka - z jego cech ładnych i szpetnych. Szwarccharakterem wszystkich baśni jest niezmiennie "bogacz" i "macocha" - toteż ta sponiewierana para nie ma lekko po dziś dzień.
B

Baśń jest swojskim pejzażem - pierwszą magiczną rekwizytornią, zagraconą symbolicznymi figurami, które z czasem składają się na nasze poczucie tożsamości, kulturowej przynależności. I, jakkolwiek fabularny rdzeń tych baśni jest wspólny dla całej Europy, to przecież mają swój nadwiślański koloryt - tak dalece oswojony, że przyjmujemy go za oczywisty. Kryte słomą chaty, żuraw studzienny, rosochate wierzby i piaszczysty gościniec - oto scena niemal wszystkich baśni rodzimych, z drobnymi regionalnymi odmianami. Królewny mają niezmiennie oczy jak niezabudki i płowe warkocze, a Głupi Jaś - słomianą strzechę na głowie. Powielamy ten szablon w niezliczonych wariantach, pomnaża go armia ilustratorów. Baśniowe rekwizyty, kostiumy i przysmaki budują w naszej głowie wyobrażony skansen wsi polskiej, każde odstępstwo od tego wizerunku wydaje się dziwactwem i dysonansem. Jeśli posiłek - to żur, twaróg albo pszenne "kukiełki", jeśli odzienie - to giezło i lniane porcięta, jeśli domostwo - to sąsiek, przyzba, świronek, komora...

Dopiero jednoczesna lektura dwóch zbiorów przypowieści dla dzieci (geograficznie jednako polskich, ale kulturowo odmiennych) ujawnia siłę rażenia baśniowych stereotypów i ich "nieprzemakalny", homogeniczny charakter. Mam tu na myśli dwa tytuły - nowowydany wybór baśni polskich (Grzegorza Leszczyńskiego) i "Opowiadania dla dzieci" Isaaka Singera, których fantastyczną akcję autor umiejscowił w Polsce - przedwojennej lub mitycznej.

Dwie kultury, dwie religie pod jednym polskim dachem. Każda z nich ma swój utrwalany w baśniach krajobraz, odrębne rekwizyty, zapachy i smaki - trudno w nich rozpoznać wspólny, tutejszy adres. Łączy je natomiast bliźniacze poczucie dobra i zła, z jednego pnia wywiedziona lista rekomendowanych dzieciom wartości.

Pięknie wydany wybór "Nowej Ery" zawiera chronologicznie ułożone baśnie i legendy polskie - od dziewiętnastowiecznych poczynając, na Joannie Kulmowej, Joannie Papuzińskiej i Oldze Tokarczuk kończąc. Są tu teksty "kanoniczne" - "Kwiat paproci", "Szklana góra", "Jak to ze lnem było", "Szewczyk Dratewka" - ale są i groteskowe, komiczne przeróbki, jak "Jedna noc czarownicy" Doroty Terakowskiej czy "Legenda o smoku ze Smoczej Jamy" Wandy Chotomskiej. Jest też tekst niezwykły, nieznany mi dotąd - wspaniała baśń Stanisława Dygata "Bartek i Śmierć", przejmująca, poetycka. Czytając ją biadoliłam, swoim zwyczajem, nad tym, że pisarze "dorośli" tak rzadko pisują dla dzieci.

Nowowydany wybór jest edytorskim sukcesem - szlachetne ilustracje Marii Ekier, logiczny, przejrzysty układ graficzny autorstwa Grażki Lange, liczne przypisy ułatwiające dziecku kontakt z archaiczną polszczyzną... Staranna robota wydawnicza - wybór reprezentatywny i oryginalny zarazem, bo rozszerzony o najnowsze teksty baśniowe.

"Opowiadania dla dzieci" Singera nie są etnograficznym dokumentem ani antologią baśni żydowskich. To trzydzieści sześć bardzo różnych miniatur literackich, które łączy jedynie wiek adresata. Znajdziemy tu zarówno legendy, jak i humoreski, Biblią inspirowane przypowieści, wreszcie wspomnienia warszawskiego dzieciństwa w rabinackim domu na ulicy Krochmalnej, a nawet opowieść o dwojgu dzieciach ocalonych z getta.

Czytając, obcujemy ze światem nieznanym. Singerowskie skrzaty i świerszcze za kominem, jego czarownice i królowe są egzotyczne, zupełnie inne od tych, do których przywykliśmy. Nic się nie zgadza w tej baśniowej menażerii - najwyraźniej Singer na innych baśniach wyrósł niż Konopnicka czy Kasprowicz. Morały nie są tak oczywiste, niekiedy wręcz przewrotne. Inne jest też poczucie humoru. Zakończenie bywa szczęśliwe, ale i od tej reguły zdarzają się wyjątki. Legendy polskie w przeróbce Singera przybierają paradoksalną postać - pogańska dziewica, która ma być złożona w ofierze rzece Wiśle, zostaje uratowana od zguby przez żydowskiego młodzieńca, po czym bierze go za męża i odchodzą do Jerozolimy. Niebawem Polska przyjmuje chrześcijaństwo, a jedynym śladem pogańskich ofiar z ludzi pozostaje kukła (Marzanna), topiona wiosną w Wiśle.

"Opowiadania dla dzieci" Singera, napisane przed półwieczem w Nowym Jorku, mówią o realiach małych żydowskich miasteczek przedwojennej Polski. Dzieci mają na imię Joszua, Hindełe, Estera, Lejb... Chłopcy chodzą do chederu, częstym rekwizytem bywa zwój lub książka. Dziewczynki bawią się cynowym drejdlem - czworograniastym bączkiem, tradycyjną zabawką chanukową. Zimowe święto Chanuki i ciągle powracający motyw drejdla - magicznego atrybutu - w interpretacji Singera przypomina nastrojem Boże Narodzenie, tyle w tych opisach nostalgii i emocji. Czulent, chałka, faszerowana ryba - koszerne menu w baśniach Singera różni się od kuchni Sienkiewicza i Porazińskiej.

Baśnie żydowskie noszą ślady uniwersalnych, europejskich motywów bajkowych, ale nie są chłopskie (choć poniekąd ludowe) - nie są zabarwione gwarą i odmiennym sztafażem operują. Religijne praktyki pojawiają się w opowiadaniach Singera nieporównanie częściej, niż to bywa w polskich baśniach. I podobnie jak w polskich baśniach nie ma żadnej wzmianki o religijnych Żydach, tak i katolik u Singera pojawia się rzadko, zwykle pod postacią dziedzica. Nie wiadomo, czym chełmianie zawinili pisarzowi, niemniej Chełm powraca po wielekroć w opowiadaniach Singera jako "miasto głupców", którym rządzi rada mędrców o nazwiskach: Kiep, Osioł, Dureń, Głupek, Wół i Fujara. A żydowski "Głupi Jaś" nosi imię Szlemiel i jest (zapewne) brunetem.

Te dwa zbiory baśni potwierdzają domysł, że w przedwojennej Polsce istniały dwa ogrody dzieciństwa, zapełnione odmiennymi zabawkami i oddzielone murem (widzialnym i niewidzialnym), ale dość wysokim, aby dziecięce głosy przezeń nie przenikały. Baśnie zachodnioeuropejskie, ukraińskie, białoruskie, litewskie... zbełtały się tak dokładnie, że ledwie można w nich rozpoznać regionalne ingrediencje. Hansel i Gretchen, Kaj i Gerda, Jaś i Małgosia - z jednego pochodzą jordanka. Ale Menasze i Rachela, Lemel i Cypa - bawili się na innym podwórku, stąd ich losy biegną odmienną ścieżką.

Wydawca opowiadań Singera, bardzo roztropnie, opatrzył zbiór słowniczkiem terminów żydowskich. Po lekturze pozostaje jednak wrażenie, że nasze dzieci potrzebują czegoś więcej niż słowniczka, aby uwierzyć, że Singerowskie baśnie rozgrywały się w bliskim sąsiedztwie Sobotniej Góry czy Smoczej Jamy.

"Polskie baśnie i legendy". Wybór Grzegorz Leszczyński, ilustracje Maria Ekier, projekt graficzny Grażka Lange, Warszawa 2006, Wydawnictwo Nowa Era;
Isaac Bashevis Singer, "Opowiadania dla dzieci", przełożył Andrzej Polkowski, Poznań 2006, wydawnictwo Media Rodzina

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]