Reklama

Ładowanie...

Dojutrkowie niszczą swojszczyznę

Dojutrkowie niszczą swojszczyznę

31.07.2017
Czyta się kilka minut
Lewactwo? Ekologia to stara polska tradycja. Tworzyli ją między innymi najbardziej dalekowzroczni ludzie prawicy i niekwestionowani patrioci. A jednym z jej prekursorów był endek.
Prof. Jan Gwalbert Pawlikowski, ul. Krupówki. Po prawej stronie słynny sklep sportowy Franciszka Bujaka. Zakopane, 1934 r. OPRAC. RAFAŁ JABŁOŃSKI-ZELEK / ZBIORY ARCHIWUM MUZEUM TATRZAŃSKIEGO
N

Na fali protestów przeciwko wycinaniu Puszczy Białowieskiej oraz dewastacji zieleni w miastach odżyła dyskusja o tym, skąd i po co wzięła się ochrona przyrody. W środowiskach prorządowej prawicy nierzadkie są opinie, że to importowana moda z Zachodu, unijne „politycznie poprawne” wymysły, jeśli nie robota KGB, które „zielonych” ponoć kiedyś wymyśliło.

Tymczasem ochrona przyrody stanowi od ponad stu lat silny nurt intelektualny, gromadząc wokół swych ideałów najtęższe umysły. W tym prominentnych reprezentantów dawnej prawicy.

Trend światowy

W USA już w połowie XIX w. pojawili się „ekolodzy”. Na niszczenie przyrody zwracali uwagę m.in. Henry David Thoreau i Ralph Waldo Emerson. W ślad za płomiennymi manifestami wkrótce przyszła refleksja fachowa. Najbardziej znany jej reprezentant, przyrodnik John Muir, prowadził badania wpływu człowieka na ekosystem i apelował o ochronę najcenniejszych miejsc. W 1872 r. powstał pierwszy na świecie park narodowy Yellowstone, a 18 lat później taką formą ochrony objęto Yosemite, które badał Muir. Od 1886 r. działało Audubon Society, chroniące dzikie ptaki, a po kolejnych sześciu latach Muir powołał pierwszą organizację stricte ekologiczną – Sierra Club. Pod wpływem jej lidera pozostawał republikański prezydent Theodore Roosevelt, który wprowadził liczne obostrzenia chroniące przyrodę.

W roku 1911 eksprezydent pisał: „Dla ludzi każdego kraju, który nazywa siebie cywilizowanym, głębokim upokorzeniem jest to, że wiele form dzikiej przyrody, uważanych za najwspanialsze lub najpiękniejsze, niedługo będziemy znali tylko z suchych opisów w podręcznikach uwzględniających ich cechy, które miały, gdy jeszcze istniały, oraz melancholijną wzmiankę o dacie ich zniknięcia”.

W Wielkiej Brytanii podobne idee głosił wpływowy poeta i pisarz John Ruskin, a organizacje ochrony ptaków, dzikich zwierząt, lasów czy krajobrazu powstały już w latach 80. XIX stulecia. W Niemczech Hugo Conwentz przygotował pierwsze rozporządzenia i przepisy, katalogował przyrodnicze skarby i wzywał do ich ochrony. Wkrótce z tego impulsu zrodził się silny ruch społeczny. Conwentz pisał: „Nie tylko u nas ludzie doszli już do wniosku, że coś powinno być zrobione niezwłocznie, aby zapobiec pełnemu zniszczeniu pierwotnej przyrody w przyszłości. Teraz właśnie nadszedł czas, aby państwo, które już od dawna troszczy się o zachowanie starodawnych skarbów kultury i sztuki, zwróciło także uwagę na pomniki przyrody”. Inspirował on powstanie pierwszych europejskich parków narodowych (w Szwecji) i pierwszych w Niemczech.

Conwentz sprzyjał idei ochrony biernej i całościowej – zostawieniu najcenniejszych dzikich obszarów samym sobie, aby przyroda rządziła się własnymi prawami. Podobnym szlakiem podążał na wschodzie Grigorij Kożewnikow – wpływowy rosyjski uczony-przyrodnik, który już w 1908 r. głosił konieczność ocalenia najcenniejszych obszarów i wyłączenia ich spod ludzkiej aktywności (włącznie z zakazem wstępu) w celu, jak to nazwał, „ochrony absolutnej”.

Byliśmy w awangardzie

Polska bynajmniej nie odstawała od światowej czołówki. Stanisław Staszic już w 1815 r. w „O ziemiorództwie Karpatów...” zwracał uwagę na skutki rabunkowej eksploatacji przyrody i zalecał jej ochronę. Cztery lata później księżna Izabela Czartoryska w „Pielgrzymie w Dobromilu...” pisała: „Radzę wam, proszę was, sadźcie wiele drzew, szanujcie te, co macie, miejcie o nich czułe staranie, wpajajcie zawczasu w dzieci wasze toż samo przywiązanie do drzew, które są i potrzebne, i miłe, i pożyteczne, i ozdobne”.

W „Panu Tadeuszu” odnajdujemy zapis procederu rabunkowej eksploatacji lasów: „Pomniki nasze! ileż co rok was pożera / / Kupiecka lub rządowa, moskiewska siekiera! / Nie zostawia przytułku ni leśnym śpiewakom, / Ni wieszczom, którym cień wasz tak miły jak ptakom”.

Eliza Orzeszkowa, inspirowana pismami Ruskina, w quasi-manifeście „Oblicze matki” z 1899 r. wzywała do ochrony krajo- brazu. Polska przyroda to dla niej „symbol polskości”, koniecznie trzeba ją więc bronić przed zniszczeniem. Ksiądz Konstanty Damrot potępiał rabunkową gospodarkę leśną w Karkonoszach, wskutek której, jak pisał, góry „niegdyś słowiańskie” nabrały charakteru „germańsko-kosmopolitycznego”. Wybitny przyrodnik Marian Raciborski w 1908 r. wprowadził pojęcie „zabytku przyrody” – takich elementów ekosystemu, które są związane z historią i kulturą narodu, więc należy je chronić.

Ewa Łuskina w 1910 r. opublikowała „W obronie piękności kraju” – fachową broszurę poświęconą ochronie krajobrazu kulturowego i przyrodniczego. Pisała: „każda rysa, każda zmiana (...) wprowadzona w tę przedziwność, jaką jest krajobraz polski w swym naturalnym układzie – jest ujmą wyrządzoną własnej osobowości. Dobrze byłoby może niekiedy nie zapomnieć o tym w chwili, gdy pod pozorem doraźnej korzyści lub zgoła bez pozoru – mamy zniwelować jakieś malownicze wzgórze czy spadek gruntu, ogołocić z zarośli brzeg rzeki, ściąć starą wierzbę nad strumieniem, dziką wiśnię na miedzy lub kępę »nieproduktywnych« brzóz wśród łąki. I warto zastanowić się nieco, zanim bez koniecznej potrzeby postanowimy zasypać szutrem hardy, burzliwy potok (...), spuścić i osuszyć staw, w którego zwierciadlanej szybie podwajała się piękność otoczenia, gdy (...) mamy na zagładę skazać las”.

Nie szło tylko o słowa. W 1869 r. politycy galicyjskiego Sejmu Krajowego uchwalili ustawę zakazującą zabijania i łapania kozic i świstaków. Cztery lata później społecznicy utworzyli Towarzystwo Tatrzańskie, mające w statucie zapis o „ochronie zwierząt halskich”. Tatry stały się symbolem ochrony polskiej przyrody oraz pierwszym polem zmagań z jej niszczycielami.

Zielony jak... endek

Fundamenty nowoczesnej rodzimej ekologii stworzył Jan Gwalbert Pawlikowski. Pochodził z rodziny o tradycjach społecznikowskich i kontynuował je. To człowiek instytucja: profesor Wyższej Szkoły Rolniczej w Dublanach, twórca lwowskiej Szkoły Nauk Politycznych, fundator ogromnej czytelni (26 tys. woluminów, w tym białych kruków) wydawca, działacz gospodarczy, animator amatorskiego ruchu teatralnego. W stuletnią rocznicę urodzin poety opublikował pracę „Mistyka Słowackiego”, która zyskała entuzjastyczne recenzje. W 1924 r. wydał na podstawie rękopisów poemat Słowackiego „Król Duch”.

W 1902 r. został członkiem tajnej trójzaborowej Ligi Narodowej, trzy lata później wszedł do jej Komitetu Centralnego. W 1904 r. współtworzył legalne galicyjskie Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne. W 1907 r. został jego prezesem. Był więc endekiem i... ekologiem. Na tory zainteresowań ochroniarskich popchnęło go taternictwo i obcowanie z dziką przyrodą górską. Jako pierwszy wszedł na Łomnicę północną ścianą, na Durny Szczyt z Doliny Dzikiej, na Szatana, a przede wszystkim na szczyt Mnicha. Był również prekursorem taternictwa jaskiniowego. Jak pisali jego biografowie: „Problem zachowania pierwotności Tatr uczynił z Pawlikowskiego pioniera ochrony przyrody w Polsce”.

Był wybitnym działaczem Towarzystwa Tatrzańskiego i autorem jego programu. W 1912 r. utworzył w łonie Towarzystwa Sekcję Ochrony Tatr i stanął na jej czele. Postulowała objęcie Tatr ochroną w formie rezerwatu przyrody. Z tego względu Pawlikowski zwalczał wiele inwestycji. Przegrał batalie m.in. o budowę drogi i schroniska nad Morskim Okiem oraz zlokalizowanie krzyży na Giewoncie i Gubałówce, a także przeciwko ułatwieniom technicznym na Orlej Perci. Był natomiast liderem skutecznego oporu wobec budowy schronisk pod Rysami i nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, kolei zębatej na Świnicę i komercyjnej dewastacji Wąwozu Kraków w Dolinie Kościeliskiej. Krytykowany, że chce utrudniać pobyt w górach i obcowanie z przyrodą, odrzekł: „Tatry trzeba chronić, aby było tam po co chodzić”.

Kultura i natura

Jednak jego kluczowym wkładem w polską, a nawet światową ochronę przyrody był opublikowany w 1913 r. tekst „Kultura a natura”. Prof. Adam Wodziczko pisał, że „Pawlikowski stworzył (...) odrębny kierunek w światowym ruchu ochrony przyrody, który można nazwać idealistycznym lub lepiej humanistycznym, gdyż główne motywy ochrony przyrody upatruje w idealnych wartościach przyrody, w jej znaczeniu dla naszego rozwoju duchowego”.

Uważał bowiem Pawlikowski, że choć rozmaite „przyziemne” powody ochrony przyrody są ważne i nie należy ich odrzucać, winniśmy zrobić krok dalej. Przyroda jest godna zachowania ze względu na swą wartość przyrodzoną, własną „znakomitość”. Natomiast nam oferuje możność kształtowania dusz, charakterów i wrażliwości w otoczeniu natury pierwotnej lub przekształconej z umiarem. Kultura każdej wspólnoty ludzkiej jest więc pochodną m.in. przyrodniczego otoczenia, to dzięki niej tworzy się „swojszczyzna” odróżniająca jedne nacje od innych.

Bezlitośnie piętnował prymitywny utylitaryzm. Dobitnym przykładem był artykuł „Jak upiększyć Tatry?”, napisany wraz z synem Janem Gwalbertem Henrykiem oraz jego ówczesną małżonką, Marią z Kossaków, która do historii przeszła jako Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. W tej satyrze czytamy: „Dla umożliwienia dłuższego spaceru na znacznych wysokościach wypadnie połączyć szczyty mostami. Co za wspaniała promenada, zwłaszcza gdy doliny rozbrzmiewać będą muzyką kilkunastu orkiestr albo śpiewem góralskim wyrzucanym przez potężne gramofony (...) Wydatnym źródłem dochodów mogą być także stawy tatrzańskie. Morskie Oko zwłaszcza, jak sama nazwa wskazuje, jest częścią morza i za dodaniem nieco soli mogłoby produkować wszelkie ryby morskie”.

W „Kulturze a naturze” natomiast już w poważnym tonie i za pomocą analogii wymierzał policzek utylitarystom: „Nikt nie będzie przecież z płócien Matejki robił worków na mąkę”. Niszczenie dziedzictwa przyrodniczego w imię doraźnych zysków nazywał „ekonomią dojutrków”.

Prof. Jacek Kolbuszewski, zasłużony badacz wątków ekologicznych w kulturze i literaturze, stwierdzał: „Ochronę przyrody uznał Pawlikowski za ostatni (w chronologicznej kolejności pojawiania się) przejaw procesu kształtowania się nowoczesnej, dwudziestowiecznej kultury (...). Nie ma (...) u niego nawrotu do spontanicznej pierwotności – jest natomiast ogromnie wielka i ważna strategia tworzenia nowej zupełnie kultury”. Wiele lat temu endek-ekolog pytał: „Miałożby być dla nas rzeczą zupełnie obojętną, czy wieloryby albo słonie znikną z powierzchni ziemi, czy nie? Czy rzeczywiście wszystko nam jedno, czy Alpy zostaną zdeprawowane przez kolejki i hotele szczytowe, albo reklamy czekolady Sucharda wypisywane nad lodowcami Mont Blanc?”.

Modna ekologia

Wciąż związany z endecją, po odzyskaniu niepodległości rzucił się Pawlikowski w wir działalności ekologicznej. W latach 1919-25 był wiceprezesem Tymczasowej Komisji Ochrony Przyrody, następnie przez dziesięć lat pełnił tę samą funkcję w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody (PROP). W 1928 r. należał do grona założycieli i był autorem statutu Ligi Ochrony Przyrody – pierwszej organizacji tego typu w Polsce.

W 1930 r. w Brukseli z jego inicjatywy utworzono Międzynarodowe Biuro Ochrony Przyrody, mające koordynować ponadnarodowe inicjatywy oraz służyć wymianie doświadczeń poszczególnych krajów. Cztery lata później należał do twórców ustawy o ochronie przyrody. Uważana była za jedną z najlepszych w świecie.

Mimo ogromnego autorytetu przegrał batalię o budowę kolejki na Gubałówkę, a zwłaszcza na Kasprowy Wierch, zwożącej tłumy w jedno z najcenniejszych i najbardziej wrażliwych miejsc Tatr. Na znak protestu przeciwko tej inwestycji podał się wraz z całym składem PROP do dymisji. Mimo jego wielokrotnych apeli nie udało się w II RP powołać Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Były jednak sukcesy jego i innych. W 1932 r. utworzono dwa pierwsze polskie parki narodowe – Pieniński i Białowieski. Powstawały rezerwaty przyrody. Ekologia była modna. Wątki tego rodzaju były bardzo popularne w polskim ruchu harcerskim. Masowe nakłady osiągały publikacje propagujące poznawanie przyrody i uwrażliwiające na jej niszczenie. Jedna z najbardziej poczytnych książek dla młodzieży, „Lato leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny, zaczynała się tak: „O starodawnym, bo jak bór wiecznym rodzie tu mowa będzie. Ma on przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości; boć nie ród to ciała, lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli”.

Tuż przed śmiercią Stefan Żeromski napisał „Puszczę jodłową”. Opatrzona dedykacją dla twórcy polskiego krajoznawstwa, Aleksandra Janowskiego, stanowiła jeden z najbardziej dobitnych manifestów ochrony przyrody w Polsce: „Żyj wiecznie, świątnico, ogrodzie lilij, serce lasów! Przeminęły nad tobą czasy złe (...). Lecz któż może wiedzieć, czy (...) nie wyjdą znów drwale z siekierami, ażeby ściąć do korzenia macierz jodłową na podstawie nowego prawa, w interesie jakiegoś handlu lub czyjegoś niezbędnego zysku. Jakie bądź byłoby prawo, czyjekolwiek by było, do tych przyszłych barbarzyńców poprzez wszystkie czasy wołam z krzykiem: – Nie pozwalam! Puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska, ma zostać na wieki wieków, jako las nietykalny (...). Puszcza jest niczyja – nie moja ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!”.

Ten apel miał duży wpływ na rozpoczęcie prac nad utworzeniem Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Żeromski domagał się też ustawowej ochrony Puszczy Kampinoskiej i najwyższych polskich gór. Podobne stanowisko zajmował m.in. inny popularny pisarz, Andrzej Strug.

Współpracownik i kontynuator myśli Pawlikowskiego, prof. Władysław Szafer, w 1932 r. formułował radykalną wizję ochrony natury: „Najwięcej do ideału zbliża się taki park narodowy, w którym przyroda chroniona jest absolutnie i pod każdym względem, a wpływ człowieka w nim jest ściśle ograniczony. (...) ma on przede wszystkim spełnić swe naczelne zadanie, to znaczy być ostoją dla pierwotnej przyrody, gdzie zarówno fauna i flora, jak i osobliwości przyrody nieożywionej (...) mają podlegać bezwzględnej ochronie tak, aby obraz pierwotnego i naturalnego krajobrazu parku wraz z wszystkimi jego elementami nie ulegał zmianom”.

Idee ochrony przyrody były nie tylko popularne, ale i traktowane jako oczywisty składnik patriotyzmu. Gdy usłyszymy kolejny raz, że ekologia to nowomodny przeszczep ideologiczny z Zachodu, a patrioci nie muszą się oglądać na takie „lewackie wymysły”, wiedzmy, że jest dokładnie odwrotnie. A dzisiejsza eksploatacja przyrody, w tym wycinanie pradawnej polskiej Puszczy i zamienianie jej na deski, to krytykowana przez ekologa-endeka „ekonomia dojutrków”. ©

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]