Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

W Yellowstone jak pod Kutnem

TOMASZ SKRZYDŁOWSKI, leśnik i edukator: Najlepszy wskaźnik tego, czy krajobraz jest naturalny, to kozy. Jak są kozy – to lipa.

Reklama

W Yellowstone jak pod Kutnem

W Yellowstone jak pod Kutnem

26.06.2018
Czyta się kilka minut
TOMASZ SKRZYDŁOWSKI, leśnik i edukator: Najlepszy wskaźnik tego, czy krajobraz jest naturalny, to kozy. Jak są kozy – to lipa.
Pogórze Przemyskie ADAM ŁAWNIK / EAST NEWS
A

ADAM ROBIŃSKI: Jak kiedyś wyglądały lasy Tatr i Podhala?

TOMASZ SKRZYDŁOWSKI: Prowadzę na ten temat wykłady dla leśników. Zanim opowiem im o lasach współczesnych, zaczynam o historii. Dokładnie – 5 mln lat temu. Z wykopalisk prowadzonych na Podhalu przez botanika prof. Władysława Szafera wiemy, że występowały tu tulipanowce, miłorzęby, magnolie. Cuda!

Potem przyszła epoka lodowcowa i wszystko zniszczyła. Jedno, drugie, trzecie zlodowacenie. W przerwach były okresy międzylodowcowe – każdy z nich cieplejszy niż czasy obecne, czyli holocen. A potem znowu przychodziło zlodowacenie, które niszczyło florę. Każde kolejne – bardziej. To, co mamy teraz, to stan mocno zubożony.

Ale holocen trwa raptem 10 tys. lat, a te interglacjały kilkadziesiąt lub nawet ponad sto tysięcy lat. Więc kto wie, co by się stało, gdyby obecne warunki utrzymywały się jeszcze...

19421

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Szkoda, że jest tak ogromne parcie na przerobienie wszystkich lasów na pieniądze. Odbudowa drzewostanu jest często niemożliwa, a w miejscach takich jak pierwotna puszcza to już jest rozpacz. Człowiek chyba musi zginąć w tym swoim niezaspokojeniu.

Lasy Państwowe - N I E

...rzeczywistego upaństwowienia, a raczej-nacjonalizacji, czyli realnego uspołecznienia. Na chwilę obecną, w sensie prawnym, Lasy Państwowe to "mętna woda", a pod względem użytkowania-(qusi)prywatny folwark zrzeszania p.t. Służba Leśna. Ta swoista prywatyzacyjna uzurpacja dokonana w czasie tzw. Transformacji, sprawia że Lasy Państwowe mają zły odbiór społeczny, pomimo że sama technika prowadzenia przez SL gospodarstwa leśnego-jest raczej prawidłowa

do kręcenia lodów w zaciszu leśnej głuszy, generator zysków dla wybranych, ciepłych posadek dla wasala, obecnie największy szkodnik żerujący w polskich lasach - a odnosząc się do Pańskich tez, po pierwsze primo, państwem w państwie, pozbawioną jakiegokolwiek realnego nadzoru społecznego mętną wodą Lasy Państwowe są od samego początku istnienia III RP [okres PRL-u świadomie pomijam] i nieprawdziwa jest teza, jakoby dopiero outsourcing służb leśnych doprowadził do wynaturzeń i grabieży naszych lasów - leśniczy to w całej Polsce i od dawna jest ten gość, z którym bez problemu można za to i owo, bez asygnaty załatwić tamto i siamto co akurat w lesie rośnie - i cała Polska o tym wie, i jeśli się gdzieś zdarzył uczciwy to albo był wydziobywany przez swoich, albo się ostał jako wyjątek od reguły, jak nie przymierzając św. Franciszek w kościele katolickim; po drugie primo - także techniki stosowane przez organizacje stricte mafijne, na przykład przy produkcji czy przemycie narkotyków, też są prawidłowe, osiągane przez nie zyski o tym świadczą - ale to nie tyle o techniki tu chodzi, a o zyski właśnie, które LP pod siebie i dla siebie od dekad zagrabia, a na dodatek i po trzecie primo, o samych technikach to temat na osobny wątek - w tekście powyżej kilka ewidentnych i notorycznie stosowanych przez LP metod dewastacyjnych podano, ja ze swoich okien widać je w użyciu każdego roku, Pan zechce to opiszę

pomijasz Pan okres PRL-u. Bo to w porównaniu z obecną sytuacją "niebo a ziemia". W tamtych czasach, gdy leśnictwo funkcjonowało na zasadach "dostawcy surowca drzewnego dla przemysłu" (sama nazwa resortu: Ministerstwo Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego-już o czymś świadczy), to profity samych leśników były niewielkie, jako że byli kontyngentowymi dostawcami surowca po urzędowych cenach. Sytuacja zmieniła się diametralnie po owej transformacji, gdy LP zostały uwolnione od obowiązku dostaw drewna po ustalonych cenach, tylko mogły w ramach niezależnego nadleśnictwa rzucić surowiec na tzw. wolny rynek i sprzedawać go na zasadzie "kto da więcej". Drugim elementem, który dał LP większe przychody, to outsortingowe "odsunięcie od koryta" wszystkich bezpośrednich pracowników lesnych(pozyskania-pielęgnacji, transportu, obsługi warsztatowej itp.) wg zasady: "prywatyzuj zyski-uspołeczniaj koszty". To było "trendy" na owe czasy Transformacji, gdy Pan Balcerowicz ze swoją apoteozą kapitalizmu, był niczym guru Nowego Ładu. Dlatego miedzy leśnikami "starej daty", a obecną kadrą LP, jest różnica co do istoty. Sam, wybierając zawód leśnika 40 lat temu, wcale nie myślałem o "ciepłej posadce" i "społecznym prestiżu", tylko bardziej o doświadczeniu czegoś szczególnego w kontakcie z Naturą. I chyba w tej Naturze odnalazłem po wielu latach charyzmat św. Franciszka i doszedłem do przekonania, że to nie ona jest panteistyczną Osobą, tylko Bóg, który nadał jej istnienie

p.s. parę dni temu odwiedzili mnie [regularny obchód] świadkowie Jehowy - i dokładnie jak Pan, "ktoś to musiał stworzyć" - a ja jak zwykle w takich przypadkach: "a kto stworzył Stwórcę" - oni" "Stwórca jest nieskończony i wieczny" ja: " to wystarczy że Natura jest nieskończona i wieczna, po co jej brodę doprawiać, dowód osobisty i na tronie sadzać?" - poszli +++ teraz pytanie do Pana: a kto stworzył Stwórcę?...

Leonard Susskind, "Kosmiczny Krajobraz" - czytać powoli i w y t r w a l e

powolną i w y t r w a ł ą. A na najlepiej od Prologu św. Jana: "Na początku był Logos"

już dla mnie ciekawsze Wedy były, ale też jedynie dla koneserów - generalnie wszystkie te "święte księgi" nudne, żmudne, niewiele z nich sensownego można się dowiedzieć jeśli się nie ma zamiłowania do fantasy, nie mówiąc już o niestrawnym języku, niezależnie od tłumaczenia - wie Pan, po latach lekcji religii z katechetkami itepe człowiek ma po pierwsze wyrobiony przez nie [owszem, prymitywny jak i cała katecheza] obraz Biblii, po drugie ma już serdecznie dość tematu - zazwyczaj na całe życie - ja wróciłem kiedyś do Ewangelii, ale już tylko po to, by odkryć [za wskazówkami biblistów] ich ciekawe detale, mętną całość i nieokreślona proweniencję +++ p.s. a propos polecanej Biblii Tysiąclecia - sprawdziłem, jest "było Słowo" a nie "był Logos" +++ p.s.2 mam nadzieję, że zaoferowaniem banalnej Biblii nie chce się Pan li tylko wymigać od nietuzinkowego Susskinda?

a określenie "logos", choć tłumaczone na polskie "słowo" ma szersze znaczenie niż sama wypowiedź osoby(Boga), bo także oznacza "liczba", "porządek", "matematyka". Język biblijny, a już w szczególności greka Nowego Testamentu, jest trudna do tłumaczenia na inne języki, ze względu na archetypiczny charakter greki, która wprowadza pojęcia (abstrakt) nie używany w innych językach. Język biblijny nie jest jednoznaczny (wg wzorca trywialnego sensulizmu), bowiem przekazuje swoistym kodem przekaz Transcendencji Boga. Stąd literalne tłumaczenie "z boskiego na ludzki" jest bardzo trudne i wymaga wysiłku-nie tyle intelektualnego, co w ogóle duchowego: "błogosławieni ubodzy duchem...". No i żałosna jest Pańska deklaracja, że tuzinkowego Susskinda(bo jednego z ok. 50 mld egzemplarzy Homo sapiens)przedkłada nad przekaz Jedynego Boga, który jako Słowo stał się Ciałem Syna Bożego. A w którym jest owa "pełnia objawienia Boga"(choć dla żadnego człowieka nigdy do końca nie zgłębiona)

pisałem o Biblii Tysiąclecia, a Pan znów zamiast 'sorry' ucieka w trele morele - Susskind tak, nie dość że geniusz naukowy to jeszcze z talentem pisarskim - Bóg jako pisarz? Pan żartuje...

...czyli wszystko to, co istnieje(a z naszej czasowej perspektywy: co zaistniało, istnieje i zaistnieje w przyszłości). Nasze istninie jest tam także zapisane, a człowiek jest powołany do tego, by swoje imię w Księdze Żywota odczytać. Ad maiorem Dei gloriam

z Panem Bogiem

...z głową w chmurach. To lepsze niż alternatywne trzymanie głowy we własnym odbycie, bo do takiej "figury akrobatycznej" można porównać koncepcję samoodniesienia (np. natury), czyli akceptować błąd tautologii. Pytanie "kto stworzył Stwórcę" jest tej samej kategorii, co np. "gdzie się kończy(i zaczyna) nieskończoność". Jest myślenie naturalistycznie, niezdolne do przekroczenia pewnego abstrakcji i wejścia w nieskończoność(Boga pojęciowego), która konstytuuje skończoność "stworzenia". Każdy system formalny, by był wewnętrznie niesprzeczny, musi być odniesiony do nieskończoności. Tautologię samo-odniesienia na zasadzie "wiecznego cyklu"(np. natury) można zilustrować mitologicznym obrazem Syzyfa wtaczającego bez końca kamień na górę-ale to w ramach kary piekelnej. Podobnie w hinduizmie "wieczny cykl" jako "diabelski krąg reinkarnacji", jest przerwany "łaską"(?) nirwany. Wszelkie kategorie dostępne logicznej analizie, mają swój punkt alfa i omega, poza którymi jest nieskończoność, jako "coś", czyli samo istnienie jako Bóg. To, że nieskończoność jest "czymś", wiadomo człowiekowi dzieki Izraelowi, czyli objawieniu Boga, który przemówił do człowieka. A tego w rozmowach ze świadkami Jehowy Pan nie usłyszysz, bo sami oni są koncepcyjnie zagrzebani w tautologię "elementarności" Boga(koncepcyjnego bożka), skoro głoszę potrzebę nazwania nieskończoności imieniem dla odróżnienia od innej nieskończoności-co jest oczywistym absurdem. Świadkowie Jehowy to sekta propagująca biblicyzm, który zaprzecza istocie objawienia Słowa Bożego (czyli samego Boga) w Piśmie św.

a właśnie że się Pan myli - ma Pan wiele wspólnego w tym kontekście ze świadkami Jehowy - oni podobnie jak Pan powtarzają te same quasi-argumenty kiedy stają przed murem najprostszego pytania o sen i cel domalowywania Bogu brody - "jest tak jak mówimy, bo tak jest napisane i my w to wierzymy" - Pan buduje swoje teorie na pryncypialnie przyjętym m i t o l o g i c z n y m aksjomacie, przy jego pomocy próbuje wyjaśniać Rzeczywistość i na dodatek chce uzasadniać aksjomat, do tego absolutnie alogicznymi argumentami z kompletnie wydumanej planety - ja za W. Ockhamem sugeruję aby nie tworzyć bytów ponad potrzebę +++ p.s. ""kto stworzył Stwórcę"?" to nie jest żadna tautologia, proszę Pana, to konkretne, rzeczowe pytanie [zresztą, czy pytanie może być tautologią??... prosze sięgnąć do definicji, przytoczę tę z rachunku zdań: "Wyrażenie W jest tautologią klasycznego rachunku zdań, wtedy i tylko wtedy, gdy przy każdym podstawieniu stałych za zmienne przechodzi w zdanie prawdziwe."[

tak że nie tylko przeszedł Pan "okhamowską brzytwę kognitywnych bytów", ale zgoła brnie w errystyczne(rachunek zdań z zakwestionowanych pojeć jako "dowód prawdziwości"?) zanegowanie obiektywnej rzeczywistości idei. Ale uwaga-taki skrajny sceptycyzm, przy zachowaniu pewnej spójności i konsekwencji intelektualnej, prowadzi do konkluzji Boga-jak np. u św. Augustyna. Zaś ten "bóg kognitywny" został (u Augustyna) potwierdzony "mitem świętej księgi", tak że owa księga staje się zapisanym Słowem Boga, a on sam-realną osobą Ojca jako przyczyny (i celu) rzeczywistości. Można to potraktować jako hipotezę do weryfikacji własnym doświadczeniem życia-u wielu wypadła ona tak pozytywnie, że aż zostali uznani za "święty wzorzec" godny powszechnego naśladowania. Swojej wiary w nieistnienie Boga nie dasz Pan rady inaczej udowodnić, jak zaklęciemi subiektywnej impresji, że "zaprawdę-naprawdę"

ble, ble, ble, trele morele - takimi tekstami to Pan może spróbować zagadać zahukanego ministranta, a i to niekoniecznie w dzisiejszych czasach - pytanie było proste: co z tą Bożą brodą? kto stworzył brodacza? - i jeszcze ten Pański żałośnie jałowy argument o "wierze w nieistnienie" - kolejny alogiczny i bałamutny niewypał z arsenału tych, co w obliczu rozumu - tracą rezon, +++ Pan się nie boi, Panie Jarosławie, używać głowy do myślenia - wszak PB darem rozumu człowieka wyróżnił spośród stworzenia, a Pan najwyraźniej tym darem gardzi, wygląda to tak, jakby się za dużo naczytał , a za mało narozumiał, i pewnie dlatego odlatuje w fantazjowanie p.s. jako ćwiczenie wprowadzające do uruchamiania rozumu proszę solidnie rozważyć istotę i różnice pomiędzy wiarą w +n i e i s t n i e n i e+, a +n i e w i a r ą+ w istnienie - dajmy na to krasnoludków...

(także w nieistnienie Boga), jako alternatywy dla (jakoby) racjonalnej pewności(zweryfikowanej empirią?) Otóż nawet "racjonalizm" wymaga wiary, bo większość informacji przekazywanych przez tzw. naukę, przyjmujemy właśnie na wiarę-na wiarygodności opiera się zresztą cały ów depozyt nauki, bo to nasze "zawierzenie" naukowcom autoryzuje "wiedzę powszechną". Jeżeli chcesz Pan być "niewierzący"(np. w istnienie Boga), to musi Pan przyjąć opcję skrajnego sceptycyzmu wybierając autystyczną izolacją od otoczenia

rejestruję kolejną próbę ucieczki od tematu [boskiej brody] i wyjaśniam Sz.Panu: nauki, jej ustaleń nie przyjmuję się "na wiarę"[tak czynić mogą ewentualnie ostatnie ćmoki z przerostem ambicji ponad intelekt] - albo wprost r o z u m i e się jej dokonania, albo w podlegającym nieustannemu w e r y f i k o w a n i u przez miliony na całym świecie zaufaniu przyjmuje podane przez innych i wielokrotnie +p o w t a r z a n e+ i +s p r a w d z a n e+ obliczenia, doświadczenia, ich wyniki itepe - nie muszę chyba w szczegółach wyjaśniać, że biblijnych i teologicznych opowieści [tudzież Pańskich fantazmatów] zweryfikować nie sposób, cudownych i cudacznych wydarzeń odtworzyć, ba - nawet źródeł i autorstwa potwierdzić - i nie tylko z tego powodu zaufania do ich rzetelności b r a k, stąd pozostaje smutna jak matka głupich i samotna jak palec [w nosie] tak zwana "wiara" - nie, oczywiście, że nie w sedno przekazów, a jedynie w to, że nas w "dobrej wierze" do tej tzw "wiary" w y t r e s o w a n o

nie może stanowić fundamentu twierdzenia naukowego w sensie -logii, tylko formuła matematycznego równania oparta na proporcjonalności w ramach tzw. pola racjonalności. Obserwacja (empiria) fenomenów, może tylko na zasadzie probablistycznej podać przybliżoną wartość rzeczonej proporcji(bodajże najwyższy poziom ufności wynosi 0,95) w ramach zastosowania statystyki matematycznej. Empiriokrytycyzm jest wtórny wobec (hipo)tetyzmu racjonalnego,jako potwierdzenie wyliczonej prawidłości: CERN-owski zderzacz hadronów spod Genewy jest przykładem realizowania tej zasady naukowego badania, który został (re)aktywowany przez A. Einsteina formułującego teorię względności. Jest jednak wiele dziedzin "naukowych", które bazują na samej obserwacji fenomenu i ich subiektywnej interpretacji-nawet bez matematycznej "obróbki" w oparciu o statystykę matematyczną i dlatego "naukowcami", czy "racjonalistami" okresla się wiele ludzi, którzy do tego miana w istocie nie pretendują. Podstawą wszelkiej naukowości jest matematyczny logos, wynikający z wiary w objawienie, że "na początku był Logos"-pochodzący od Boga

a co do mojego według Pana "odżegnywania się od wiary" - jest okazja więc wyjaśnię, co powtarzam przy podobnych okazjach, na przykład rozmów z Jehowitami: nie mam w sobie - n i e i s t n i e j e - nie czuję a b s o l u t n i e żadnej p o t r z e b y wiary w cokolwiek, zwłaszcza i w szczególności w Latające Potwory Spaghetti, bogów egipskich, greckich, rzymskich czy jerozolimskich, światełka w tunelu, latające dywany, życie po życiu, życie po śmierci, hobbity, Marsjan, elfy, duchy, diabły i aniołki - no po prostu nie czuje potrzeby - czy muszę dodawać, że w tej sytuacji tym bardziej "odżegnywać się od wiary" mi do głowy nie przychodzi?...

Potworem Spagetti, to chyba zamiast poważnej dyskusji, zaczniemy bawić się w jakieś internetowe klaskanki-w ramach wirtualnej interreakcji

w kontekście "wiary" - nie widzę, przykro mi - a Pan jak ma? pewnie łatwiej w te Potwory niż w Logosy przychodzi wierzyć?

A tą łaskę realizuje człowiek-ale człowiek Boży. Bo ten nie-Boży, jako "naturszczyk", to dla natury jest jak tytułowa koza-jako spontaniczny pasożyt, który dla zachowania równowagi, musi być poddawany presji konkurencji innych elementów natury. Człowiek łaski harmonizuje naturę przemieniając ją w Eden. Na planecie Ziemia ekosystemy najbardziej zbliżone do warunków Edenu są realizowane w Szwajcarii, gdzie człowiek żyje i pracuje w trudnych warunkach górskiej przyrody-tam gdzie poza Alpami, człowiek jest tylko sezonowym "dobycznikiem". W Alpach na rozległych halach, są nie tylko domy mieszkalne, ale i kapliczki a i nawet kościółki-znak Bożego patronatu nad tą krainą. Szwajcarzy intensywnie także gospodarują w lasach, żeby optymalizować wszystkie jego funkcje. A drewno z tychże lasów, cenią niezwykle wysoko-także ze względów klimatotwórczych, jako że w nim jest związany CO2, co redukuje zawartość tego cieplarnianego gazu w atmosferze. Dlatego cenią drewno tak wysoko, że już budują z niego nawet domy wysokościowe w miastach, by jak najwięcej CO2 zachować w stanie związanym(celulozy, ligniny)... Dżwięk dzwonów z alpejskich kapliczek, jest jak głos Boga błogosławiącego tej krainie

na temat jak i z czego żyją Szwajcarzy to już stosy książek napisano, i na pewno nie są to górskie łąki i ser szwajcarski - czynić z PB patrona tych szemranych szwajcarskich źródeł dobrobytu to zdumiewające lekkomyślnością nadużycie - jeśli chce Pan faktycznie doznać mocy Ducha ogarniającego i przenikającego Materię i Człowieka, kup Pan bilet na samolot i leć na wschód, do Ladakhu, bo najbliżej, albo do Tybetu - tam rzeczywiście jest jak Pan pisze, flagi modlitewne szczerze i prawdziwie łopocą na wietrze, a uśmiechnięci i życzliwi prości ludzie ze skromnych darów surowej przyrody i skalistego podłoża uczciwie i przyzwoicie żyją według mądrych zasad, oczywiście wcale nie chrześcijańskich, już broń Boże katolickich

"alpejskiego mleka", precyzyjnej techniki "zegarków szwajcarskich", czy turystyki. Ich przychody kreuje przede wszystkim system depozytowy banków szwajcarskich, którego walor wynika jednak z naturalnych warunków "górskiej twierdzy". Ale to właśnie owi pasterze, zdeterminowani w dążeniu do niezawisłości(przede wszystkim religijnej-waldensi), dali podstawy dobrobytu dzisiejszej "pomieszanej" Szwajcarii(bo działalność tamtejszych banków, czy firmy Nestle, jest rzeczywiście "kontrowersyjna"). Jednak Tybetu (buddyzmu) nie ma co porównywać ze Szwajcarią, której fundamentem jest judeochrześcijańskie "widzenie Boga". Podobnie jak na współczesnych Żydów "nie ma siły", bowiem oni wciąż mają w depozycie "dziedzictwo Izraela"

na nich też nie ma siły, i to od kilku tysięcy lat, bez tych Pańskich wizji i z zupełnie odmiennym dziedzictwem - wie Pan, czasami sobie myślę: niby inteligentny chłop, a co rusz to się pakuje po same uszy w taką bzdurę, że aż miło... [obśmiać]

Ale chyba nie każdy smiech wychodzi człowiekowi na dobre, szczególnie gdy jest to ironia, mająca na celu zdyskredytować rzeczy niezrozumiałe-np. dla usunięcia jakieś intelektualnej "zagwozdki". Apostoł pisze (w liście do Koryntian): " Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi..."/ No i Hindusi, Japończycy i Chińczycy, to nie dziedzictwo Izraela, dlatego parę milionów Żydów "kręci światem", a nie parę miliardów ludzi z rzeczonych nacji. Także Hindusi, Japończycy i Chińczycy posługują się kalendarzem liczonym od narodzin "pewnego Żyda"

p.s. a co do kalendarzy to oczywiście także jest Pan w błędzie, ten BC/AC jest jedynie najbardziej rozpowszechniony - ale co to niby za argument??... tylko tyle Pan wykombinował? "Żydzi kręcą światem" a Chińczycy i reszta to pikuś??... jeśli na takich przemyśleniach opiera się wiara w tym kościele, albo jeszcze gorzej, ta wiara prowadzi do takich wniosków - to na miejscu Papieża podałbym się do dymisji... ostrzegam, tonie Pan, radzę dalej nie brnąć ㋡

No rzeczywiście, nie mam za dużo czasu, by zmagać się w nieskończoność na pokrętne sofizmackie argumenty. Czyli "tonę"(niech i tak już będzie) z konieczności wyjścia do roboty...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]