Dlaczego modląc się, nie warto zadzierać głowy ku niebu?

Daleki Bóg jest Bogiem bardzo wygodnym. Na co dzień nie musimy się Nim zajmować.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Wiadomo, Ziemia nie jest płaskim plackiem i nie przykrywa jej siedem sklepień, ponad którymi mieszkają bogowie, a mimo to wielu szukających Boga, również chrześcijan, wciąż próbuje odnaleźć Go poza chmurami, skąd trzeba ich przywoływać. Na przykład odmawiając „Ojcze nasz”, ten i ów zamyka oczy, zadziera głowę ku niebu. Czyżby nie słyszał, że mówi do Ojca naszego, a nie tylko swojego?

Widocznie taki daleki Bóg jest Bogiem bardzo wygodnym. Na co dzień nie musimy się Nim zajmować. Wystarczy, gdy ma się niecierpiącą zwłoki sprawę, ofiarować Bogu eucharystyczną ofiarę i On powinien się tą sprawą zająć. Wciąż też prosimy Ducha Świętego, żeby przyszedł, zstąpił, jakbyśmy nie wiedzieli, że jest z nami od zawsze: „A ziemia była bezładną pustką. Ciemność zalegała nad bezmiarem wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”. W Dziejach Apostolskich zaś czytamy: „Galilejczycy, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Jezus został wzięty spomiędzy was do nieba, ale przyjdzie tak samo, jak Go widzieliście idącego do nieba”.

O to, jakimi drogami Bóg chodzi, nie wypada nawet pytać. Syn Boży Jezus nie spadł z nieba. Przyszedł, wyłonił się z groty, z łona ziemi i z łona kobiety, czyli z wszechświata. Dzisiaj też przychodzi stamtąd, a nie spoza siedmiu rzek i gór. Przecież w widzialnym dane jest nam niewidzialne. Tymczasem daliśmy sobie wmówić i wmawiamy innym, że w widzialnym i mierzalnym świecie nie ma miejsca dla żadnych bogów, mimo że już nie tylko teologia, filozofia i sztuka, ale właśnie nauka zaczyna coraz mocniej tę racjonalistyczną pewność podważać.

Eksmitując niewygodnego nam Boga poza granice tak zwanej doczesności, zasklepiliśmy przestrzeń życia i dusimy się w jej wnętrzu niby w bunkrze, do którego odcięto dopływ powietrza. I choć się dusimy, nawet przed sobą nie chcemy przyznać, że taki los sami sobie zgotowaliśmy. Ledwie dysząc, nadal kurczowo trzymamy siebie i innych w tej wymyślonej złotej klatce, de facto nieistniejącej. A trzeba niewiele, tylko jednego. Otwartych oczu, żeby zobaczyć, że Bóg jest „wszystkim we wszystkich”.

Tadeusz Różewicz mówi: „Widziałem Go // spał na ławce (…) płaszcz na nim był purpurowy / podobny do starej wycieraczki // na głowie miał czapkę uszatkę / na dłoniach fioletowe rękawiczki (…) spał spokojnie jak dziecko // poczułem w sercu swoim / (nie pomyślałem lecz poczułem) / że to jest Namiestnik / Jezusa na ziemi (…) pochyliłem się nad nim / i poczułem zepsuty oddech / z jamy / ustnej // a jednak coś mi mówiło / że to jest Syn Człowieczy // otworzył oczy / i spojrzał na mnie / zrozumiałem że wie wszystko / odchodziłem pomieszany / oddalałem się / uciekałem // w domu umyłem ręce”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Bóg na ławce w parku