Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Depozytariusz losów

Depozytariusz losów

13.11.2017
Czyta się kilka minut
HELENA DATNER, historyczka: Żydowski Instytut Historyczny był bardzo długo jedyną instytucją w PRL, która zajmowała się dziejami Żydów i ich kulturą.
B

BEATA CHOMĄTOWSKA: Siedziba ŻIH to jeden z nielicznych budynków ocalałych na terenie getta w Warszawie. Przed 1939 r. był tu Instytut Nauk Judaistycznych i Centralna Biblioteka Judaistyczna. Czy można mówić o ciągłości tradycji miejsca?

HELENA DATNER: ŻIH kontynuuje tradycje żydowskie, ale nie ma to bezpośredniego związku z tradycją instytucji, które działały w tych murach. Instytut Nauk Judaistycznych miał w zamyśle kształcić nauczycieli religii, w nurcie reformowanym, więc judaizm był dlań centralną wartością. Natomiast ŻIH wyrasta z nurtu świeckiej instytucji badawczej, jaką był Żydowski Instytut Naukowy w Wilnie (JIWO). Ludzie tworzący po wojnie Centralną Komisję Historyczną, na bazie której w 1947 r. powstał ŻIH, w większości związani byli wcześniej z wileńskim instytutem. Także Emanuel Ringelblum, nasz patron, miał związki z JIWO i był człowiekiem radykalnej żydowskiej lewicy.

Jakie były początki ŻIH?

Natychmiast po wojnie w różnych krajach, w tym w Polsce, Żydzi przystąpili do gromadzenia dowodów zbrodni – dokumentów niemieckich i żydowskich – oraz zaczęli akcję wywoływania źródeł, czyli zapisywania zeznań Żydów. Już jesienią 1944 r. powstaje w Lublinie Komisja Historyczna, która wkrótce ma oddziały w różnych miastach. Komisję tworzyli przede wszystkim historycy, ale dołączali ludzie różnych zawodów. Rezultatem ich trzyletniej pracy jest m.in. ponad 3 tys. zebranych relacji i prawie 40 wydanych książek – materiałów źródłowych i opracowań. Komisja działała przy Centralnym Komitecie Żydów Polskich, który był wówczas reprezentacją społeczności żydowskiej w Polsce. On w 1947 r. utworzył ŻIH jako swoją agendę, przekazując jej wyremontowany w międzyczasie budynek na Tłomackiem.

Zakres działań ŻIH od początku wykraczał poza badania?

Powstanie ŻIH, zastępującego Komisję Historyczną i jej oddziały, zbiega się z ówczesnymi tendencjami centralistycznymi w PRL i podporządkowywaniem instytucji kontroli ideologicznej. Jednak twórcy Komisji od początku dążyli do skupienia w jednym miejscu dokumentów dotyczących żydowskiej historii – najnowszej, wojennej, ale także przeszłej. Wynikało to z potrzeby ochrony tego, co zostało po życiu zgładzonej społeczności, i ułatwienia badania jej historii.

Bieg dziejów sprawił, że ŻIH na przełomie lat 40. i 50. staje się nie tylko centralnym archiwum, ale czymś w rodzaju centralnej żydowskiej instytucji kultury. Koniec lat 40. to likwidowanie wszelkiego pluralizmu w PRL. Kiedy na początku lat 50. przestaje istnieć Centralny Komitet Żydów, przekazuje ŻIH-owi zbiory swoich zlikwidowanych agend – biblioteczne i uratowanej sztuki żydowskiej. ŻIH jest od tego momentu instytucją badawczą, biblioteką, archiwum i muzeum.

Jaki był status ŻIH?

Z początku był agendą Centralnego Komitetu Żydów Polskich. Gdy ten zniknął, trzeba było znaleźć jakąś formułę ­prawną. Większość instytucji, których nie zlikwidowano, upaństwowiono, tak było np. ze szkołami żydowskimi. Wówczas stało się coś ciekawego.

W 1950 r. odbyło się zebranie pracowników ŻIH, którzy powołali Stowarzyszenie ŻIH. Powstało ciało społeczne, mające statut i zarząd, a władze statut zatwierdziły. Odtąd aż do 1994 r. ŻIH był stowarzyszeniem. Ta formuła i hybrydalny charakter organizacyjny – w gruncie rzeczy kilka instytucji w jednej – przez lata przysparzały zresztą Instytutowi rozmaitych problemów, w tym finansowych.

Kto tworzył ŻIH?

Pierwszym dyrektorem Komisji Historycznej był historyk Filip Friedman, który już w 1945 r. przedstawił program międzynarodowych, interdyscyplinarnych badań nad Zagładą.

Po jego wyjeździe w 1946 r. (wykładał potem na Columbii) jego następcą w Komisji i potem pierwszym dyrektorem ŻIH był Natan Blumental, autor „Słów niewinnych”, którą to książkę można śmiało porównać do „LTI” Victora Klemperera. Inni członkowie pierwszego zarządu ŻIH to historycy Józef Kermisz i Artur Eisenbach, jedyny historyk, który od lat 60. pracując w PAN-ie zajmował się historią Żydów. Ponadto archiwista Rafał Gerber i Iszaja Trunk, autor powstałej w USA w latach 70. klasycznej pracy o Judenratach.

Po wyjeździe z Polski Blumentala jego funkcję przejmuje Bernard Mark, przedwojenny komunista, historyk i literat, członek zarządu przedwojennego żydowskiego Związku Literatów. Wszyscy oni byli przygotowani do zajmowania się najnowszą historią Żydów ze względu na wykształcenie i doświadczenie: przeżyli Zagładę w gettach, po stronie aryjskiej, w partyzantce. Nie byli osobami przypadkowymi.

Jaką rolę ŻIH pełnił przez kolejne dekady?

Bardzo długo był jedyną instytucją w PRL, która zajmowała się historią Żydów. Pierwsza komórka naukowa specjalizująca się w tym zagadnieniu pojawia się dopiero w połowie lat 80. na UJ. Jednak roli ŻIH nie wolno ograniczać do aspektu naukowego. Pełnił i pełni nadal także inne istotne funkcje.

Wiele osób trafia tu, szukając śladów krewnych.

Archiwum ŻIH zawiera też ponad 200 tys. kart Żydów, którzy rejestrowali się po wojnie, zebranych z komitetów żydowskich w całej Polsce. Często to jedyny ślad, że ktoś z rodziny przeżył. Duża część tych osób rozproszyła się po świecie. Razem z zebranymi relacjami – dziś jest ich ponad 7 tys. – zbiór ten ma wielką wartość społeczną. Dzięki temu ŻIH jest nie tylko depozytariuszem losów tych, którzy zginęli, ale też ocalałych. W poszukiwaniu przodków lub żydowskiej tożsamości do Instytutu piszą i przyjeżdżają ludzie z całego świata. Tak było od początku istnienia instytucji, tak jest i teraz. Prócz tego już od lat 50. przez ŻIH przechodziły różne sprawy związane z pozostałościami kultury żydowskiej, w tym cmentarzami, którymi starali się opiekować kolejni dyrektorzy i chronić przed zbezczeszczeniem.

Jak toczyły się losy ŻIH w kolejnych dekadach?

Skrajna ideologizacja języka i podejścia badawczego okresu stalinowskiego trwała na szczęście krótko, ale i w tym czasie należy odnotować wartościowe prace z okresu Zagłady – trzeba tu przywołać nazwisko Tatiany Berenstein. Początek lat 60. to czas żywych kontaktów międzynarodowych ­ŻIH-u. Trafiała tu obfita korespondencja naukowa z zagranicy, zgłaszali się naukowcy szukający materiałów o Zagładzie. Jednocześnie w tym okresie zaczyna się inwigilacja. Samodzielność i pozycja – także międzynarodowa – dyrektora Marka i z drugiej strony antysemickie prądy w PZPR powodują, że Instytut staje się dla władz PRL instytucją ideologicznie niepewną.

Marzec ’68, katastrofa dla społeczności żydowskiej, jest też katastrofą dla ŻIH-u. Większość pracowników wyjeżdża, a ŻIH staje się przedmiotem nagonki prasowej. Zbiory mają zostać rozparcelowane i przekazane archiwom i muzeom państwowym, a podstawowym przedmiotem badań ma się stać pomoc Polaków dla Żydów w czasie wojny. Tak na szczęście się nie stało. Po Marcu do ŻIH-u przychodzą ludzie niezwiązani dotąd ze społecznością żydowską, również niehistorycy, ale dzięki dobremu wykształceniu i motywacji udaje się zachować ciągłość pracy. Ale Zagłada przestaje być podstawowym przedmiotem badań.

W latach 80. Instytut zasilają młodzi pracownicy, także spoza środowiska żydowskiego. W okresie Solidarności organizacja partyjna Instytutu żąda od PZPR wyjaśnienia przyczyn Marca ’68 i naprawienia krzywd wyrządzonych ludziom, a zebranie pracowników wśród wysłanych pod adresem PAN postulatów zamieszcza historię zintegrowaną, tj. taką, w której dzieje Żydów są organiczną częścią historii Polski, bo dotąd funkcjonowały one osobno.

Co zmieniło się po 1989 r.?

Instytut od razu angażuje się w działalność edukacyjną, zwłaszcza dla nauczycieli. To pierwsze takie kursy w powojennej historii. Stara się monitorować antysemityzm, występuje do władz i wykazuje, że brak reakcji jest najgorszą z możliwości. Intensywniejsza staje się działalność wystawiennicza, także na zewnątrz. Instytut umiędzynaradawia swą pracę i poszerza jej zakres, organizując ważne sesje naukowe.

Instytut musiał dostosować się też do nowej rzeczywistości w sensie formalno-prawnym. W połowie lat 90. dzieli się na Stowarzyszenie ŻIH, którego podstawowym projektem stanie się budowa Muzeum Historii Żydów Polskich, oraz na ŻIH jako instytucję naukową, która zostaje upaństwowiona. Upaństwowienie władze Instytutu traktują jako drogę do normalizacji zasad finansowania, ale także uznania przez państwo polskie, że działalność Instytutu jest ważna. ©

HELENA DATNER (ur. 1949) jest historyczką i socjolożką, pracuje w ŻIH. W latach 1999–2000 przewodnicząca Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, autorka książek, m.in. „Ta i tamta strona. Żydowska inteligencja Warszawy drugiej połowy XIX wieku”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Pisarka, dziennikarka, założycielka Stacji Muranów. Kontakt z autorką: chomatowska@tygodnik.com.pl

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]