Reklama

Deklaracja niewierności

Deklaracja niewierności

24.10.2016
Czyta się kilka minut
Czy dokument o dyscyplinie małżeństwa podpisany przez trzech kardynałów to początek buntu przeciwko Franciszkowi?
Fot. Andrea Franceschini / GETTY IMAGES
K

Kardynał Walter Kasper na pytanie „kim są przeciwnicy papieża?” odpowiedział tak: „To ci, którzy mówią, że ten papież nie podoba się nam, ponieważ podoba się za bardzo. Taki jest poziom zastrzeżeń, krytyk otwartych lub szemranych niektórych mediów, lub sieci internetowych, obecnych również w niektórych środowiskach Kościoła. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę drogę przebytą przez Jezusa i przez Kościół w swojej historii, byłoby zaskakujące, gdyby stało się inaczej. Wreszcie jest niemało takich, którzy pozostają nieufni wobec nowego entuzjazmu, którzy w elegancki sposób zachowują dystans złożony z oczekiwania i którzy, biorąc pod uwagę poważny wiek papieża, chcąc mniej więcej, aby pontyfikat minął. Co dla większości jest nową wiosną, dla nich jest przejściowym ochłodzeniem, nie nowym początkiem, ale wypadkiem na drodze” („Świadek miłosierdzia. Moja podróż z Franciszkiem”).

„...

12791

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

konserwatyści, którzy przejęli funkcję Strażników Katolickiej Ortodoksji. Czy ta dwoistość jest znakiem nowej schizmy i przeniknięcia Szatana do samego wnętrza Kościoła-takie przynajmniej padają sugestie z tej konserwatywnej strony. "Katolicka dyscyplina małżeństwa", podobnie jak " katolicka dyscyplina macierzyństwa", powinny być oparte na odpowiednich uregulowaniach prawnych, odpowiadających Prawu Bożemu. Właśnie w duchu narastającej protestantyzacji Kościoła i powszechnego rozluźnienia wyznaniowej dyscypliny, jest koniecznym ciagłe przypominanie wiernym o potrzebie subordynacji ustaleniom Urzędu Kościelnego, dla zachowania istotnego porządku. W modernistycznym duchu liberalizmu, wypacza się obraz Boga Wszechmocnego, poprzez zbytnie eksponowanie wizerunku Boga jako Ojca Miłosiernego, którego miłość stoi ponad Prawem. Nic bardziej mylnego-w końcu sam Chrystus potwierdził, że miłość Boga i bliźniego jest właśnie zaordynowana Prawem, czyli wynika stąd prosty wniosek, że Prawo stoi ponad miłością. Instytucja małżeństwa, podobnie jak instytucja Kościoła, opiera się na subordynacji wobec hierarchicznej władzy. Rok Miłosierdzia obowiązujący w Kościele, został także zaordynowany przez odpowiednią władzę funkcjonującą w ramach Bożego Porządku. Bóg jest Dyscypliną-Deus est Flagellum.

Jak trudno zrozumieć i przyjąć do wiadomości papieską naukę o Bożym Miłosierdziu, jak łatwo domagać się sądów... Zgroza.

Subordynacja ustaleniom, istotny prządek, dyscyplina, prawo, władza. To naprawdę doskonała konstrukcja - tylko brakuje w niej miejsca po prostu dla człowieka.

"Instytucja małżeństwa, podobnie jak instytucja Kościoła, opiera się na subordynacji wobec hierarchicznej władzy". To ciekawe. Czyli powrót do myślenia ściśle według litery. A zatem, wedle pism Pawła-Szawła,kobiety powinny bez szemrania podporządkować się zarówno swoim mężom, jak i księżom i rozmnażać się na potęgę. A tak się przypadkiem składa, że księża to też, bądź co bądź, mężczyźni, tyle że bez doświadczenia życia w małżeństwie, więc właściwie - zgodnie z logiką wyższości litery nad miłosierdziem - tym lepiej. Bo miłosierdzie bierze się ze zdolności do zrozumienia drugiego człowieka. Tymczasem - teologia górą, wszyscy czuja się usprawiedliwiani, aby rzucać w drugiego kamieniem, bo "kryje" ich doktryna. To dopiero poletko dla szatana (swoją drogą, naprawdę uważa Pan, ze trzeba pisać o tym "czymś" z dużej litery, jak Pan Bóg? fe!). Franciszka należy uciszyć lub zagłuszyć doktrynalnym "wybuczeniem", a wtedy wierni się przestraszą i znowu będzie można udawać świętoszka przed ołtarzem, rozdziawiać usta do Komunii, a potem podczas spowiedzi tymi samymi ustami tak werbalizować opis swoich grzeszków (bo przecież nie grzechów), żeby się spowiednik nie mógł czepić; im więcej hipokryzji, tym lepiej, bo też i diabłu to bardziej ułatwia sprawę. I wszystko wreszcie wróci do "normy". W Pańskim życiu również, bo widać, że musiał być Pan mocno nieprzytulany jako mały chłopiec.

Prypominam Pani (chyba), że Franciszek niezaleznie od tego, jak ocenimy jego katechezę, jest oficjalną glowa Kosciola Katolickiego, którego doktryne wprawdzie interpretuje w zaleznosci od tego, do kogo się zwraca i jak mu wygodnie, niemniej nigdy ta interpretacja, nawet najbardziej "ludowa" w prymitywnym stylu latynoskim, nie przekracza pewnego progu przyzwoitości. I dzieje się tak mimo nerwowych, a całkowicie próżnych oczekiwań hord nieszczęsnych antyklerykałów, którym wydaje się, ze już, już...zjawił się Antychryst, co rozsadzi Kosciół od wewnątrz:))) Nie rozsadzi, Droga Pani, jak nie zdarzylo się to nigdy w dziejach i nie zdarzy. I Pan Bóg będzie pisany z dużej litery, jak to dziś robi Franciszek:))) Pozdrawiam serdecznie i radze wyluzować:)))

-choć teraz to już akurat przeszłość... Ale że też mi się tu udało sarkazm sprzedać jako wypowiedź ex cathedra...Chyba pójdę w politykę(?)

Miłość była przed prawem. Pozdrawiam z miłością.

To krótkie zdanie znam jako"Miłość była pierwsza niż Kościół" Pozdrawiam ciepło Bogdanko

Tak twierdzi autor komentowanej przeze mnie wypowiedzi. Jednocześnie sam sobie zaprzecza. Głosi podporządkowanie "hierarchicznej władzy", a jednocześnie podważa naukę o miłosierdziu głoszoną przez Papieża, który stoi na czele tej hierarchii. A jeśli chodzi o Prawo, to w kwestii małżeństwa zmieniało się ono radykalnie. W Deklaracji jest stwierdzenie o jego niezmienności, ale jest ono zupełnie niezrozumiałe. Przecież przez ponad 10 wieków chrześcijaństwa małżeństwo nie było nawet sakramentem! Gdzie tu niezmiennosc?

Jedynym ISTOTNYM powodem dla którego katolik w związku niesakramentalnym nie może przyjmować Komunii Św.jest bzykanie w nowym związku-reszta to sprawy do załatwienia.A czemu nie należy do powodów, aby katolik mógł przyjmować komunię:dbanie o dzieci z poprzedniego sakramentalnego związku,dobre relacje z poprzednią żoną?O tym Kościół jakoś głośno nie mówi.A to chyba najważniejsze!Na marginesie-znam związki niesakramentalne przystępujące do Komunii-bo nie ma już miedzy nimi seksu ze względu(tylko)na wiek-czy to nie obłudne?Znam też byłych małżonków sakramentalnych uprawiających ze sobą seks(już po rozwodzie i będących w nowych niesakramentalnych związkach)-czy oni są bez grzechu?

Kler ma bzyka właśnie na punkcie bzykania... Nota bene wystraszonym owieczkom to się udziela również - przecież nie trzeba być doktorem teologii by zauważyć, że zakaz bzykania nijak się ma do Jezusowego nauczania i jeśli komuś na komunii zależy, ono żadną przeszkoda w niej być nie może.

Ponieważ Pana związki z Kościolem i religia są okazjonalne i nieprowadzące do głębszej wiedzy na tematy tzw. duchowe, spieszę donieść, ze bzykanie bez slubu jest uznawane przez Kosciół za grzech, który może być odpuszczony podczas Sakramentu Pokuty pod warunkiem, ze grzesznik obieca w dobrej wierze poprawę i z obietnicy się wywiąze. Tylko w takim wypadku może przystapic do Komunii Św. Jeśli to komus nie pasuje - można iść do konfesjonału i zataic grzech bzykania czy jakiś inny, a potem pójść do ołtarza po opłatek. Tak mniej więcej dziś wygląda praktyka polskiego katolika, któremu niezwykle zależy na tym opłatku:))) Jeśli mogę się podzielić publicznie i bez urazy swoimi doświadczeniami - żyję w grzechu od 50 lat. Chodze do spowiedzi nie po to, aby otrzymać rozgrzeszenie, którego dostać nie mogę, ale po to, aby pogawędzić z mądrym księdzem o tym i owym. Z madrym, co nie zawsze się zdarza. Kiedyś jakiś głupi jezuita z ADHD wyrzucił mnie z konfesjonału:)))

Kalinko - już Cię pokochałem!!!

Trzymam za słowo:)))

"Czy papież Franciszek się myli, jeśli dla niego hermeneutykę prawd wiary i samych przykazań stanowi miłosierdzie?" Myli się, gdyż nadinterpretuje Pismo Św., a do tego robi to w sposób prymitywny i swiadczacy o niskim poziomie refleksji. Doktryna KK w sprawach małzenstwa i seksu niewątpliwie wymaga reformy, niemniej propozycje obecnego papieża sa niefortunne. Szkoda, ze Kosciół nie poszedł za wskazówkami Benedykta XVI, który zalecał, aby nie udzielać pochopnie slubów ludziom do tego nieprzygotowanym. Wprawdzie najmądrzejszy papież ostatnich dziesięcioleci nie zalecał wprost "związku na próbe", niemniej takie bylyby skutki przecież przedłużającego się stanu zawieszenia. W ten sposób ludzie rozstawaliby się, zanim zdążyliby osmieszyć sakrament małzenstwa.

O prymitywnym (prostackim czy może upraszczającym? uwłaczającym logice czy może nielogicznym? jak widać polszczyzna daje Pani prawo wyboru...) sposobie myślenia świadczy raczej Pani komentarz. Jeśli jest Pani członkinią Kościół Katolickiego, to chyba wydaje się oczywiste, że - chcąc czy nie - musi go Pani uznać za osobę sprawującą odpowiedzialna funkcję, bo przecież Franciszek sam się na papieża nie wybrał.

Oczywiście. Franciszek jest aktualnym papieżem wybranym przez kolegium kardynalskie. Podobnie jak w przeszłości wielu innych papieży, w tym Aleksander VI i kilku antypapieży, spośród których nie było wiadomo, kogo uznawać:))) Jestem rzeczniczką autorytetu Kosciola Katolickiego, którego można byłoby słuchać bez wewnętrznego sprzeciwu, niestety, ostatnimi czasy (podobnie jak w niejednym okresie w przeszłości) jest to nader trudne. Zalecam w takich przypadkach posługiwać się zdrowym rozsadkiem

Zgadzam sie z Kalina – poslugiwac sie zdrowym rozsadkiem. Juz Darwin mowil tu cytat -"Nie wiem, ile wytworzyliśmy niedorzecznych kodeksów postępowania i bezsensownych wierzeń religijnych; nie wiem też, jakim sposobem wryły się tak głęboko we wszystkich krajach świata w umysł człowieka; warto jednak zaznaczyć, że wierzenie wpajane w pierwszych latach życia, gdy mózg jest wrażliwy, staje się niemal instynktem; a zasadniczą cechą instynktu jest to, że się go słucha niezależnie od tego, co mówi rozum." I nasi duchowi przewodnicy- urzednicy, caly czas wbijaja nam, ze bycie chrzescijaninem oznacza wypelnianie nakazow i zakazow zawartych w przepisach prawa koscielnego, opieczetowanych przez zaaprobowanych koscielnych urzednikow, wprowadzajac wsrod wiernych mysterium tremendum.Tylko z tego co widac i slychac sam Kosciol ma z tym problemy.

Byłbym ostrożny kierowaniem się tzw 'zdrowym rozsądkiem', bo później mamy tak, jak mawiał ksiądz Tischner: większość kryzysów wiary, które zna, wiąże się z tym, że mężczyzna ochotę cudzą żonę lub na zostawienie swojej własnej ... W takiej sytuacji wymyślimy wiele racjonalnych powodów dla swoich grzechów,'kryzysów wiary' i narzekania jaki ten kościół 'nieżyciowy'.

Podobnych meandrów nie określiłabym jako "używanie rozumu". Raczej miałam na myśli rozum (ratio), który zalecał Benedykt XVI

Moze warto tez pamietac, ze nie wystarczy uzywac rozumu, by byc racjonalnym. Najgorzej jak rozumu uzywaja wszelkiej masci paranoicy czy politycy gloszacy paranoidalne poglady.Urojenia sa jak najbardziej wytworem rozumu.

Po pierwsze nie podoba mi się to zdjęcie papieża. Wydaje mi się, że w tym momencie nie chciał być fotografowany. A po drugie mam wrażenie jakby następowała nadmierna koncentracja na jednym przykazaniu, kosztem innych.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]