Reklama

Czyj ci on?

Czyj ci on?

06.10.2009
Czyta się kilka minut
Zastrzeżenie przez Danutę Grechutową nazwiska męża jako znaku towarowego pokazało, jak trudno w podobnych sytuacjach pogodzić dwie święte racje: interes publiczny z prawami spadkobierców. Trzy lata temu zmarł Marek Grechuta.
D

Danuta Grechutowa nie chce z nikim wojować. Nie ma też nic przeciwko temu, by inni ocalali jej męża od zapomnienia (choć, jak mówi, ocalanie bardziej potrzebne jest dziś ocalającym). Jedyne, czego chce, to kontrola nad żywiołem, jaki w kwestii ocalania zapanował po śmierci Marka Grechuty.

- Przez pierwszy rok nie miałam siły, by cokolwiek kontrolować - mówi mieszkająca w Krakowie wdowa. - Ale gdy przyszła rocznica, zobaczyłam, co się dzieje.  Przyjechała z zupełnie innego regionu pani, która zaczęła załatwiać zgodę na festiwal w Krakowie. Na grobie Marka, gdzie ludzie zostawiali kartki z intencjami, przeczytałam przyrzeczenie: "Zrobię ci koncert na Rynku w Krakowie".

Jak mówi Danuta Grechutowa, nazwisko jej męża wykorzystano nawet w nazwie ciastek. - Podczas jednej z imprez poświęconych mężowi rozdawano "słodkie grechutki". O organizowanych w różnych częściach kraju koncertach i festiwalach dowiadywałam się od osób trzecich albo z zawiadomień. Miałam jeździć, uśmiechać się i namaszczać? - pyta.

Artysta jako towar  

Danuta Grechutowa namaszczać nie miała zamiaru. W 2007 r. wraz z fundacją Anny Treter "Piosenkarnia" zorganizowała pierwszy Festiwal Twórczości Marka Grechuty w Krakowie. Na upamiętnianiu nie poprzestała. Jak mówi, postanowiła ocalić zmarłego męża przed niektórymi ocalającymi: w tym samym roku zarejestrowała w Urzędzie Patentowym znaki towarowe "Marek Grechuta" oraz "Festiwal im. Marka Grechuty". - Dobra osobiste i wizerunek Marka zostały sprowadzone przez wykorzystujących do rangi towaru, który dobrze się sprzedaje, więc ten znak jest jak najbardziej adekwatny do sytuacji - tłumaczy i zapewnia: - Nie chcę ograniczać niczyjej wolności, chodzi tylko o to, by pod pretekstem dbania o pamięć nie odbywały się pod patronatem mojego męża amatorskie występy i by każdy, kto chce skorzystać z jego wizerunku uzgadniał z nami zakres takiego korzystania.

Używanie wizerunku (nazwiska, reputacji, sławy) artystów nie jest w Polsce określone odrębnymi przepisami, ale można doń stosować - co też uczyniła wdowa - ustawę o ochronie własności przemysłowej. By z niej skorzystać, konieczna jest rejestracja znaku towarowego. Konsekwencje rejestracji - prawo działa wraz ze zgłoszeniem, choć decyzja o przyznaniu (bądź nie) ochrony zapada zwykle dopiero po dwóch latach - to zakaz zarobkowania przy użyciu zastrzeżonych znaków.

- Nie ma znaczenia, czy słowo odnosi się do nazwiska, czy produktu - mówi Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP. - Istotne jest, czy są spełnione ustawowe kryteria przewidziane dla znaków towarowych. Zarejestrowany znak jest oceniany przez niezawisłego eksperta, który w zakresie orzekania podlega jedynie przepisom ustawy prawo własności przemysłowej.

Istnienie zarejestrowanego znaku towarowego nie blokuje możliwości używania go  we wszystkich kontekstach. Zakaz ograniczony jest do gospodarczego charakteru działalności oraz do określonego przez Urząd Patentowy zakresu ochrony (w decyzji podawane są informacje, w jakich sytuacjach i na jakich produktach nie wolno używać zastrzeżonego znaku).

- Ochrona dotyczy używania znaku zarejestrowanego lub podobnego - przypomina prof. Ryszard Skubisz z Katedry Prawa Wspólnot Europejskich UMCS w Lublinie. -  Oznacza to, że nie wystarczy np. zmienić nazwy "Festiwal im. Marka Grechuty" na "Małopolski Festiwal Kultury im. Marka Grechuty", by uniknąć konsekwencji. Z tytułu zastrzeżenia znaku towarowego można między innymi wystąpić z roszczeniem o zaniechanie działalności oraz roszczeniem odszkodowawczym.

Oficjalnie decyzja w sprawie Danuty Grechutowej jeszcze nie zapadła, jednak wdowa po artyście ma nadzieję, że Urząd Patentowy wyda certyfikat ochronny zarówno na znak "Marek Grechuta", jak i festiwal jego imienia. I choć ten pierwszy nie budzi na ogół wątpliwości, drugi zdążył już wywołać spór, który o mało nie skończył się skandalem.

Casus Zamościa

Spór dotyczy Zamojskiego Festiwalu Kultury im. Marka Grechuty. Imprezę w mieście, w którym urodził się autor "Korowodu" miasto organizuje od 2007 r., jednak dopiero w tym roku reprezentująca Danutę Grechutową firma Media Way za zgodę na korzystanie z wizerunku artysty zażądała 10 tys. zł. oraz 2 proc. budżetu imprezy.

Spór, który jeszcze kilka tygodni temu wydawał się trudny do rozwiązania, został zażegnany, bo miasto - mimo początkowych zapewnień, że nie jest w stanie spełnić wymagań Media Way - zgodziło się zapłacić żądaną kwotę. Jednak jak zapewniają miejscy urzędnicy, decyzja dotyczy jedynie tego roku. - Podjęliśmy ją pod presją - tłumaczy Jacek Bełz z wydziału promocji Urzędu Miasta w Zamościu. - Obawialiśmy się, że będą kłopoty z festiwalem, między innymi tego, że do imprezy zrażą się artyści. Jednocześnie podtrzymujemy swoje stanowisko: impreza nie ma charakteru komercyjnego i nie podlega ochronie, o jaką do Urzędu Patentowego wystąpiła żona Marka Grechuty.

Istotą sporu pozostaje właśnie charakter zamojskiego festiwalu. Piotr Cholewiński z Media Way: - Jedna kwestia to ta, czy miasto na tym zarobiło, a zupełnie inna to intencja organizatora. Nawet jeśli ktoś sprzedał jeden bilet, to świadczy to o chęci zarobkowania. Nie jest naszą sprawą sprawdzać, jaki był, i czy w ogóle był dochód. Chodzi o to, że doszło do skorzystania z wizerunku i sławy artysty.

Danuta Grechutowa dodaje: - Nawet jeśli miasto na tym nie korzysta, na imprezie zarabia szereg innych osób, choćby występujący podczas festiwalu artyści.

Tadeusz Wicherek, dyrektor artystyczny zamojskiego festiwalu: - To nie festiwal Marka Grechuty sensu stricto, ale festiwal imienia człowieka, który się u nas urodził i jest częścią naszej kultury. Występują osoby, które kiedyś śpiewały jego repertuar, miały z Grechutą kontakt, albo po prostu wychowały się na jego twórczości. To festiwal mający na celu promocję ich dorobku i oddanie hołdu Markowi Grechucie. Jeśli ktoś mówi, że naszym celem jest zarobek, to jest to zwykłe dyletanctwo.

Prof. Ryszard Skubisz: - To impreza czysto kulturalna, bo organizatorem jest miasto - tłumaczy. - Sprawa co prawda nie jest jednoznaczna, bo zagraniczne sądy w podobnych sytuacjach za działalność zarobkową uznają każdą działalność odpłatną, jednak broniłbym poglądu, że miasto Zamość nie prowadzi w tym przypadku działalności gospodarczej. Ale nawet jeśli przyjmiemy, że jest to obrót gospodarczy, to do uznania ochrony znaku towarowego muszą być spełnione inne przesłanki, choćby wprowadzenie w błąd co do osoby organizatora. Czy widzowie zamojskiego festiwalu mogą myśleć, że impreza jest organizowana przez rodzinę? W moim przekonaniu nie. Impreza jest spopularyzowana, a organizator znany.

Choć konflikt Danuta Grechutowa-Zamość został tymczasowo zażegnany - trudno oprzeć się wrażeniu, że miasto ustąpiło dla "świętego spokoju", chcąc uniknąć zgrzytu - problem pozostał, a może nawet - z powodu precedensowego w polskim życiu publicznym casusu - zyskał na wyrazistości. Aktualne pozostaje pytanie, jak w podobnych sytuacjach pogodzić interes publiczny z prawami spadkobierców.

Dwie racje

Wątpliwości mają prawnicy. Prof. Ryszard Markiewicz z Instytutu Prawa Własności Intelektualnej UJ: - Znak towarowy "Festiwal im. Marka Grechuty" może ograniczać swobodę życia kulturalnego, doprowadzić do komercjalizacji kosztem kulturowej roli artysty - uważa. - Nie sądzę, by akurat prawo własności przemysłowej było najlepszą formą regulacji w tego rodzaju sytuacjach, choć tzw. zarzut nadużycia prawa mógłby uniemożliwić w konkretnym przypadku zablokowanie festiwalu w oparciu o ochronę znaku towarowego.

Jak dodaje prof. Markiewicz, odpowiednią podstawą w walce o ochronę wizerunku i dobrego imienia artysty jest - poza zakresem działalności ściśle handlowej (sprzedaż produktów przy użyciu nazwiska artysty) - cywilnoprawna ochrona dóbr osobistych, w tym przypadku w postaci kultu pamięci osoby zmarłej. - Sąd wobec sporu bada ewentualność bezprawnego działania. I wyobrażam sobie, że gdyby ktoś zorganizował festiwal im. Grechuty, który byłby obraźliwy czy prowokacyjny, to można by dochodzić ochrony właśnie na tym gruncie. Stosowanie znaków towarowych to wątpliwe licencjonowanie działalności kulturalnej. Na tej zasadzie można by też zmonopolizować Reymonta, Wyspiańskiego i Kochanowskiego, którzy też przecież mają żyjących krewnych.

Czy przypadek Danuty Grechutowej obnaża braki w regulacjach prawnych i może doprowadzić do fali roszczeń ograniczających wolność kulturalną? Prof. Skubisz uspokaja: - Nasze regulacje dotyczące prawa autorskiego oraz prawa znaków towarowych są zasadniczo zgodne z przyjętymi w innych państwach Unii, nie ma się więc czego obawiać. Jeśli upowszechni się w Polsce wiedza o ugodzie pani Grechutowej z miastem Zamość,  podobne konflikty będą kończyły się polubownie.

Jak dodaje prof. Skubisz, inną ewentualnością są procesy. - Jeśli sąd przyjmie, że impreza nie mają charakteru gospodarczego, powództwa powinny być oddalane - przewiduje. - Generalnie pozycja osób występujących z takimi roszczeniami jest słaba.

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]