Czy referendum zakończy wojnę o aborcję?

Od tej sprawy zaczął się kryzys poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. Teraz o aborcję kłócą się politycy nowej koalicji rządzącej. I to ostro.
Czyta się kilka minut
Ogolnopolski protest "Ani jednej wiecej", Kraków, czerwiec 2023 // Fot. Marek Lasyk / REPORTER
Ogolnopolski protest "Ani jednej wiecej", Kraków, czerwiec 2023 // Fot. Marek Lasyk / REPORTER

Obecnie rządząca koalicja za wszelką cenę próbowała uniknąć sytuacji, w której podczas kampanii samorządowej wypali „strzelba” aborcji, która – jak w spektaklu teatralnym – od dawna wisi na ścianie. Marszałek Sejmu Szymon Hołownia właśnie z tego powodu proponował, żeby projektami ustaw aborcyjnych Sejm zajął się już po lokalnych wyborach.

Jednak lider Włodzimierz Czarzasty nie wytrzymał. Publicznie, w ostrych słowach, zarzucił liderom Trzeciej Drogi, że blokują sprawę ustaw aborcyjnych. „Mam już tego osobiście dość, a moje koleżanki i koledzy z klubu i z mojej formacji również” – stwierdził Czarzasty w TVN24. Szymon Hołownia odpowiedział w podobnym stylu, zarzucając na konferencji prasowej liderowi sojusznika, czyli Nowej Lewicy – kłamstwo.

Temu wszystkiemu nie można się dziwić. Lewica, w wyborach samorządowych „wystawiona” przez Koalicję Obywatelską i skazana na samotny start musi robić wszystko, żeby zaistnieć. Temat aborcji to jedna z kluczowych spraw dla jej elektoratu. Nie można więc wykluczyć, że przed wyborami elektorat ten zacznie rozliczać swoich lewicowych przedstawicieli i zastanawiać się: „jesteście w rządzie, a sprawa aborcji nie została nawet ruszona, dlaczego wciąż obowiązuje ten skandaliczny werdykt Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej z 2020 roku?”.

Czarzasty musi się jakoś wytłumaczyć, w tym przypadku spychając winę za opóźnienia na Trzecią Drogę. Skądinąd zgodnie z prawdą. Tyle że prawdą jest także to, że Trzecia Droga nigdy nie ukrywała swojego stanowiska. Nie ma też dowodów, że Hołownia kręci, gdy mówi, iż wielokrotnie o projektach aborcyjnych z Czarzastym rozmawiał i ten w bezpośrednich rozmowach nie miał pretensji, że jakieś projekty są szczególnie blokowane.

Ustawa czy głos narodu?

W obecnej sytuacji z punktu widzenia lewicy lepiej by było, by przynajmniej pierwsze czytanie wszystkich projektów aborcyjnych odbyło się jeszcze przed wyborami do samorządów, choć zapewne liderzy lewicy zdają sobie sprawę, że nawet gdyby zgłoszona przez nich ustawa została uchwalona, na co w Sejmie są szanse „fifty-fifty”, i tak zawetowałby ją prezydent Andrzej Duda.

Z tego punktu widzenia najbardziej racjonalna, także dla zwolenników liberalizacji prawa aborcyjnego, wydaje się propozycja referendum. Uchwałę w tej sprawie wraz z pakietem wszystkich projektów aborcyjnych mają zgłosić ugrupowania tworzące Trzecią Drogę. Rację ma Szymon Hołownia, gdy twierdzi, że wobec werdyktu obywateli nawet prezydent Duda będzie musiał spokornieć, jeśli ten byłby nie po jego myśli. 

A analizując nastroje społeczne można uznać, iż jest więcej niż pewne, że większość w referendum opowie się za liberalizacją, jeśli pytanie będzie dotyczyć – jak zapowiedział Hołownia – zgody na aborcję do 12. tygodnia ciąży.

Znamienne, że przeciw referendum opowiadają się dwa najbardziej radykalne skrzydła ideologicznego sporu, choć głosowanie wszystkich obywateli w tej budzącej kontrowersje sprawie byłoby najwyższą formą demokracji bezpośredniej. Lewica twierdzi, że sprawy tej nie należy poddawać referendum, bo prawo do aborcji należy do podstawowych praw człowieka (nigdzie nie jest to zapisane). Z kolei skrajni antyaborcjoniści argumentują, że pytań referendalnych nie należy zadawać w kwestiach tak fundamentalnych jak ludzkie życie.

Zapewne jest to polityczny paradoks, ale na kampanii referendalnej największy kapitał polityczny zbiłyby właśnie formacje skrajne. Ugrupowania tworzące Trzecią Drogę zaś, pod tym względem niejednolite ideowo i mało wyraziste, wręcz mogłyby na niej stracić. Stąd należy docenić, że mimo to z propozycją referendum występują.

Można znaleźć argumenty zarówno za stanowiskiem lewicy, jak i skrajnych obrońców życia w sprawie referendum. Ale istotą demokracji jest to, że dostarcza instrumentów rozwiązywania najbardziej nawet gorących sporów ideowych. W przypadku tak rozgrzewającej emocje kwestii jak prawo aborcyjne właśnie odwołanie się do woli większości obywateli jest chyba najbardziej racjonalnym sposobem wyjścia z prawnego pata.

Oczywiście wynik referendum nie wpłynie na zmianę stanowiska tej strony, która przegra. Ale przynajmniej wojna wokół aborcji na jakiś czas z wojny gorącej zmieni się w wojnę zimną.

O ile w parlamencie znajdzie się większość opowiadająca się za takim scenariuszem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Aborcja: referendum ma sens