Reklama

Czy poród musi boleć

Czy poród musi boleć

10.08.2015
Czyta się kilka minut
W przekazie medialnym – niezależnie od tego, czy mówi konserwatysta, czy liberał – poród został sprowadzony do bólu. Jedni mówią: „musi boleć”, inni: „to nie może boleć”.
Fot. Adam Staskiewicz / EAST NEWS
Fot. Adam Staskiewicz / EAST NEWS
W

Wiceminister zdrowia Cezary Cieślukowski mówiąc o nowym rozporządzeniu dotyczącym metod łagodzenia bólu porodowego wywołał burzę. Z jednej strony to nie dziwi, bo język jego wypowiedzi o tym, że znieczulenie zewnątrzoponowe „nie powinno być powszechne” i „wykonywane na zamówienie”, był – nazwijmy to delikatnie – mało koncyliacyjny. Pan wiceminister na Facebooku dookreśla: „Podczas porodu ze znieczulenia może korzystać każda kobieta – o ile nie pojawią się przeciwwskazania medyczne do jego zastosowania. Dlatego decyzję o zastosowaniu znieczulenia podejmuje lekarz położnik po konsultacji z anestezjologiem oraz przeprowadzeniu niezbędnych badań pacjentki”.

Kiedy to czytam, razi mnie język ministra. Rodząca nie jest „pacjentką”, bo na nic nie jest chora, komunikat jest suchy i pozbawiony empatii. Nie dziwi wściekła reakcja kobiet, które podczas porodów doświadczyły lekceważenia ich potrzeb i dziś wspominają te chwile jako mękę. Dziwi jednak reakcja środowisk opiniotwórczych, które przecież mają dostęp do bieżącej wiedzy. W przekazie medialnym – niezależnie od tego, czy mówi konserwatysta, czy liberał – poród został sprowadzony do bólu. Jedni mówią: „musi boleć”, inni: „to nie może boleć”. Tak czy siak, poród to koszmar i trauma. Jak można apelować o dobry poród, jednocześnie utrwalając nieprawdziwy jego obraz?

Dziwi, że media nie informują, iż procedura znieczulenia zewnątrzoponowego jest obciążona ryzykiem, że w momencie jej zastosowania kobieta faktycznie staje się pacjentką, bo musi być pod opieką aż trojga specjalistów (położnika, anestezjologa i położnej). Że przy porodzie musi być też neonatolog, z uwagi na wzrastające ryzyko skutków ubocznych dla dziecka. Z chwilą podania znieczulenia zaburzamy naturalne mechanizmy – poród zostaje odebrany kobiecie, przekazany specjalistom.

To oczywiste, że jeśli kobieta uzna, iż chce znieczulenia, powinna je otrzymać, ale powinna też mieć dostęp do innych metod łagodzenia bólu i móc wybierać między nimi (np. wanna z ciepłą wodą łagodzi ból podobnie jak środki farmakologiczne). Poza tym ból warto łagodzić, ale nie warto z nim walczyć, bo pełni on istotną funkcję. To nie kara czy brzemię, tylko złożony mechanizm fizjologiczny, który pozwala aktywnie, własnymi siłami wydać dziecko na świat. Jeśli skorzystamy z mądrości naszego ciała, z jego wytrzymałości, siły i kreatywności, możemy doświadczyć żywiołowego upodmiotowienia.

Satysfakcjonujący poród może być jednym z ważniejszych życiowych doświadczeń i trampoliną w macierzyństwo. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

radość twórcza autora? O ile zgadzam się poród może rzeczywiście stać się jednym z ważniejszych życiowych doświadczeń o tyle bzdetów o żywiołowym upodmiotowieniu i innych magicznych przeżyciach związanych z porodem po artykule w Tygodniku się nie spodziewałam.To tekst godny Pani domu. Poród przede wszystkim boli, dlatego częściej mówi się o bólach porodowych niż o skurczach porodowych. Ten ból na krótką metę daje się znieść ale nawet krótki i łatwy poród, którego potem gratulują lekarze (np. mój) pozostawia przede wszystkim wrażenie niewyobrażalnego i nieporównywalnego z niczym innym bólu. Po drugie ból obezwładnia i wykańcza fizycznie - kobieta słabnie i nie reaguje na otoczenie - przy dłuższej akcji zaczynają się problemy i wzrasta niebezpieczeństwo dla dziecka. Proponuję żeby uwznioślanie procesów naturalnych rozpocząć od mistycznego naturalnego "rodzenia" kamienia nerkowego przez Panów - a Paniom dajmy osobiście zadecydować czy rodzą ze znieczuleniem czy bez, wyposażając je w konieczną do tego wiedzę i pewność że decyzja do nich samych należy.

Trafny, moim zdaniem. Wydaje mi się, że uwzniaślając procesy naturalne, musielibyśmy w wielu przypadkach zupełnie zrezygnować z medycyny, co byłoby raczej absurdalne. Poza tym nie rozumiem, dlaczego według Autorki pacjentką jest dopiero ta kobieta, która dostaje znieczulenie - domyślam się, że chodziło o pokazanie, jaka to jest poważna sprawa i jaka ryzykowna? Nie rozumiem rozróżnienia na "pacjenta" i "nie-pacjenta" osób przebywających w szpitalu - czy "pacjent" to ten bardziej chory? Przecież każda kobieta rodząca w szpitalu wymaga opieki lekarza i położnych i staje się tym samym "pacjentką" (wedle rozumowania Autorki).

A może kobiety nie chcą doświadczać "żywiołowego upodmiotowienia" przez ból (cóż to za metafora!!!), ale chcą podejmować decyzje związane z tym, co czują. Ból nie działa upodmiotawiająco, tak samo jak cierpienie nie uszlachetnia.

Nigdzie nie napisałam że "ból upodmiotawia". Miałam na myśli sytuacje w której kobieta rodząca swoje dziecko w sytuacji dla niej najbardziej komfortowej i bezpiecznej może urodzić dziecko czując swoją siłę i kreatywnośc. Znieczulenie w tym sensie może w tym przeszkodzić że czasami (oczywiście nie zawsze) zakłóca akcje i prowadzi do cc. Poza tym ten okropny ból, nie do zniesienia na ogół pojawia się w porodzie wraz z podaniem sztucznej oksytocyny - ona "rozkręca" akcję zbyt szybko i wzmacnia sztucznie oraz przyspiesza skurcze. Tam gdzie nie ma podanej sztucznej oksytocyny o wiele rzadziej kobiety proszą o znieczulenie.

Niestety, nie doświadczyłam w pełni podmiotowego porodu. Jeden z nich był niezwykle trudnym doświadczeniem i tylko dzięki determinacji mojego dziecka udało nam się wspólnie wyjść z tego bez większego szwanku. Dlatego drugi poród starałam się wziąć w swoje ręce. Miałam też zaszczyt być świadkiem niezwykle pięknego i żywiołowego porodu bliskiej mi osoby i dlatego wiem a nie tylko sądzę, że takie doświadczenie jest możliwe. Narracja wokół porodu jest w Polsce niezwykle negatywna a przekaz kulturowy tylko ją wzmacnia. Negatywny jest także przekaz pokoleniowy bo dzisiejsze babki mają za sobą porody w totalitarnych warunkach. W filmach czy serialach nie zobaczymy kobiety, która rodzi tak jak chce - zgodnie z tym, co dyktuje jej ciało. Np na stojąco czy w wannie, w ciszy czy z okrzykiem wojownika. Zobaczymy przestraszoną, krzyczącą z bólu osobę zdaną na łaskę i niełaskę personelu szpitala. Zupełnie inna narracja jest na przykład w Holandii (tam gdzie 33% porodów odbywa się w domu) czy w Danii (polecam rozmowę z Jolantą Petersen, położną) Możemy dziś dowiedzieć się jak wygląda satysfakcjonujący poród bo w sieci jest wiele filmów o tym i nie chodzi mi tylko o "Orgasmic birth" ale o zwykłe porody, filmowane przez tzw. zwykłych ludzi. To wcale nie znaczy, że tym porodom nie towarzyszy ogromny wysiłek, praca. Myślę, że w sprawie znieczulenia decydujące powinno być zdanie kobiety, ale dobrze poinformowanej, nie naszpikowanej opowieściami jak z horroru. Każda powinna mieć do znieczulenia dostęp, bo dla wielu myśl, że jeśli się nie uda urodzić siłami natury to lekarz pomoże jest odbarczająca, redukuje lęk a co za tym idzie, wspomaga akcję porodową.

rodzi się pytanie - po jaka cholerę ludzie w ogóle wynaleźli i stosują środki przeciwbólowe? taki na przykład zepsuty ząb - jakże to wspaniale przez wieki, zgodnie z wolą Bożą i z orgazmiczną rozkoszą, z okrzykiem wojownika kowal na żywca wyrywał delikwentom - nawet bez wanny sobie radzili - i komu to przeszkadzało?.... Narracja autorki wokół porodu jest niezwykle bałamutna.

Ząb boli bo jest chory a poród to nie choroba. Mechanizm fizjologiczny bólu porodowego polega zupełnie na czym innym - steruje zachowaniem kobiety tak by mogła wypuścić dziecko na świat. Jak mówi Beatrijs Smulders, która przyjęła ponad 6 tysięcy dzieci w domach, w Holandii: kobieta w porodzie otwiera się MIMO bólu, a na dodatek potem potrafi powiedzieć, że to było satysfakcjonujące doświadczenie. ZZO ma swoje konsekwencje dlatego każda z nas powinna mieć do niego bezwzględny dostęp ale jednocześnie powinnyśmy wiedzieć na co się decydujemy. I zastanawiać się nad tym warto ZANIM pojawimy się na sali porodowej - stąd indywidualny plan porodu, który powinien być omawiany z kobieta jeszcze w ciąży.

no tak bałamutnego tłumaczenia mógłbym się spodziewać jedynie po którymś z natchnionych biskupów, ewentualnie wojującym Terlikowskim - gratuluję pani. Toż ten ząb też fizjologicznie przemawia do nas i woła "zrób coś!...". Życzę moc fizjologicznego bólu, który najlepiej posteruje pani życiem. PS satysfakcję to kobiety mają raczej z tego powodu, że poród się skończył, a nie że bolał - niejednej relacji wysłuchałem w życiu.

Rozumiem, że usiłuje Pani wpłynąć na sposób przedstawiania porodu, licząc na to, że pozytywny przekaz wpłynie korzystnie na rzeczywistość. Nie odmawiam racji ale dostrzegam drugą stronę medalu- narracja ta tworzy wyzwanie, któremu sprostanie nie leży w możliwościach kobiety, a jest wynikiem splotu okoliczności. Po takich oczekiwaniach kobiety mają żal do siebie że nie sprostały wyzwaniu natury i poczucie że ktoś je oszukał bo okazuje się że na oddziale połowa to cesarki, trochę powikłań, parę horrorów a żywiołowych upodmiotowień ze świecą szukać. Ale zanim wyciągną prawidłowe wnioski zamiast wsparcia dostają kolejny ciężar - "nie podołałam".

Dobrze Pani rozumie moja intencję. W żadnym wypadku nie zależało mi na tym, by nakładać na kobiety kolejną powinność. To raczej moje ciche marzenie, żeby kobiety w Polsce wreszcie mogły przeżywać poród w taki sposób jak chcą. Jedne marzą o żywiołowym upodmiotowieniu dla innych o wiele ważniejsze jest by całość porodu oddać w ręce medycyny. Mam tylko pretensje do mediów, że wizje porodu zniekształcają pokazując jedynie ból, krew i łzy, wzmacniając strach, promując bierność kobiety w porodzie (te zdjęcia!). Przygotowanie do porodu zaczyna się w moim przekonaniu daleko przed zajściem w ciążę - kiedy dziewczyna słucha opowieści o porodzie, kiedy ugruntowuje się jej stosunek do własnej seksualności, mocy kreatywnej własnego ciała itp itd. Kolejny ważny etap to czas ciąży - na oddziale często faktycznie jest za późno na przemyślane decyzje...Pozdrawiam. JD

Ten tekst wpisuje się w logikę uporczywie głoszonej od wieków przez kościół tezy: "swym cierpieniem włączasz się córko/synu w zbawczą mękę Chrystusa...". Jej propagatorom i wyznawcom wielu zbawczych cierpień życzę.

przecież nie pisze, że znieczulenie ma być zakazane. I to nie jej wina, ani lekarzy, że poród, nawet ten szybki i bezproblemowy po prostu boli. I wcale znieczulenie nie usuwa go zupełnie. Ból jest też informacją o tym co się w danym momencie dzieje. Myślę, że w tym przypadku tak jak i w innych interwencjach medycznych, decydować powinna pacjentka, po wcześniejszym dokładnej konsultacji z lekarzem o plusach i minusach. I myślę, że warto zacząć od naturalnych mniej inwazyjnych metod, jak ciepła kąpiel, czy masaż, zanim przejdzie się do tych mocniejszych. Rodziłam dwa razy i w obu przypadkach większym problemem był dla mnie pół po nacięciu, które wykonano bez mojej zgody, a nawet poinformowania mnie o tym, a którego, jestem przekonana, można było uniknąć. I jak rozmawiam z koleżankami, to może sam ból porodowy jest straszny, ale dłużej boli to jak zostały potraktowane przez personel. I tu całe szczęście stopniowo się zmienia na plus. Przynajmniej w moim mieście.

tylko o krytykę artykułu- który w kontekście toczącej się batalii o znieczulenie- sugeruje ze wykorzystując procesy naturalne można doświadczyć żywiołowego upodmiotowienia - co jeśli nawet się zdarza jest udziałem znikomego procenta rodzących, gdy tymczasem reszta brnie przez mękę. To taka niebezpieczna w skutkach V kolumna.

Dzięki za dobre słowo. W krótkim komentarzu trudno mi było ująć wszystkie aspekty tego bardzo złożonego problemu. Badania pokazują, że pobyt w wannie z ciepłą wodą (tzw immersja wodna) obniża odczuwanie bólu o 72 % czyli podobnie jak znieczulenie. Jeśli kobieta nie ma podanej sztucznej oksytocyny, która wzmaga ból to często pobyt w wannie wystarczająco łagodzi ból, stąd tyle porodów domowych odbywa się właśnie w wannie. Pozdrawiam

pisze Pani pochwałę męki porodu, choć - jak sama przyznaje - przez nią nie przeszła. Ja mam kamienie nerkowe za sobą, przez wiele kobiet w swym FIZJOLOGICZNYM oddziaływaniu do porodu porównywane. Pani życzę tego doświadczenia, i to w maksymalnym jego wymiarze - choćby w wannie, potem porozmawiamy jak upodmiotowiony z upodmiotowioną. Póki co raczej na masochistkę Pani mi wygląda niż na współczującą chrześcijankę. Powtórzę, com był już pisał - to kościół katolicki jest twórcą i sponsorem szatańskiej tezy o wartościach dodanych ludzkiego upodlenia i cierpienia. Z Panem Bogiem.

Monika Płatek*** "Tego lata niemal w tym samym czasie przyszły na świat Anaëlle we Francji, Nina w Niemczech i Matylda Natalia w Polsce. We Francji i w Niemczech ciężarnym dano wiedzę i wybór. Ciężarna w Polsce wiedzę o znieczuleniu okołoporodowym - za i przeciw - zdobywać musiała sama. We Francji i w Niemczech kobiety w ciąży miały pełną nad nią kontrolę. W Polsce ciężarna autonomię musiała sobie wyszarpać, wykłócić i opłacić. We Francji i w Niemczech kobiety czuły, że są traktowane podmiotowo. Podmiotowość w Polsce nie była oczywista. We Francji i w Niemczech słuchano kobiet, w Polsce domyślne było, że słuchać ma kobieta. Standardy poszanowania woli ciężarnej zawarte w polskich przepisach pozostawały przez większą część ciąży tam, gdzie je zawarto - na papierze. Co trzeba mieć w głowie? Jak zaburzony obraz kobiety i wielkości samego siebie, by wyjść z pomysłem i zadekretować, że to lekarz, a nie rodząca ma decydować o znieczuleniu? Demonstracja siły, władzy lekarza zarówno wtedy, gdy się zgadza, jak i wtedy, gdy zgody odmawia i gdy, nie pytając, wie lepiej. Gdzie ta godność ludzka, podobno do obowiązkowego przestrzegania i tak obecna, gdy wycieramy sobie nią gębę, gardłując przeciwko in vitro? Jaki musi panować klimat, by wyhodować poczucie aroganckiego przyzwolenia na mieszanie filmowej fikcji ("Bogowie") z rzeczywistością? Jak trzeba uprawiać społeczną glebę, by zakorzenić wzgardliwe przekonanie, że kobiece ciało to terytorium podległe władzy lekarza, księdza, posła i urzędnika, także w trakcie porodu? Ileż śmierdzącego nawozu trzeba było usypać, by rozpleniło się i rozchwaściło demonstracyjnym urzeczowieniem kobiety. Kto kontroluje płodność człowieka, kontroluje jego życie. To dotyczy i porodu. Poszanowanie autonomii i integralności człowieka wymaga przestrzegania jego praw reprodukcyjnych; także w trakcie porodu. Kontrola nad swoim życiem obejmuje poród. Powiedzmy to bez znieczulenia: arbitralny nakaz rodzenia tak samo jak zakaz rodzenia ze znieczuleniem czy bez jest z tego samego zepsutego nasienia. Rodzi zarazę, niszczy plon, nie da urodzaju. Tego lata niemal jednocześnie trzy kobiety urodziły trzy dziewczynki. We Francji i w Niemczech rodzące miały poczucie wyboru. W Polsce wybór nie był oczywisty. Wymagał wiedzy, woli, uporu i pieniędzy. Urodziły tak, jak chciały. Bez znieczulenia."*** http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100865,18581788,bez-znieczulenia.html
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]