Co Bóg złączył

Co Bóg złączył

02.08.2021
Czyta się kilka minut
W Polsce może być nawet milion patchworkowych zwanych u nas rodzinami zrekonstruowanymi. W znacznym stopniu są one efektem rozwodów.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
GRAŻYNA MAKARA
W

W Polsce rozpada się mniej więcej co trzecie małżeństwo (nie licząc związków niesformalizowanych) i rozwiedzeni, często mając dzieci, wchodzą w kolejne związki z partnerami, którzy też mają dzieci z poprzednich związków. Ten odbiegający od klasycznego modelu („dwoje rodziców + ich dzieci”) kształt rodziny, o którego problemach pisze w tym numerze Marek Rabij, niesie tyle komplikacji, że aż dziw, iż istnieje. Lecz istnieje, tak jak istnieją rozwody.

Kościół, trwając przy nauce Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa (Mt 19, 3-6) i przekonaniu, że chrześcijańskie małżeństwo jest obrazem, sakramentem i świadectwem nierozerwalnego zjednoczenia Chrystusa i Kościoła, musiał się mierzyć z często dramatycznymi sytuacjami życiowymi.

Już św. Paweł ogłosił prawo (Przywilej Pawłowy) do rozwiązania małżeństwa przez osoby, które zostały chrześcijanami, będąc wcześniej w związku...

4103

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ksiądz z pewnością nie zdaje sobie sprawy z tego jak idiotycznie brzmi takie uzasadnienie "z zewnątrz", kosmiczna bzdura porównywalna jedynie z bajaniami o bogu Ra na złocistym rydwanie itepe - a można po ludzku, na przykład że małżeństwo jest formą organizacji społeczeństwa, i ze kościół dla własnego dobra stara się by trwało jak najpewniej i najdłużej - uporczywe tkwienie w idiotycznych dogmatach wydumanych przez całe pokolenia ambitnych tłumaczy PB i konsekrowanych kombinatorów świadczy póki co jedynie o nierozerwalności związku kościoła katolickiego z obłudą i zakłamaniem

W Kościele nie ma rozwodów, jest tylko orzeczenie o nieważności małżeństwa. Ten kto to wymyślił miał głowę nie od parady. Strach pomyśleć co by było gdyby sądy cywilne nie orzekały rozwodu a jedynie nieważność zawartej umowy ślubnej. Przypadek pana Kurskiego całkowicie obnaża hipokryzję wydumanych, pokrętnych kombinacji kościelnych "mędrców". Nie wiem czy Szef na wysokościach, z perspektywy tronów i zwierzchności się temu przygląda. Znałem pewnego I Sekretarza PZPR, którego ulubionym sloganem było; jeśli Bóg istnieje, to nich nas ręka boska broni, jeśli Go nie ma, to chwała Bogu.

Skoro możliwe jest unieważnienie małżeństwa, dlaczego nie ma unieważnienia święceń kapłańskich?

Ale dlaczego "dlaczego"? Unieważnienie jest możliwe i zdarza się, zob. p, 1708 – 1712, Kodeks Kanoniczny.

Zastanawiałam się nad tym co w sytuacji, gdy przed ślubem jedna osoba mówi innej nieprawdę i mając tego świadomość (że przyszły współmałżonek pozostaje w błędnym przekonaniu) przystępuje do sakramentu małżeństwa i komunii, a następnie utrzymuje ten stan i po kilku latach mówi prawdę (czyli de facto okazuje się, że wcześniej mówił nieprawdę), ale zaczyna drugą osobę z lekka terroryzować i ma też chyba bardzo niskie poczucie wartości. Współmałżonek pytany czy mając tę wiedzę podjąłby decyzję o małżeństwie: mówi, że nie wie. I dodaje, że wtedy wiedziałby, a tak został okłamany.

Zastanawiałam się nad tym co w sytuacji, gdy przed ślubem jedna osoba mówi innej nieprawdę i mając tego świadomość (że przyszły współmałżonek pozostaje w błędnym przekonaniu) przystępuje do sakramentu małżeństwa i komunii, a następnie utrzymuje ten stan i po kilku latach mówi prawdę (czyli de facto okazuje się, że wcześniej mówił nieprawdę), ale zaczyna drugą osobę z lekka terroryzować i ma też chyba bardzo niskie poczucie wartości. Współmałżonek pytany czy mając tę wiedzę podjąłby decyzję o małżeństwie: mówi, że nie wie. I dodaje, że wtedy wiedziałby, a tak został okłamany. Nie do końca są też jasne motywy dla których ów współmałżonek ujawnił to, co wcześniej zataił. Wydaje mi się że to w pewien sposób waży na pewnym małżeństwie, ale może to tylko moja supozycja.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]