Reklama

Biden: strażak czy podpalacz?

Biden: strażak czy podpalacz?

w cyklu Woś się jeży
21.01.2021
Czyta się kilka minut
Czy Joe Biden to współczesny św. Jerzy, który pokonał smoka trumpizmu? Czy może raczej strażak bohatersko gaszący pożar, do którego rozpalenia sam się przyczynił?
Prezydent Joe Biden podpisał pierwsze decyzje wykonawcze, Waszyngton 20 stycznia 2021 r. Fot. AP/Associated Press/East News
W

Wyobraźmy sobie, że w Polsce na czele opozycji antypisowskiej staje Leszek Balcerowicz. Albo Jan Krzysztof Bielecki. A jeśli nie oni osobiście, to przynajmniej ktoś bardzo mocno zaangażowany (słowem i czynem) w neoliberalną terapię szokową lat 90. Mało tego. Wyobraźmy sobie następnie, że u jego boku stoi polityk porównywalny z młodym Zbigniewem Ziobrą – takim, którego znakiem rozpoznawczym jest polityka w stylu „zero tolerancji”. I teraz – nie pozwólmy naszej wyobraźni zwolnić tempa – właśnie taki tandem wygrywa wybory, odsuwając od władzy znienawidzonych przez pół kraju (a przez drugie pół uwielbianych) populistów. Oskarżanych o skłonność do nadużywania władzy i autorytaryzm. Wszystko to dzieje się pod hasłem… zerwania z neoliberalizmem i pozszywania ze sobą na nowo pokiereszowanego i skłóconego społeczeństwa w imię postępu oraz narodowej jedności.

Trudne do wyobrażenia? A jednak w Ameryce coś bardzo podobnego właśnie się wydarzyło. O tym, co chcę Państwu opowiedzieć, mówi się i pisze w Polsce raczej rzadko. U nas dominuje raczej przejęta od amerykańskich liberalnych mediów opowieść nakazująca komentować zwycięstwo duetu Joe Biden–Kamala Harris jako „koniec koszmaru zwanego trumpizmem” i (przynajmniej) powrót do normalności. A może nawet szansa na nowe otwarcie i zmierzenie się z wyzwaniami XXI wieku przy pomocy nowego, świeżego zestawu rozwiązań. Zgodnie z tą opowieścią Biden i Harris równają się nadziei na lepsze jutro.

Ta opowieść – choć dla wielu kusząco pokrzepiająca – w zasadniczym stopniu opiera się jednak na myśleniu życzeniowym. Oraz ignorowaniu wielu niewygodnych faktów. Z którymi – choćby w imię elementarnej uczciwości – warto się zmierzyć.

Pan wczoraj

A po angielsku „Yesterday’s man”. Taki tytuł nosi książka dziennikarza lewicowego magazynu „Jacobin” Branko Marceticia wydana jeszcze w 2020 r. Jej autor przygląda się politycznemu życiorysowi 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pokazując, że nie mamy tutaj bynajmniej do czynienia z przypadkowym przechodniem na rozstajach najnowszej historii Ameryki. Przeciwnie, Joe Biden, który pierwszy raz został wybrany do amerykańskiego Senatu w roku 1972, był tej historii ważnym współtwórcą. Nie tylko czołowym przedstawicielem amerykańskiego establishmentu politycznego minionych pięciu dekad. Ale nawet – jak pokazuje Marcetic – można go spokojnie nazwać uosobieniem całego szeregu niezbyt chlubnych przywar amerykańskiego życia publicznego: wolnorynkowej ortodoksji, nadmiernego zblatowania z prywatnym biznesem oraz lekceważenia społecznych skutków demontażu amerykańskiego państwa dobrobytu. Czyli dokładnie tych zjawisk, które są (słusznie) uważane za główną przyczynę wybuchu populistycznej rewolucji – z jej najnowszym wykwitem, czyli Donaldem Trumpem.


Marta Zdzieborska: Jednym z pierwszych testów dla prezydentury Bidena będzie jego odpowiedź na epidemię. Koronawirus zabija już nawet 4 tys. Amerykanów dziennie.


 

Już w roku 1984 (za czasów rządów Ronalda Reagana) „Washington Post” nazwał Bidena jednym z najbardziej znanych neoliberałów w szeregach Partii Demokratycznej. Biden otwarcie wspierał wówczas wysiłki reaganowskiej administracji obliczone na osłabienie roli rządu w gospodarce i zmniejszenie wydatków na finansowanie programów państwa dobrobytu. Jednocześnie – przypomina Marcetic – Biden krytykował własną partię za nadmierne sprzyjanie punktowi widzenia związków zawodowych, drobnych farmerów i innych „partykularnych grup interesu”. Gdy do władzy doszła demokratyczna administracja Billa Clintona forsująca tzw. trzecią drogę (czyli de facto odejście od takich celów politycznych jak pełne zatrudnienie czy walka z nierównościami), Biden znów grał pierwsze skrzypce. Ograniczenie wydatków socjalnych w roku 1996, odwołanie tzw. ustawy Glassa-Steagalla (faktyczna zgoda na zniesienie szeregu pochodzących jeszcze z lat 30. regulacji sektora finansowego), powołanie do życia NAFT-y, czyli strefy wolnego handlu między USA, Kanadą i Meksykiem, które skutkowało utratą wielu dobrze płatnych miejsc pracy w amerykańskim przemyśle.

Wszystkie te decyzje clintonowskiej administracji to bezsprzecznie kamienie milowe neoliberalnego zwrotu w amerykańskiej polityce. Zapoczątkowanego przez Reagana, ale dokończonego właśnie przez Demokratów. We wszystkich tych sprawach Joe Biden był za. Mało tego. Marcetic przypomina, że należał do tych polityków Partii Demokratycznej, którzy stale zagrzewali swój rząd do dalszych neoliberalnych posunięć, krzycząc „śmielej, śmielej!”. Jeden przykład: w roku 1995 Republikanie próbowali przepchnąć w Kongresie poprawkę do konstytucji ustanawiającą zapisany w prawie i automatyczny hamulec wydatków publicznych. Co w praktyce skazywałoby amerykańskie państwo dobrobytu na śmierć, a demokratycznych polityków na wyrzeczenie się sprawczości w kwestiach gospodarczych. Senator Biden należał wówczas do tych Demokratów, którzy zapowiadali poparcie republikańskiej inicjatywy. Na szczęście (dla amerykańskiego społeczeństwa) inicjatywie zabrakło wymaganej większości.

Biden i banki

To jednak tylko część problemu. W końcu poglądy każdego polityka mogą ewoluować. A z antywydatkowego jastrzębia i przeciwnika interwencji państwa w gospodarkę można się przecież przedzierzgnąć w skruszonego liberała głoszącego po kryzysie 2008 r. „byliśmy głupi”. Znamy takie historie również z naszego podwórka. Polityczny życiorys Bidena przenicowany przez Marceticia przynosi jednak parę innych niepokojących wątków. Z nich najważniejsza jest wyjątkowa (nawet jak na amerykańskie standardy) łatwość w nawiązywaniu bliskich kontaktów z biznesowymi lobbystami.

Znów kilka przykładów: w latach 1989-2000 do grona największych donatorów prowadzonych przez Bidena kampanii wyborczych należała korporacja pożyczkowa MBNA (później przejęta przez Bank of America) z jego rodzinnego stanu Delaware. W tym samym czasie Biden jako polityk głosował przeciw wszelkim próbom wymagania od instytucji kredytowych większej przejrzystości informacyjnej wobec swoich klientów. A także (kilkakrotnie!) przyczynił się do utrącenia ustawy ułatwiającej ogłoszenie bankructwa osobistego przez najbiedniejszych pożyczkobiorców. Warto dodać również, że w tym czasie w MBNA zatrudniony został (tuż po studiach prawniczych) syn Bidena, Hunter. Ten sam, który prowadził potem (w czasach, gdy jego ojciec był już wiceprezydentem) interesy na Ukrainie. Ta ostatnia sprawa była zresztą szeroko opisywana nawet przez przychylne Demokratom media.


WOŚ SIĘ JEŻY: autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "Tygodnika Powszechnego"


 

Takie historie – dowodzi Marcetic – nie były odosobnione w politycznym résumée obecnego prezydenta. Już w latach 70. Biden znalazł się w czołówce amerykańskich kongresmenów, którzy mogli się pochwalić najwyższymi dochodami ze źródeł innych niż parlamentarna dieta. W tym przypadku były to dochody z publicznych wystąpień na zaproszenie przeróżnych zamożnych korporacji czy biznesowych stowarzyszeń. Spora ich część z branży finansowej. Warto przypomnieć, że po kryzysie 2008 r. administracji Obamy przypadło zadanie uregulowania sektora bankowego oraz przekazanie miliardów dolarów antykryzysowej pomocy rządowej dla borykających się z trudnościami korporacji. A procesy te (zwłaszcza tzw. fiscal stimulus) koordynował nie kto inny jak… wiceprezydent Joe Biden.

Warto dobrze wyjaśnić formułowany tu przekaz. Nie chodzi o bawienie się w świętoszkowaty purytanizm i nakazywanie politykom życia o chlebie i wodzie. Trzeba jednak powiedzieć jasno, że pośród amerykańskich polityków minionych dekad znajdujemy bardzo różne postawy. Bernie Sanders, który w amerykańskiej polityce też jest dość długo, zawsze clintonowską trzecią drogę (słowem i czynem) odrzucał, skazując się przez lata na bycie na politycznym marginesie. A z kolei inna kontrkandydatka Bidena w demokratycznych prawyborach Elizabeth Warren nie jest znana z tak ścisłego zblatowania z amerykańskim biznesem. Przeciwnie. Na każdym kroku podkreślała, że na pasku Wall Street i Doliny Krzemowej chodzić nie zamierza. Ale wybrano jednak Bidena – co każe sformułować dość poważne obawy, czy aby na pewno liberalna Ameryka wyciągnęła wnioski z doświadczenia, jakim jest populistyczna i antyestablishmentowa rewolta, której symbolem stał się Donald Trump. Dodajmy z kronikarskiego obowiązku, że ani dla Sandersa, ani dla Warren miejsca w rządzie Bidena (mimo wcześniejszych sugestii) nie będzie.

Nawet w samej Ameryce – i to wcale nie pośród trumpistów – wielu podnosi podobne wątpliwości. „Kazali nam głosować na miernego, chwiejnego neoliberalnego centrystę, bo jest lepszy od faszysty. I może pokonaliśmy zagrożenie. Ale nie zmienia to faktu, że mamy u władzy miernego i chwiejnego neoliberała” – słowa te wypowiedział tuż po wyborczym zwycięstwie Bidena filozof Cornel West uważany za ucznia i kontynuatora misji Martina Luthera Kinga. Tego typu argumenty padają w Ameryce dość często, co nakazuje jednak poskromić entuzjazm wobec politycznej przyszłości pogromcy Trumpa.

Prokurator Harris

Co ciekawe, krytyka dotyczy nie tylko samego prezydenta, ale również jego zastępczyni. Tego typu argumentacja także rzadko przebija się w polskiej publicystyce. U nas Kamala Harris przedstawiana bywa zazwyczaj przez pryzmat tego, że jest pierwszą kobietą na stanowisku wiceprezydentki USA. I to na dodatek kobietą o niebiałym kolorze skóry, co ma czynić z niej symbol postępu nowej administracji. Warto wychwycić jednak głosy takie jak socjologa Tye Salandy'ego. Przypomina on, że Kamala Harris jako prokurator generalna stanu Kalifornia dała się poznać raczej jako zwolenniczka zdecydowanie mało postępowych programów. Pod jej politycznym parasolem wprowadzono program, który groził nawet więzieniem rodzicom, których dzieci nie chodzą do szkoły.

To w czasach Harris Sąd Najwyższy wskazywał, że więzienia w Kalifornii są przepełnione i nie są w stanie pełnić już żadnej funkcji reedukacyjnej. Jednocześnie urząd Harris bronił się rękami i nogami przed wypłatą odszkodowań dla niesłusznie skazanych. Jako prokurator generalna Kalifornii nie dała się też poznać z ani jednej inicjatywy próbującej w jakikolwiek sposób postawić tamę rozrostowi wpływów Doliny Krzemowej – znajdującej się przecież w jej własnym stanie. Przeciwnie, latem 2020 r. „Huffington Post” pokazał (opierając się na bogatej korespondencji mailowej) raczej zażyłe stosunki Harris z czołowymi postaciami świata „big tech” z Google’a czy Facebooka. Oczywiście „big tech” należał w 2020 r. do grona jej czołowych sponsorów w walce o prezydenturę.


Wojciech Jagielski: Bilans dyplomatycznych osiągnięć odchodzącego prezydenta USA jest mizerny, ale i tak odwracanie porządków, jakie próbował zaprowadzać, zajmie jego następcy wiele czasu.

Piotr Tarczyński: Jako prokuratorka Harris często wchodziła w rolę „złej policjantki”. Z drugiej strony, nie sposób zaprzeczyć, że od tamtego czasu przesunęła się politycznie w lewo, a w Senacie – a zwłaszcza, odkąd rozpoczęły się protesty Black Lives Matter – opowiada się za głęboką reformą policji.


 

„Co było, to było. Rozliczajmy ich z tego, co będzie” – odpowiadają zwykle na wszystkie te argumenty media sprzyjające Bidenowi i Harris. Nowy prezydent złożył przecież wiele pięknych zapowiedzi: wprowadzenie podatku dla bogatych, ulga przy spłacaniu zadłużenia zaciągniętego na studia, podwyżka płacy minimalnej. Pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem zostańmy na gruncie faktów. Bo polityczne decyzje to zawsze suma światopoglądu decydentów z praktycznym polem manewru wyznaczanym z kolei przez interesy własnego otoczenia i oczekiwania wyborców.

Obietnice nowego ładu

Idąc tym tropem, wykonajmy proste ćwiczenie myślowe. Czy można oczekiwać, że prezydent mocno od półwiecza umocowany w establishmencie, który dał się w przeszłości poznać jako jeden z bardziej gorliwych budowniczych obecnego systemu, utrzymujący dobre stosunki z elitami (tymi samymi, które na funkcjonowaniu obecnego systemu tak mocno korzystają) oraz będący przez te elity otwarcie finansowany (analiza wpłat Doliny Krzemowej nie pozostawia wątpliwości, kogo w tej walce wspierali najbogatsi dziś ludzie świata) może przynieść faktyczny przełom? Wstać pewnego dnia z łóżka i pomyśleć sobie: będę nowym Theodorem Rooseveltem rozbijającym monopole? Albo Franklinem Delano Rooseveltem zaprowadzającym „Nowy Ład”? Oczywiście, że można to sobie wyobrazić. Bo wszystko można sobie wyobrazić.

Dużo bardziej prawdopodobne jest jednak to, że taki przełom po prostu nie zaistnieje. I będzie jak w scence, z którą niejeden z nas pewnie się w życiu zetknął. Ktoś, na kim nam zależy, obiecał, że zadzwoni. Czekamy dzień, drugi, trzeci. Nie dzwoni. W końcu chwytamy za telefon i wybieramy numer. Nie odbiera. Wystukujemy raz jeszcze. „A ehmmm, to Ty! No ja WŁAŚNIE MIAŁEM DO CIEBIE ZADZWONIĆ!” – słyszymy w słuchawce. Podobnie z liberalnymi elitami Ameryki. One też już właśnie miały naprawić swoje neoliberalne grzechy. Tylko przyszedł nie wiadomo skąd ten okropny Trump i wszystko popsuł.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Woś się jeży.

to ostatnie zdanie: Tylko przyszedł nie wiadomo skąd ten okropny Trump i wszystko popsuł. Wiadomo skąd się biorą populiści. Żerują na strachu i wq...wykluczonych, poniżonych, pozbawionych godności. Populiści oczywiście nie rozwiązują problemów, które doprowadziły do wykluczenia, wręcz je pogłębiają, red. Woś przecież wie, że to Trump obniżył podatki dla najbogatszych i zniósł program powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, wystarczy, że dowalają elitom wskazywanym jako sprawców biedy i to elektoratowi czy to Trumpa, czy PiSu wystarcza. I redaktor Woś jest takim populistą, wzbudza strach, karmi wq...e i dowala establishmentowi. I nic więcej.

pozbawieni godności ? Kto ich do tego w dużej mierze doprowadza i utrwala ów stan dopóki się tylko da ? Nadajecie : """ Trump obniżył podatki dla bogatych """ . A ja dodam : """"""Rok temu Trump obniżył podatki. Dziś stopa inwestycji najwyższa od 20 lat. wzrost największej gospodarki świata 3.3%, bezrobocie najniższe od 1969roku. Pensje rok do roku 3% w górę a pensje najuboższych 4%. """""' ( 20.12.2018 r https://www.wsj.com/articles/america-is-competitive-again-11545350620 ). Podajecie : """ Zniósł program powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego """ . Czyżby zatem za kadencji Trumpa żaden obywatel nie mógł z tego ubezpieczenia korzystać ? Czy może chodziło o zniesienie jedynie p r z y m u s u korzystania z tego świadczenia ? Media podają, iż Biden (jak na demokratę przystało ?) przywróci karę za nie posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego , to chyba znaczy że ono istnieje ?

Sposób w jaki się Pan do mnie zwraca, mający pewnie na celu poniżenie mnie, świadczy o Pana kulturze, a konkretnie jej braku, ale również wskazuje na pana milicyjno-sbeckiej proweniencję. To ci panowie mieli zwyczaj zwracania się do ludzi w ten sposób. Stąd pewnie tęsknota do ustroju minionego, niestety od 5 lat widać, że jednak z możliwością powrotu. Tym niemniej przypomnę, nie tle panu, ale tak w ogóle, że w latach 2016-20 na całym świecie była koniunktura jakiej nie było nigdy, tak, że ten wzrost w Ameryce i redukcja bezrobocia niewiele ma wspólnego z działaniami Trumpa, tak jak i wzrost poziomu życia w Polsce z PiSem. Poza tym wiem skąd się biorą wykluczeni. Z arogancji, pazerności, braku empatii i krótkowzroczności establishmentu. I to establishment jest winny, że populiści dochodzą do władzy. Ale populiści niczego nie naprawiają, jak historia świata wskazuje, dzielą społeczeństwa i narody, prowadzą do wojen, rewolucji i jeszcze większej biedy. Im, i popierającej ich hołocie wystarczy, tak jak napisałem, dowalanie establishmentowi. Przynajmniej do czasu, aż nie będzie lud miał co do garnka włożyć.

bom szybko do bezpieki awansował i podłe inklinacje seksualne u sukienkowych śledziłem, co powinno Was do mnie milej usposobić. Samo przepisanie przez Was po raz drugi listu do mnie , choć widać żeście się podciągnęli , to za mało aby na full szacun zasłużyć. Stosowanie przeze mnie niemiłego Wam modelu grzecznościowego (forma- per wy), używanego w wielu krajach jako pełnoprawna i poprawna formuła - służy mi do podkreślenia odrębności plemiennej, za wszelkie inne przypisywane tej formule konotacje nie odpowiadam . ------ Niech Wam będzie, Wójtowicz , że bez koniunktury - PiS dostałby ruptury, oni nawet wiedzą skubańce kiedy wygrać a kiedy przegrać wybory... Tylko po wyciągnęliście Trumpowi obniżenie podatków lepiej wypasionym? To tak jak byście się skarżyli na łaciatą, że mało mleka daje, ale o rekordowej zawartości tłuszczu nie raczyli napomknąć. Po co ładujecie ślepaka, że Trump """"Zniósł program powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego"""" ?

A po cóż pan Wójtowicz miałby wam opowiadać, emek, o zawartości tłuszczu, skoro ten tłuszcz nie pochodzi z trumpistowskiej paszy? Od 2010 roku bezrobocie w USA spadało po kryzysie na łeb na szyję przez 1,5 kadencji Obamy, mimo że nie było wówczas istotnych obniżek podatków dla najbogatszych (https://www.statista.com/statistics/263710/unemployment-rate-in-the-united-states/). To tak jak byście się, emek, skarżyli, że nikt nie dostrzega waszych rzekomych zasług dla jakości mleka łaciatej, ale zapomnieli napomknąć, że jakość mleka wzrastała na długo zanim wzięliście ją w swoje posiadanie.

Ktoś tu wreszcie nam uchylił wieka ze swej skarbnicy wiedzy i intelektu; ktoś tu wreszcie nie poskąpił, więc mogliśmy skosztować tego, co odżałowane. Panie Krzysztofie, podbudował mnie Pan swoją chwilową? stałą? rezygnacją z przystawania w bramie i strojenia min z czasów początków amerykańskiego kina niemego. W końcu otworzył Pan podwoje i sięgnął do spiżarki, wprawdzie po gabarytowe torby z sieciówek, ale nie przesądzam na tej podstawie o ich zwartości. Z nadzieją na otwarcie reklamówek - Robert Forysiak

Skoro pan się zabawia w socjologa to pewnie bez trudu odpowie na pytanie: dlaczego 88 procent czarnych obywateli USA i blisko 70 procent latynosów głosowało na Bidena. A podobno biedni i wykluczeni głosują na populistów. Czyli, ze afroamerykanie i latynosi to creme de la creme amerykanskiego społeczeństwa. Dla ułatwienia pańskich rozważań. W ostatnich wyborach prezydenckich w Malborku gdzie mieszkam blisko dwie trzecie uprawnionych do głosowania oddało swój głos na Trzaskowskiego a pozostali na Dudę. W Nowym Sączu było na odwrót. Malbork od dawna należy do grupy miast z najwyższym berobociem w przeciwieństwie do Nowego Sacza, które jest nazywane miastem milionerów. Proszę o socjologiczne rozwinięcie tego tematu.

Dyskusja z tą mieszanką półprawd i argumentów wyciągniętych z d.., to jak zapasy w kisielu, ale spróbuję. 1.https://wyborcza.pl/7,155287,26506232,dlaczego-latynosi-i-czarni-glosowali-na-trumpa-skoro-na-nich.html?disableRedirects=true 2.Wykluczenie to nie coś mierzalnego, to subiektywne odczucie, którego natężenie ma luźny związek z czynnikami go wywołującymi. Np. ktoś z majątkiem 10 tysięcy złotych może nie czuć się tak sfrustrowany jak ktoś z majątkiem milion mający za sąsiada miliardera. 3. Jaki procent, nie, nie procent, ile promili głosujących w Nowym Sączu stanowią milionerzy? 4.Czy bezrobocie 11% determinuje niezależnie od innych czynników, bezwzględne wyalienowanie całej miejscowej wspólnoty, a 5% wprost przeciwnie? 5. I tu w związku z punktem 2 i 4. Wprawdzie byt kształtuje świadomość, jak powiedział wielki ekonomista K. Marks, ale też świadomość kształtuje byt (tego Marks nie powiedział) a o świadomości dużej części społeczeństwa Podhala i Podkarpacia wiadomo np. to, że jest zaczadziała szczególnym typem katolicyzmu. O świadomości tej świadczy chociażby wybór w Nowym Sączu na posła niejakiego Koguta znanego ze swojego poziomu intelektu, kultury i praktycznie stosowanych norm etycznych.Głosujemy na podobnych do siebie np. na Koguta i Dudę.

to może byłoby to zaprawdę słuszne i zbawienne... -------- Nazywanie wypowiedzi oponenta "mieszanką wyciągniętą z d...y" , ma być zapewne pokazowym przykładem szacunku i kultury z Waszej strony . Zaś odzywka " Co tutaj robisz na forum ?" - wyrazem taktu i uprzejmości. Tak samo jak wyrażone przez Was, ze zbyt dużej wysokości, zdziwienie " Że też chce się Szanownemu Panu dyskutować z kimś takim " . Określanie wyborców "hołotą" to niechybnie świadectwo miłości bliźniego. Wyciągnięcie zaś Koguta (dawno przez pisowców "zarżniętego"), jak gdyby w ichnim kurniku nie można było podobnych kogutów wypatrzyć (np. Nowaka, Neumana ) i innych typów, także tych z nagranych knajackich rozmówek przy winku - to znowuż chyba niezbity dowód potęgi Waszego intelektu. Podobnie jak poszturchiwanie epitetami "populista, poziom budki z piwem, wzbudza strach, karmi wq...e " itd. - dziennikarza, jakim nigdy nie zostaniecie, choćbyście nie wiem jak chcieli a co upodabnia Was do dziarskiego krasnala, który postanowił obalić siekiereczką - strzelistego smreka bo mu zaszumiał inaczej. --------- Czujcie się więc, Wójtowicz, w razie potrzeby urażonym i oby Wam to poszło na zdrowie.

Interesujący tekst. Jeżeli duet Biden-Harris istotnie da neoliberalnego ciała, to bez żalu go porzucę i uznam, że Demokraci i ich wyborcy w pełni zasługują na powrót trumpizmu w jeszcze gorszej wersji. Tymczasem jednak zachęcam do dalszej refleksji: co takiego prezentował sobą Trump i trumpizm w oczach dziesiątków milionów wyborców, że postanowiły one głosować nawet na takiego neoliberała jak Biden? Exit polls wskazywały, że Trump przegrał nawet w grupie zarabiającej poniżej $30k rocznie. To nie jest raczej grupa, która namiętnie ogląda i czyta kłamliwe ponoć CNN i Washington Post.

Obama uważałem, że gorszego prezydenta USA mieć już nie będą, Trump jednak zwłaszcza w końcówce go pobił, wygląda na to, że był jeszcze gorszy. Biden, hmmmmm nawet Imperium Romanum nie przetrwało by trzech marnych cesarzy z rzędu, zatem oby się sprawdził.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]